W parafii św. Izydora abp Andrzej Przybylski wyświęcił na diakona stałego Łukasza Marcinkiewicza.
W czwartek 9 kwietnia w parafii św. Izydora w Jankowicach k. Pszczyny odbyły się święcenia kolejnego diakona stałego w archidiecezji katowickiej. Został nim Łukasz Marcinkiewicz. Nowy diakon ma 43 lata, od 2015 roku jest mężem Marii, mają trójkę dzieci: Łucję, Piotra i Maksymiliana. Z zawodu jest specjalistą ds. logistyki.
Uroczystości przewodniczył abp Andrzej Przybylski, metropolita katowicki. - Być może ciągle niektórym z nas wydaje się, że to w Kościele coś nowego, że są mężczyźni posiadający rodzinę, których Kościół wybiera i ustanawia diakonami. Ale przecież wszyscy jak ze źródła czerpiemy ze słowa Bożego, z tradycji Kościoła i doskonale wiemy i znamy historię diakonów. Znamy opis z Dziejów Apostolskich, kiedy apostołowie wybrali mężów, którzy mieli im pomagać i ustanowili ich diakonami. Pamiętamy tradycję Kościoła - wielkich diakonów, diakonów-męczenników, którzy nie byli prezbiterami, tym bardziej biskupami, ale służyli prezbiterom, biskupom, ludowi Bożemu. To nic nowego. Kościół wraca do swoich źródeł i chce jakby żyć tą tradycją, a przede wszystkim Bożym objawieniem. Dlatego przyjmijmy to dzisiejsze wydarzenie w duchu spełniania się Kościoła, prawdy o Kościele również i prawdy o święceniach, które mają swoje trzy stopnie: diakonatu, prezbiteriatu, episkopatu - wyjaśniał na początku liturgii abp Andrzej.
W czasie homilii podczas Mszy św. z udzieleniem sakramentu święceń w stopniu diakonatu abp Przybylski mówił m.in. o tym, że powołanie do diakonatu stałego jest szczególnym darem Boga. - Czasem się zdumiewam tymi, którzy chcą być diakonami, mając rodziny, pracę. Po co mi jeszcze być w Kościele diakonem? Po co mężczyzna, który ma rodzinę, ma pracę, ma obowiązki, chce być jeszcze diakonem, służyć Kościołowi, służyć chorym? Po co? Mało ma roboty? Przecież potrzebny jest w domu. Przecież ma dużo pracy. Przecież w niedzielę mógłby być z rodziną. Po co ma roznosić Komunię chorym? Tak po ludzku rzecz biorąc, z jednej strony rzeczywiście jest pilna potrzeba takich ludzi, ale z drugiej skąd się mają ci ludzie wziąć? Oni mają takie powołanie - mówił metropolita.
Kaznodzieja zachęcił obecnych, aby kiedy będą widzieli służbę nowego diakona traktowali ją przede wszystkim w kategoriach Bożego planu dla niego i wspólnoty, w której będzie posługiwał. - Ilekroć w parafii będziecie korzystać z jego święceń, czy z wszystkich funkcji, których nabędzie dzięki tym święceniom, to nie myślcie w kategoriach ludzkich, ale w Bożych, że to Bóg go powołał, a Kościół potwierdził i ustanowił. I że cokolwiek będzie robił, jakkolwiek będzie służył, będzie to robił nie we własnym imieniu, ale w imieniu samego Chrystusa. Bo jesteśmy narzędziami Boga - nauczał metropolita.
- Wiecie, że diakona tak na zewnątrz można poznać przez stułę, ale tę stułę ma zupełnie inaczej zawieszoną na swoich ramionach. Ksiądz nosi ją wyprostowaną, a diakon ją przewiązuje przez siebie, żeby nie zapomniał, że ma przekraczać siebie. Bo nie da się służyć, jak się chce rządzić. Bo trudno być sługą, jak chce się być ważnym. I to jest fundament diakonatu. Myślę, że nasz brat Łukasz dobrze o tym wie i dobrze się do tego przygotowuje - wskazał abp Andrzej. - Miłość Jezusa do wszystkich, również do grzeszników, objawia się również w tym, że sobie wybiera nas, ludzi, diakonów, prezbiterów, biskupów, żebyśmy głosili miłość i miłosierdzie Jezusa na wszystkie różne sposoby. Dlatego diakon jest również powołany do tego, by głosić, by mówić kazania, głosić homilie, by głosić o ranach zmartwychwstałego Pana i o ranach miłości miłosiernego Boga - zwrócił się abp Przybylski do nowego diakona i prosił go, aby "był świętym, by głosił Ewangelię, by był świadkiem zmartwychwstałego Pana".
W obrzędach święceń - m.in. podczas litanii do Wszystkich Świętych czy ubieraniu dalmatyki - nowemu diakonowi towarzyszyła małżonka. Obecna była również jego najbliższa rodzina, przyjaciele, znajomi i parafianie. Swoją obecnością i modlitwą Łukasza Marcinkiewicza wspierali także inni diakoni stali i ci, którzy przygotowują się do przyjęcia święceń w Ośrodku Formacji Diakonów Stałych Archidiecezji Katowickiej.
Po zakończonej liturgii dk. Łukasz opowiedział o tym, jak przeżył liturgię święceń. - Dzisiaj wiele emocji i wielka radość. Długo czekałem na ten dzień, już kilka lat formacji za mną. Trzy i pół roku w ośrodku, wcześniej szkoła katechetów parafialnych. Oczywiście każdy etap za zgodą żony, która - jak myślę - też się cieszy, że się udało. Cieszę się, że mogę być tu dziś z rodziną, z szafarzami i z innymi diakonami - mówił dk. Łukasz i przyznał, że posługa, którą rozpoczyna w Kościele oznacza dla niego przede wszystkim służbę. - To też pomoc proboszczowi, pomoc przy Eucharystii, ale też wizyty u chorych. Będę chciał się zaangażować jeszcze mocniej w życie parafialne - dodał.