• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Jakbym czytał Biblię…

    dodane 21.06.2012 00:00

    Droga Kilara wiodła z nizinnych, depresyjnych krain dodekafonii w krainy wyżej położone, w krainy górskie, ad montes: tatrzańskie, jasnogórskie, i jeszcze wyżej.


    W recenzjach, jak i szerzej, w całej literaturze przedmiotu, przewija się informacja o tym, jak mocny opór budzi jego muzyka, zwłaszcza w sferach awangardowej, (po)nowoczesnej krytyki. Jest to, generalnie, konsternacja prostotą Kilarowych kompozycji oraz ich nieukrywaną religijnością (obie te cechy są zawsze podejrzewane o kicz, grzech niewybaczalny dla pewnego typu „recenzji wysokiej”). To zastanawiające: nieodmiennie, w każdym czasie, powodują odrzucenie, te dwie – akceptacja ze strony maluczkich i łaska wiary. Jakbym czytał Ewangelię…

    Sam Kompozytor, ostrożnie, oszczędnie, ale też jasno na ten temat: „nie wiem, co jest ważniejsze: opinia środowiska czy solidarność z towarzyszami spotykanymi na ścieżce na Rysy”.
Moje zadanie, jak rozumiem, jest inne: nie tyle oceniać ściśle muzyczny i muzykologiczny walor kompozycji Kilara (…), co spróbować ukazać istotę związku teologii i muzyki, nauki i sztuki, uniwersytetu i filharmonii. I tym sposobem uzasadnić sens i głębię tego honorowego doktoratu. Najkrócej, najprościej: pokazać światło, którym postać i dzieło katowiczanina Kilara rozjaśniają teologię uprawianą w tych katowickich, przecież, murach. Uroczystość dzisiejsza bowiem jest w gruncie rzeczy opowieścią o naszych – Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Śląskiego – intuicjach, pragnieniach i marzeniach, które Kilar pozwala nam publicznie, przy aż tak otwartej kurtynie i tak znakomitej publiczności, nazwać. Taki nasz wielki pożytek z Laureata… Bo, jak śmiem twierdzić, ten doktorat honoris causa jest o wiele bardziej potrzebny nam, Wydziałowi Teologicznemu, szerzej: Uniwersytetowi, niż Czcigodnemu Laureatowi, wielokrotnie już honorowanemu na całym świecie. Co mówię szczerze, z pokorą i dumą, a też z pewnym zamysłem. Ten zaś dotyczy tego, że chcielibyśmy – jako akademiccy śląscy teologowie – nosić i propagować owo Kilarowe znamię, tę rozpoznawalną w świecie muzyki tonację, syntezę: intelektualną i artystyczną, duchową i egzystencjalną. To właśnie chcemy, wzorem Laureata, dawać naszemu Uniwersytetowi, siostrom naukom. Najkrócej: wiarę i piękno. Dokładniej: wzmacniać rozumność wiarą i pięknem. (…)
Droga Kilara wiodła z nizinnych, depresyjnych krain dodekafonii w krainy wyżej położone, w krainy górskie, ad montes: tatrzańskie, jasnogórskie, i jeszcze wyżej… Do Coram angelis psallam Tibi, Domine. Była i jest to droga wierności prawdzie, jak sam powiedział: „przeciwko kłamstwu w muzyce, przeciwko oszukaniu ludzi”. Ta droga jest muzyką – musica humana.
A zarazem Kilar – to bardzo ważne – pod żadnym pozorem nie wyprowadza się z nowoczesności ani z ponowoczesności: jedno ze swoich ostatnich arcydzieł, „Sinfonia de motu”, wywodzi ze świata fizyki najnowszej generacji i „Boskiej komedii” Dantego, wykazując całkowitą niesprzeczność nauk ścisłych, sztuki i teologii; niestrudzenie współpracuje też ze światową kinematografią najnowszą. Współpraca ta, owocująca wieloma genialnymi ścieżkami dźwiękowymi, jest „zamieszkiwania współczesności” niezaprzeczalnym dowodem. I znakiem, że taki rodzaj twórczej obecności w naszym świecie – wiernej prawdzie i otwartej na nowe – jest możliwy. I, twierdzę, paradygmatyczny dla naszej młodej, śląskiej teologii…
•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół