• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Stąpanie po kruchym lodzie

    dodane 09.10.2014 00:00

    O osieroconych rodzicach, zamrożonych uczuciach i napinaniu mięśni w żałobie z dr Renatą Kleszcz-Szczyrbą, psychologiem, rozmawia Aleksandra Pietryga.

    Aleksandra Pietryga: Ma pani chyba najtrudniejszą pracę na świecie...


    Renata Kleszcz-Szczyrba: Najtrudniejszą? Myślę, że najbardziej prawdziwą. Nic tak nie konfrontuje rzeczywistości jak życie i śmierć.


    Ale rozmawiamy o rodzicach, którzy przeżyli śmierć własnego dziecka. Nie ma nic boleśniejszego. Nawet nie potrafimy nazwać tego nazwać. Mówimy o osieroconych rodzicach, ale i to brzmi jakoś sztucznie. Jakby naturalny porządek rzeczy został odwrócony.


    Bo tak jest. Niemniej proces żałoby jest uniwersalny. Tak samo dotyczy matki, która straciła swoje dziecko, jak i żony, która pochowała męża. Ta żałoba także jest realna, ma swoje etapy i zadania, które ten człowiek musi podjąć, żeby ją w sobie przepracować. Moim zadaniem, jako psychoterapeuty, jest towarzyszenie osieroconym rodzicom. Każdy może to robić.


    Jak?


    Jeśli matka czy ojciec potrzebują posiedzieć w ciszy – siedzę razem z nimi. Jeśli chcą mówić – słucham. Kiedy płaczą – otwieram się na ich płacz i podaję chusteczki. Kiedy chcą krzyczeć, złościć się, tupać nogami czy walić pięścią w stół – pozwalam im na to. Słucham, kiedy szukają winnych swojej tragedii i kiedy obwiniają się sami. Żałoba nie jest czasem na udzielanie rad. Żałoba jest czasem wybrzmienia żalu po stracie.


    A jeśli ktoś nie wie, czego potrzebuje? Może trzeba go wtedy poprowadzić...


    Raczej towarzyszyć w tej niewiedzy, w tym zagubieniu. Bo jest taki moment, kiedy rodzic, który stracił dziecko, chce tylko, żeby ono ożyło. Reszta go nie obchodzi. Z czasem przyjdzie pogodzenie się z faktem, że tego dziecka już nie ma i nigdy nie będzie. Nie wolno niczego przyspieszać. Poganiać, podawać leków. Żałoba nie jest depresją, nie jest chorobą psychiczną. Od żałoby nie uwolnią nas leki, ale to, co domaga się głosu wewnątrz nas i chce się wydostać na zewnątrz: przez gardło, przez oczy, przez krzyk, płacz, złość, bunt, tupanie nogą, niezgodę na los. Żałoba jest mądrością setek tysięcy pokoleń. Od wieków w naturalny sposób wokół cierpiącego człowieka uruchamiała się sieć wsparcia w postaci ludzi, których miał wokół siebie. Dzisiaj medycyna próbuje kolonizować ten obszar ludzkiego życia. W efekcie łatwiej jest powiedzieć: „Idź do lekarza”, niż towarzyszyć w żałobie. 


    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół