Nowy numer 48/2020 Archiwum

Łazarze XX wieku

Homilia arcybiskupa katowickiego Wiktora Skworca w Doniecku, 29 września 2013 r.

1. W styczniu 1945 roku ponownie ruszyła ofensywa Armii Czerwonej na Berlin. Tak rozpoczęła się nie tylko agonia III Rzeszy, ale także proces nieodwracalnych zmian, jakie dotknęły wiele krajów, w tym Polskę i Górny Śląsk w jego historycznych granicach.

Wśród tragicznych wydarzeń szczególne miejsce przypadło internowaniu, a potem wywiezieniu do pracy przymusowej w ZSRR w 1945 roku – zaraz po wyzwoleniu spod okupacji hitlerowskiej – około 50 tysięcy mieszkańców Górnego Śląska; wywożono mężczyzn w wieku produkcyjnym, robotników, a wśród nich głównie górników.

W bydlęcych wagonach tysiące Górnoślązaków – bez względu na swoją świadomość narodową, pochodzenie, zawód, pozycję społeczną – jechało tygodniami w nieznane, na wschód, do przymusowej pracy. Dla większości była to podróż w jednym kierunku, a stacją końcową – śmierć na obczyźnie w bezimiennym grobie. Ślązacy dopełniali w ten sposób wojennego losu tych Polaków, którzy od pamiętnego dnia 17 września 1939 roku byli mordowani lub deportowani na wschód jako element obcy narodowo i klasowo.

Ludność Górnego Śląska stała się zdobyczą wojenną Stalina – „żywą reparacją” wojenną. Jej obliczem był także rabunek dóbr materialnych, na wschód wywożono bowiem różne elementy bogatej infrastruktury przemysłowej.

Nie bez znaczenia jest fakt, że akcja, którą dziś określamy jako Tragedię Górnośląską, rozpoczęła się już po konferencji mocarstw koalicji antyhitlerowskiej w Jałcie (3–11 luty 1945), w czasie której Stalin otrzymał zgodę USA i Wielkiej Brytanii na wykorzystanie do przymusowej pracy ludności cywilnej z terenu III Rzeszy. A Górny Śląsk to pogranicze; nikt wówczas nie bawił się w badanie narodowościowych niuansów; trzeba było wykonać rozkaz dyktatora i dostarczyć do niewolniczej pracy w kopalniach Donbasu wykwalifikowanych górników i robotników; na Śląsku zaczęło się polowanie na ludzi…

Pierwszym przystankiem po ich zatrzymaniu był obóz w Łabędach, a z pobliskiego dworca w Pyskowicach podróż w zimowych i nieludzkich warunkach do miejsc przeznaczenia. Mężczyźni jechali na roboty przymusowe w kopalniach Donbasu i dalej, aż do Karagandy w Kazachstanie i jeszcze dalej, wszędzie tam, gdzie rozpościerał się kraj znaczony łagrami i niewolniczą pracą niewolników komunistycznego systemu.

Wywózka mieszkańców Górnego Śląska i śmierć ponad połowy deportowanych uruchomiła proces głębokich zmian, jakie dotknęły rodziny i cały region. Spowodowała poważne reperkusje, jak dezintegracja tysięcy rodzin, połączona z wpędzeniem ich w biedę. Bo jedynie informacja o śmierci – ojca rodziny, męża czy syna – dawała szansę na otrzymanie zapomogi... A mijające lata życia w niepewności co do losu wywiezionych nie sprzyjały stabilizacji rodzin i całego społeczeństwa; dorastało kolejne pokolenie bez ojców...

Rabunek ludności dotknął mocno sfery świadomościowej, rodził silną traumę i poczucie krzywdy, tym bardziej że tworzona na Górnym Śląsku polska administracja była bezsilna wobec zagarniania do niewolniczej pracy cywilnej, autochtonicznej ludności, a więc osób nieuczestniczących w działaniach wojennych ani „wrogich elementów”, z których na rozkaz Berii NKWD miało „oczyszczać” tyły frontów. To właśnie przez to „oczyszczanie” mocno ucierpiała na Górnym Śląsku polska świadomość narodowa, bo przecież wywożono ludność autochtoniczną, która się identyfikowała z polską ojczyzną i śląska ojcowizną.

Dramat zastosowania odpowiedzialności zbiorowej, zapoczątkowany po zakończeniu II wojny, trwał aż do 1954 roku, kiedy to ci, którzy przeżyli, mogli wrócić do swoich rodzin i na swoją ojcowiznę; do swoich parafialnych wspólnot i lokalnych społeczności.

A po powrocie o swoim losie nie mogli mówić, bo noc stalinizmu i systemu komunistycznego, jaka zapadła nad Polską, nie pozwoliła ujawnić dramatu dziesiątków tysięcy ludzi i rodzin. Trzeba było czekać, aż nadejdzie wolność i uwolni swą siostrę, prawdę. Od tej chwili można było otworzyć i zbadać archiwa sądów grodzkich Bytomia, Zabrza, Gliwic, by w nich odnajdywać tysiące pism żon i matek zgłaszających zaginięcie męża czy syna. Tak, zgłaszano właśnie „zaginięcie lub internowanie”, bo zabierano z miejsc pracy, z ulicy; urządzano łapanki.

O upamiętnieniu wywiezionych Ślązaków na Ukrainie czytaj też:

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama