Nowy numer 3/2021 Archiwum

Węgiel i pierniczki

Wędka zamiast ryby, podawanie dobra dalej i tworzenie sieci rodzin – to zasady, jakimi w swojej działalności kieruje się Stowarzyszenie św. Filipa Nereusza.

Pomagają rodzinom zranionym. – To określenie jest ważne, ponieważ dzięki niemu w naszych głowach pojawiają się skojarzenia, które warunkują pozytywne nastawienie. Staramy się nieść pomoc kompleksowo – wyjaśnia Alina Szulirz, przewodnicząca stowarzyszenia.

Kiedy trafiają do nich ludzie z prośbą o pomoc, przede wszystkim starają się zdiagnozować, co jest najbardziej potrzebne do tego, by stanęli na własnych nogach. – Może to być wsparcie duchowe oferowane przez księdza, ale i rozmowa z terapeutą. Czasem opał na zimę, pomoc w napisaniu pisma do urzędu czy w zdalnym uczeniu dzieci – a czasem zwykłe wysłuchanie. Wiadomo, że zgłaszający się są bardzo różni. Od razu zachęcamy do podjęcia działań, by sami zrobili coś dobrego dla innych. To bardzo ważne, daje poczucie sensu. „Podaj dalej” to jedna z naszych podstawowych zasad – zaznacza A. Szulirz.

Stowarzyszenie aktywnie działa także na rzecz odbudowy międzyludzkich więzi – tak oczywistych jeszcze 20 czy 30 lat temu, kiedy sąsiedzi mogli liczyć na siebie wzajemnie. – Teraz trochę z powodu pandemii mamy taki styl życia: każda rodzina w swoim domu. My idziemy w poprzek temu i za papieżem Franciszkiem zapraszamy do budowania społeczeństwa odpowiedzialnego i braterskiego. Chcemy tworzyć sieci wsparcia – wyjaśnia przewodnicząca.

Stowarzyszenie „Nereusz” prowadzi w Rudzie Śląskiej kluby młodzieżowe, świetlicę dla dzieci, kluby seniora czy centrum rozwoju rodziny. – Staramy się w naszej pracy uwrażliwiać podopiecznych w każdym wieku na dobro drugiego człowieka, wydobywać z nich to, co piękne. Pokazywać, że mogą więcej niż tylko być i czerpać z tego, co dają inni – mówi Alina Szulirz.

Dowody na to, że warto, przychodzą z czasem, bywa, że niespodziewanie. Przewodnicząca przytacza historię jednego z ojców, który samotnie wychowuje dzieci. Formalnie nie jest już podopiecznym Nereusza. Mimo to kiedy zachorował, do pomocy zgłosiło się od razu kilka mam. Co więcej – jedna z pań, poszukująca obecnie pracy, przyniosła wszystko, co miała i co jej zdaniem mogło się w tej sytuacji przydać. – Wśród tych rzeczy była koperta. Trochę się zdziwiłam: „Pani przecież nie ma na rachunki i jedzenie. Dlaczego?”. A ona odpowiedziała ze spokojem: „Każdy ma pod talerzami pieniądze na aptekę. Moje dzieci są teraz zdrowe, więc proszę to wziąć”. Ona nie miała środków do życia, mimo to potrafiła się podzielić, oddać wszystko, co ma – mówi wzruszona Alina Szulirz. – Takie sytuacje sprawiają, że wszyscy po raz kolejny zadajemy sobie pytania: czy umiałabym wygospodarować kilka godzin dziennie, żeby się zająć obcym człowiekiem? Zwłaszcza, że te panie mają po czwórce swoich dzieci, więc miałyby wytłumaczenie, że nie mogą nic więcej zrobić. Czy potrafię się podzielić? Jestem pewna, że to nie tylko nasi podopieczni potrzebują nas, ale i my ich.

Zima to szczególny czas dla stowarzyszenia – potrzeby są jeszcze większe niż zwykle. Artykułem numer 1 jest węgiel na opał. – Trudno w to uwierzyć, ale wiele rodzin mieszka w skrajnym chłodzie. Byłam raz w mieszkaniu, w którym w trakcie mojej wizyty w ciągu kilkudziesięciu minut, potrzebnych na wypicie herbaty, drzwi przymarzły do futryny – mówi przedstawicielka stowarzyszenia.

„Nereusz”, chcąc przeciwdziałać takim sytuacjom, zainicjował akcję „Ciepło w święta”. Chcą zebrać jak najwięcej funduszy, by zakupić opał. – Są rodziny, które potrzebują tylko niewielkiego wsparcia, bo w dalszej perspektywie mają dochód, który przeznaczą na zakup węgla. Ale są też i tacy, którym musimy pomóc przetrwać całą zimę – mówi Alina Szulirz. Środkami finansowymi można zasilić m.in. konto stowarzyszenia, którego numer dostępny jest na stronie nereusz.pl. Warto, robiąc przelew, pamiętać o dopisku „Ciepło w święta”.

– Najbardziej cieszą te momenty, kiedy zgłaszają się do nas rodziny i pytają, jak mogą pomóc. Ostatnio zgłosił się tata, który chciał zrobić coś, w co zaangażuje trójkę swoich dzieci. Umówiliśmy się na paczki z pierniczkami: przygotują ich 60. To wspaniałe, że są rodziny, które chcą uczyć dzieci robienia dobrych rzeczy – dodaje A. Szulirz.

W czasie adwentu rudzka organizacja włącza się w przygotowanie „Holy Week. Rodzinnego Kalendarza Adwentowego”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama