• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Męska rzecz

    dodane 03.03.2016 00:00

    Nie warto żyć normalnie. Warto żyć ekstremalnie.

    Przekonują o tym uczestnicy i organizatorzy Ekstremalnych Dróg Krzyżowych, które po raz kolejny przejdą szlakami całego kraju. W błocie, deszczu albo śniegu, w ciemnościach i samotności. Tylko rok temu wydarzenie zgromadziło prawie 11 tysięcy osób. W tym roku organizatorzy szacują, że wyzwanie podejmie nawet 20 tysięcy prawdziwych „szaleńców”, również poza granicami Polski. Na terenie archidiecezji katowickiej EDK będą mieć początek aż w pięciu miastach: w Katowicach, Rybniku, Siemianowicach Śl., Tychach i Żorach.

    Po raz pierwszy EDK organizują studenci z Dominikańskiego Duszpasterstwa Akademickiego „Gniazdo” z Katowic. Uczestnicy wyruszą nocą z 11 na 12 marca spod kościoła Przemienia Pańskiego. Do pokonania będą mieć 47 kilometrów. Ich EDK zakończy się w parafii Miłosierdzia Bożego, tuż przy Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

    – W ubiegłym roku kilku naszych kolegów wzięło udział w EDK we Wrocławiu – opowiada Weronika Dylus, studentka coachingu na UŚ. – Było to dla nich bardzo mocne doświadczenie.

    Ci, którzy przeszli kiedykolwiek EDK, przyznają, że faktycznie jest to piorunujące przeżycie. Kiedy siły na trasie ich opuszczały, kiedy z zimna i ze zmęczenia dosłownie chciało im się wymiotować, a w głowie pojawiały się myśli, po co właściwie to robią, wtedy odkrywali, że poza Jezusem Chrystusem i wiarą nie mają żadnej innej motywacji. Wtedy dopiero dochodzi do spotkania z żywym Bogiem, gdy oczyszczają się intencje. Paradoksalnie dopiero prawdziwy kryzys na drodze prowadzi do przylgnięcia do Boga. – Tam, gdzie nie domagam, tam obficiej rozlewa się Jego łaska – mówi jeden z uczestników EDK. – Sens tych słów dotarł do mnie, kiedy po 30 kilometrach marszu rozwaliłem nogę i chciało mi się płakać z wściekłości, bólu i zmęczenia.

    EDK to nie wycieczka. Choć wędruje się w grupach – liczących nie więcej niż 10 osób – tak naprawdę każdy idzie sam, w milczeniu, na własną odpowiedzialność. Uczestnicy niosą krzyże: małe czy większe. One mają w drodze przypominać, o co w tym wszystkim chodzi. Przypominają o tym też rozważania Drogi Krzyżowej, które warto mieć przy sobie. Oprócz tego trzeba wziąć ze sobą GPS, wydrukowaną mapę obszaru, po którym przebiega trasa EDK, latarkę, elementy odblaskowe, prowiant (żeby nie zatrzymywać się przy sklepach czy stacjach benzynowych) i oczywiście wygodne buty.

    Idea EDK zrodziła się w krakowskim środowisku. Jej pomysłodawcą jest ks. Jacek Stryczek ze Stowarzyszenia „Wiosna”, znany między innymi z takich dzieł, jak Szlachetna Paczka i Akademia Przyszłości. EDK realizuje we współpracy z grupą Męska Strona Rzeczywistości. – To jest propozycja przede wszystkim dla facetów – nie kryje Weronika. – Miejsce, w którym nareszcie mężczyźni odnajdują się w Kościele. Na spotkaniu koordynatorów z kilku tras byłam jedyną dziewczyną. To jest przestrzeń wiary, w której mężczyźni widzą, że mają coś do zrobienia. To nie jest statyczne nabożeństwo w kościele. W tym jest ruch, tu trzeba siły, samozaparcia, trzeba podjąć wyzwanie, zmierzyć się ze swoimi słabościami, ekstremalnym zmęczeniem – po to, by ostatecznie odkryć, że tę walkę wygrywa się z Chrystusem. Oczywiście, kobiety także są zaproszone, ale doświadczenie pokazuje, że w EDK dominują faceci. I to daje nadzieję, że mężczyźni są w Kościele i chcą czegoś więcej.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół