Nowy numer 39/2020 Archiwum

Biskupia Pięćdziesiątnica

Po ponad 50 dniach kwarantanny bp Marek Szkudło pokonał niewidzialnego wroga.

Nie przypuszczałem, że to mnie spotka – przyznaje, dodając jednak, że to był błogosławiony czas. COVID-19 przechodził raczej łagodnie. – W pewnym momencie straciłem smak i węch, ale nie miałem ani gorączki, ani duszności – dodaje.

Na początku było trudno przyzwyczaić się do tego przymusowego zatrzymania i zamknięcia w czterech ścianach. Negatywny wynik badania na obecność SARS-CoV-2 poprzedziło sześć testów z rezultatem pozytywnym. Czas się wprawdzie dłużył, ale na szczęście obyło się bez zniechęcenia, narzekania czy psychicznego dołka. – Myślę, że to łaska wyproszona przez wiele osób, które wspierały mnie swoją modlitwą. Spotkałem się z wielką życzliwością i troską ze strony innych. Zawsze mogłem liczyć na pomoc sióstr zakonnych posługujących w kurii – podkreśla bp Marek.

Przywołuje wydarzenie, które zostało uwiecznione na załączonej fotografii. – W niedzielę 2 sierpnia znajome pielęgniarki ze swoimi mężami zrobiły „pikietę” pod kurią. Zadzwoniły do mnie i poprosiły, abym podszedł do okna. Na placu kurialnym zobaczyłem transparent z napisem „Nie myśl sobie, że nie pamiętamy o Tobie”. To było bardzo wzruszające – przyznaje.

Znajomi rzeczywiście dzwonili, pytali o zdrowie i oferowali pomoc. Jego numer stał się prawdziwą gorącą linią. W pewnym momencie raport na telefonie komórkowym wykazał 7,5 godziny rozmowy w ciągu dnia. – Ten kontakt z ludźmi był bardzo potrzebny. Starałem się zawsze odpowiadać – zaznacza. – Wyobrażam sobie, że przeżywanie kwarantanny czy izolacji przez całe rodziny zamknięte w mieszkaniach na pewno było o wiele trudniejsze. W moim mieszkaniu miałem przestrzeń.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama