ks. Mateusz Raczek
archiwum WŚSD
ks. Mateusz Raczek,
ur. 24.12.1998 r. w Tychach
parafia zamieszkania: św. Krzysztofa w Tychach
hasło prymicyjne: „Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty niech się stanie!” (Mt 26,39)
Gdy dziś zastanawiam się, w którym momencie nastąpił „przełom”, który doprowadził mnie do decyzji o wstąpieniu do seminarium, dochodzę do wniosku, że był to raczej proces niż jedno konkretne wydarzenie.
Pochodzę z wierzącej, tradycyjnej śląskiej rodziny. Od czwartej klasy szkoły podstawowej byłem ministrantem, później lektorem i animatorem wspólnoty w mojej rodzinnej parafii. Myślę, że to właśnie ona – obok domu rodzinnego – ukształtowała moje przeżywanie wiary i moje miejsce w Kościele. Na drodze odkrywania powołania spotkałem kilku księży, którzy stali się dla mnie autorytetami i autentycznymi świadkami Jezusa. Pod koniec technikum myślałem o kapłaństwie bardzo praktycznie – raczej w perspektywie zawodu, bez głębszej refleksji. Za pierwszym razem, wskutek splotu różnych wydarzeń w moim życiu, nie mogłem jednak od razu wstąpić do seminarium. Było to dla mnie trudne doświadczenie. Podjąłem pracę i porzuciłem myśl, że kiedykolwiek jeszcze tam trafię.
Moja relacja z Jezusem została wówczas bardzo ograniczona – właściwie mogę powiedzieć, że jej nie było. Byłem rozczarowany i miałem w sobie bunt – jak On mógł mnie tak potraktować?
Przełom nastąpił podczas wyjazdu z młodzieżą do Zembrzyc na kurs Alpha. W czasie wieczornej adoracji i spowiedzi siedziałem z tyłu kaplicy i obserwowałem, jak młodzi ludzie przystępują do sakramentu pokuty i pojednania, a potem przemienieni wracają przed oblicze Pana. Tamtego wieczoru ja również doświadczyłem osobistego spotkania z Jezusem. Trudno to opisać słowami, ale wtedy zrozumiałem, że kapłaństwo nie jest zawodem. To bycie kimś, kto pomaga innym wracać do Ojca i pełnić Jego wolę – kto staje się Jego prawdziwym świadkiem. Po tym wydarzeniu postanowiłem ponownie spróbować i wstąpić do seminarium.
Od tego momentu coraz bardziej odkrywam w sobie przyjaźń z Jezusem. W czasie formacji seminaryjnej uczyłem się, co to znaczy pełnić wolę Ojca. Na czwartym roku seminarium, tuż przed pójściem na staż duszpasterski jako akolita, przeżywałem kryzys. Podczas modlitwy sięgnąłem wtedy po fragment modlitwy Jezusa w Ogrójcu. Szczególnie poruszyły mnie słowa, które stały się moim prymicyjnym hasłem: „Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty, niech się stanie” [Mt 26, 39b]. Słowa te jeszcze mocniej wybrzmiały w moim sercu w minionym roku, gdy nagle zmarł mój tata. Od tego momentu moja relacja z Bogiem Ojcem jeszcze bardziej się pogłębiła. Może nie zawsze rozumiem, co znaczy pełnić Jego wolę, ale staram się ufać jak dziecko, które ucząc się chodzić czasem się przewróci, ale nie przestaje próbować. Tak właśnie chcę iść przez życie – w Jego obecności i według Jego woli. Wierzę, że kiedy człowiek bezgranicznie zaufa Bogu, On poprowadzi go właściwą drogą.








