Nowy numer 13/2020 Archiwum

Ćwiczenia przedślubne

Narzeczony na naukach przedmałżeńskich miał trudności z dokończeniem zdania, które zaproponowała prowadząca: „U mojej teściowej najbardziej podziwiam...”. – No wymyśl coś! – trąciła go łokciem narzeczona. Chłopak więc dokończył: – Podziwiam... jej piękną sukienkę!

Uczestnicy spotkania wybuchnęli śmiechem. – No fajnie, przynajmniej docenia pan dobry gust teściowej – skomentowała Ewa Porada, prowadząca spotkanie. – No coś trzeba! – wyjaśnił wesoło uczestnik.

To autentyczne wydarzenie dobrze oddaje luźną, daleką od sztywności atmosferę, która panuje na naukach przedmałżeńskich prowadzonych w archidiecezji katowickiej. Poruszane tutaj tematy są poważne, ale forma bywa lekka, a młodzi nieraz razem się śmieją.

Właśnie ruszyła internetowa platforma, za pomocą której narzeczeni mogą wybrać sobie taką formułę nauk, jaka im odpowiada – dłuższą, krótszą, weekendową, prowadzoną przez cztery wieczory w tygodniu... Można też sprawdzić, gdzie w naszej okolicy w najbliższych miesiącach są planowane takie nauki, i od razu przez internet się zapisać. To wszystko pod adresem: rodzina.archidiecezjakatowicka.pl.

No coś ty! Serio?!

Ewa Porada z Wydziału Duszpasterstwa Rodzin katowickiej kurii jest jedną z prowadzących nauki przedmałżeńskie w ramach programu „Ślubuję Ci...”. To cztery spotkania realizowane na przykład raz w tygodniu przez miesiąc albo przez cztery wieczory z rzędu.

Narzeczeni wchodzą na te spotkania najczęściej nastawieni negatywnie. Ściskają już w garściach telefony, bo zamierzają przez półtorej godziny bawić się nimi i w ten sposób przetrzymać nudy, których się spodziewają.

Zwykle już po kilku chwilach okazuje się, że telefon jest niepotrzebny. Wystarczy parę pytań zadanych przez prowadzących, na które mają sobie nawzajem odpowiedzieć sami młodzi. Są też zdania do dokończenia, na przykład: „W mojej narzeczonej / w moim narzeczonym najbardziej podziwiam...”. Młodzi zaczynają pracować w parach. Nastrój nudy i niechęci najczęściej całkiem wtedy znika.

Prawie zawsze jest to okazja do przegadania ważnych, życiowych tematów, których młodzi jakoś dotąd nie poruszyli. Jak będą traktowali teściową? Jak zamierzają spędzać święta? Które z nich będzie zarządzało rodzinną kasą? – Pamiętam, jak kiedyś narzeczeni wypisywali odpowiedzi w ćwiczeniach na temat tego, ile chcą mieć dzieci i jak je wychować. Było w miarę cicho i nagle rozległ się okrzyk na całą salę: „No coś ty! Serio?!”. Okazało się, że dziewczyna napisała, że chce jedno dziecko, a chłopak, że co najmniej siedmioro... Był śmiech, później zaczęli dyskutować – wspomina Ewa Porada.

Po chwili prowadząca zapytała narzeczonych, do czego w tej dyskusji doszli. – A oni, że na razie zgodzili się na trójkę, żeby było pośrodku, ale są otwarci na więcej. Bardzo mi było miło, że ta para posłała nam pół roku później zdjęcie ze ślubu, a potem kolejno przysyłała zdjęcia swoich dzieci. W tej chwili rzeczywiście mają ich już troje, a pod zdjęciem najmłodszego dopisali, że... są otwarci na następne – mówi pani Ewa.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Polecamy

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama