Nowy numer 37/2021 Archiwum

Święty od spraw zwykłych

Graf von Ballestrem postanowił uczcić 100. rocznicę objęcia przez rodzinę majątku. Zdecydował wybudować kościół w Rudzie, który pozwoli utworzyć tam parafię niezależną od Biskupic. Tak powstał kościół pw. św. Józefa.

Ziemię i budynek kościoła w czerwcu 1907 r. (rok po ustanowieniu parafii) Franz von Ballestrem przekazał wspólnocie. W akcie notarialnym postawił jednak kilka warunków. Po pierwsze: wszelkie zmiany we wnętrzu oraz wokół kościoła mają być konsultowane z nim i jego następcami. W przypadku gdy parafii i grafowi trudno byłoby dojść do porozumienia, sprawę miał rozstrzygać metropolita wrocławski. Po drugie: von Ballestrem wskazał miejsca zarezerwowane w świątyni wyłącznie do użytku rodziny („Krzesła po stronie Ewangelii od głównego ołtarza, które na tej samej wysokości ołtarza stoją, jak i te, które stoją w bocznym chórze, jak również pomieszczenia, w których stoją, pozostają na zawsze do dyspozycji mojej i moich następców (…)”). Kolejnym warunkiem było wieczyste użytkowanie krypty pod głównym ołtarzem. Ostatni punkt wymieniony w akcie dotyczy szkód górniczych – do usuwania ich skutków von Ballestrem zobowiązał siebie i swoich następców (…) podczas gdy do wynagrodzenia pozostałych szkód nie związanych z uprawianiem górnictwa nie będziemy zobowiązani”).

Graf wartość budynku i parceli o wielkości ponad 62 arów wycenił na 200 tys. marek niemieckich. – To była bardzo religijna katolicka rodzina. Dbali o swoich pracowników. Nie tylko ufundowali kościoły: MB Różańcowej i kaplicę, która dziś poświęcona jest św. Piusowi X, ale również sfinansowali elektryfikację ulic czy funkcjonowanie Domu Wdów, w którym siostry boromeuszki opiekowały się rodzinami po zmarłych górnikach – wymienia ks. Adam Brzyszkowski, obecny proboszcz parafii.

Idziemy się pomodlić

Ród von Ballestrem znany był ze szczególnego nabożeństwa do św. Józefa, stąd też decyzja o wyborze go na patrona parafii. – Słyszałem historię, nie wiem, ile w niej prawdy, ale moim zdaniem dużo mówi o tej rodzinie. Po wojnie, kiedy musieli się przenieść do Niemiec, szukali odpowiedniego miejsca. Udało się znaleźć zakład przemysłowy, który był do kupienia, ale ciągle mieli wątpliwości, czy to dobry wybór. Zapadła decyzja: „Idziemy się pomodlić”. Okazało się, że kościół był pod wezwaniem św. Józefa! Lepszy znak już nie był potrzebny – przytacza anegdotę proboszcz. Pewne jest, że w 1909 r. z inicjatywy ks. Antoniego Ogana powstało w parafii Bractwo św. Józefa, które istniało do 1935 roku. Przyjmowano do niego kobiety i mężczyzn. – W archiwach znaleźliśmy księgę bractwa. Wśród członków znaleźliśmy nawet kogoś z Sosnowca. Pewnie przez pokrewieństwo albo znajomego dowiedział się o jego istnieniu. Faktem jest, że należały do niego także osoby spoza parafii. Bractwo reaktywowaliśmy w 2008 roku – mówi ks. Brzyszkowski. – Każdy z jego członków otrzymuje specjalną legitymację, w której zawarte są m.in. litania i westchnienie do św. Józefa. Jednak najważniejsza jest informacja, która znajduje się na pierwszej stronie – to dzień, w którym członek bractwa zobowiązany jest do modlitwy za współbraci. – Zawsze proponuję, żeby wybierać jakąś charakterystyczną datę, np. dzień swoich urodzin – wyjaśnia proboszcz i moderator wspólnoty.

Błogosławieni kapłani

– Święty Józef to bardzo skuteczny orędownik. Zawsze żartuję, że Matka Boża ma na głowie tyle spraw, bo wszyscy do Niej się uciekają, a Józef tylko czeka. I dzięki temu „załatwia” wszystko od ręki – uśmiecha się kapłan. Na dowód wyciąga gęsto zapisaną księgę, w której umieszczane są podziękowania i intencje. To zbiór z ostatnich kilku lat. – Narodziny dziecka, sprawy małżeńskie, szukanie pracy czy nawet pomoc w zamianie mieszkania. Chyba nie ma intencji, w której nie słyszałbym o pomocy opiekuna Jezusa. Zgadzam się, że warto go prosić nawet o przyziemne sprawy, przecież na kartach Ewangelii właśnie w takich sytuacjach go poznajemy – zaznacza proboszcz. Warto podkreślić, że parafia św. Józefa była miejscem, w którym pracował ks. Jan Macha, śląski kandydat na ołtarze. Niestety, nie zachowały się żadne ślady jego obecności, nie wiadomo nawet, w którym pokoju rezydował na farze. – Parafianie go dobrze zapamiętali. Do niedawna żyli jeszcze np. ministranci Bernard Łukaszczyk i Jan Hajduga, którzy byli świadkami jego aresztowania. Wielu wspominało jego dobroć, sprawne działania – mówi proboszcz. – O! Na tej ambonie zemdlał, kiedy po raz pierwszy miał wygłosić po niemiecku kazanie – mówi ks. Brzyszkowski, kiedy rozmawiamy we wnętrzu kościoła. – Ale nie tylko ten błogosławiony jest związany z tą parafią. W latach 1908–1916 posługę pełnił tu ks. Emil Szramek. Prowadził akcję trzeźwościową – zaznacza. W sanktuarium w każdą środę o 17.30 odbywają się nowenny do św. Józefa.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama