Nigdy nie przestań kochać!

Homilia bp. Marka Szkudło na święcenia diakonatu alumna Kamila Brożka. Katowice-Ochojec, 28 lutego.

„Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski.” Słowa te wypowiada Jezus Chrystus nie jak surowy sędzia, nieomylny profesor, czy perfekcyjny kaznodzieja... On wypowiada je jako Ten, który zna kruchość gliny i tchnął w nią swoje życie. Gdy słyszymy „doskonali”, serce drży. Bo któż z nas – kruchych naczyń na łaskę – jest bez pęknięcia? Kto nie zna ciężaru słów wypowiedzianych zbyt ostro, kroków postawionych w złą stronę, milczenia tam, gdzie trzeba było miłości?

A jednak Chrystus nie mówi: „Bądźcie bezbłędni”. Nie mówi: „Nie upadajcie”. On mówi: „Bądźcie jak Ojciec”. Ojciec, który pozwala słońcu wschodzić nad złymi i dobrymi. Ojciec, który nie męczy się przebaczaniem. Ojciec, który widzi syna wracającego z daleka i pierwszy wybiega na drogę. Jego doskonałość nie jest zimnym marmurem. Nie jest ostrzem brzytwy nieomylnego prawa. Jest pełnią miłości. Bądźcie doskonali oznacza bądźcie pełni... Pełni miłosierdzia. Pełni cierpliwości. Pełni odwagi, by kochać tam, gdzie łatwiej byłoby się odwrócić.

Świat rozumie doskonałość jako brak rys. Bóg rozumie doskonałość jako brak granic w miłości. To nie jest droga dla herosów bez łez. To droga dla tych, którzy płaczą, ale nie przestają kochać. Dla tych, którzy upadają, lecz podnoszą się, bo wierzą bardziej w łaskę niż w swój grzech.

Bracia i Siostry, drogi Kamilu, kochani: Sabino i Krzysztofie, rodzice tego młodego kandydata do kapłaństwa, jego rodzino i przyjaciele, drodzy prezbiterzy, ministranci, osoby życia konsekrowanego i kochane rodziny.

Bardzo dobrze się złożyło, że ta moja homilia „nie dla herosów”, którzy nie potrafią płakać, z łaski Pana Boga zadana jest mi dzisiaj w uroczystość święceń diakonatu... Bardzo dobrze... I cieszę się, że się spotykamy... tu i teraz... Bo stajemy dziś w punkcie, który liturgia słowa nazywa „czasem upragnionym” i „dniem zbawienia”. Usłyszeliśmy to przed chwilą w aklamacji przed Ewangelią...

Dla Ciebie, Kamilu, jako diakona przygotowującego się do kapłaństwa, to „teraz” nie jest tylko chwilą w kalendarzu, lecz dynamicznym etapem i czasem, w którym Twoja ludzka dojrzałość, wiedza i żarliwość ducha mają zlać się w jedno, byś stał się wiarygodnym świadkiem.

Mojżesz mówi dziś do ludu, a Bóg mówi do Twojego serca: „Dziś Pan, Bóg twój, rozkazuje ci wykonać te prawa i nakazy”. Przyjmując święcenia diakonatu, wchodzisz w głębokie z Nim przymierze, stając się „szczególną własnością Pana”. To nie jest jedynie zewnętrzny obowiązek, ale wezwanie do nieustannej, przez całe życie trwającej pracy nad sobą, która obejmuje całą Twoją osobę: rozum, wolę, serce i duszę. Psalmista śpiewa dziś o błogosławieństwie tych, których „droga nieskalana”. A Twoja droga diakońska to przecież „duchowość drogi” – nieustanne dojrzewanie w relacji z Bogiem i ludźmi.

Jezus w Ewangelii stawia dziś przed Tobą poprzeczkę najwyższą: „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski”. Powtórzę jeszcze: tu chodzi o Jego pełnię. O pełnię miłości... Ta doskonałość w życiu diakona realizuje się poprzez upodabnianie się do Chrystusa Sługi, który przyszedł, aby służyć, a nie aby Mu służono. Twoja posługa słowa, ołtarza i miłości ma być jak to słońce, o którym Twój Mistrz dziś mówi, że „wschodzi nad złymi i dobrymi”.

Drogi Kamilu, Bracia i Siostry w Chrystusie, stajemy dziś na progu tajemnicy, która nie jest tylko obrzędem, ale również głębokim tąpnięciem w krajobrazie duszy młodego człowieka. Kamilu, Twoje „Oto jestem” odbija się echem od murów tej świątyni, ale swój najgłębszy rezonans znajduje w ciszy serca Boga, który jako Dobry Pasterz poprowadził Cię aż do dzisiejszego dnia.

Myślałeś o tej chwili od dawna... całym sobą pragnąc kapłaństwa. Mówili i mówią o Tobie „mól książkowy”, Twoja Mama Sabina i Twój Tata Krzysztof pewnie niejeden raz musieli się zastanawiać „co z tego mola wyrośnie”... i oto jesteś... u stóp ołtarza. Przyjmiesz tu dziś święcenia diakonatu – to pierwszy stopień sakramentu święceń, który choć nie czyni Cię jeszcze kapłanem w sensie hierarchicznym, to nieodwołalnie włącza Cię w misję Chrystusa Sługi. Słowo „nieodwołalnie” jest tu kluczowe... Podjąłeś bowiem decyzję, która wybrzmiewając w tych murach, ostatecznie będzie przewodnią pieśnią Twojego osobistego hymnu o miłości.

Twoja droga, Kamilu, to nie bieg do mety, ale święta podróż ku spotkaniu z Bogiem i braćmi. Jako diakon stajesz się „uczniem-misjonarzem”, który – jak nauczał papież Franciszek – nie może nie mówić o tym, co widział i słyszał. Twoja tożsamość od dziś będzie utkana z czterech wielkich nici: jedności, wspólnotowości, misyjności i integralności. Masz stać się pasterzem „o zapachu owiec”, który żyje pośród ludzi, by nieść im Boże miłosierdzie.

Spójrz na swojego patrona, świętego Kamila. To pięknie, że Twoi rodzice wybrali na chrzcie dla Ciebie to imię. On, który swoje życie oddał służbie chorym i konającym, jest dziś dla Ciebie – po latach od tamtego wydarzenia – żywą ikoną tego, co oznacza diakonia – służba. Święty Kamil nie szukał zaszczytów, lecz ran Chrystusa w ciele cierpiącego człowieka. Ty również jako diakon, jesteś wezwany, by troszczyć się o zagubionych i zranionych członków Jego trzody oraz okazywać solidarność ze słabymi i ubogimi. Twoja służba ma być „przelewaniem” Bożego Ducha na ludzi, których spotkasz na peryferiach dzisiejszego świata.

Dziś, poprzez swoje przyrzeczenia, wchodzisz w szczególne obszary formacji, które mają Cię upodobnić do Mistrza. Przyjmujesz celibat – nie jako ciężar samotności, ale jako wyjątkowy dar i znak całkowitego oddania się Bogu, by z większą wolnością realizować ojcostwo duchowe. Wybierasz posłuszeństwo, które jest radosną gotowością do pełnienia woli Ojca poprzez polecenia przełożonych, ucząc się rezygnacji z siebie na rzecz jedności prezbiterium. Wchodzisz wreszcie na drogę ubóstwa, by wzorem Chrystusa, który stał się ubogim dla nas, posługiwać się dobrami materialnymi z wewnętrzną wolnością i sprawiedliwością.

Kościół, dopuszczając Cię dziś do ołtarza jako diakona, wyraża ufność, że rozpoznane w Tobie znaki Bożego wezwania doprowadzą Cię do pełni kapłaństwa. To etap, na którym Twoja ludzka dojrzałość, wiedza intelektualna i żarliwość duchowa muszą zlać się w jedno, byś stał się wiarygodnym świadkiem. Bądź diakonem, który nie tylko czyta Ewangelię, ale sam staje się żywą stroną tej Księgi. Niech Twoja posługa będzie spojrzeniem bliskości, kontemplacji i wzruszenia. Niech Twoje ręce, które będą dotykać kielicha Pańskiego, będą zawsze gotowe do podnoszenia upadłych.

Dwa dni temu w Godzinie Czytań rozważałeś zapewne słowa św. Asteriusza, biskupa Amazji, który w swojej homilii powiedział między innymi: "Jeżeli pragniecie naśladować Boga, na którego podobieństwo zostaliście stworzeni, idźcie za Jego przykładem. (...) Oto w przypowieściach i alegoriach widzę człowieka, pasterza stu owiec. Gdy jedna z nich odejdzie od stada i błądząc tuła się po nieznanym terenie, on nie pozostaje z tymi, które zachowując porządek pasą się spokojnie, lecz wyrusza na poszukiwanie zaginionej, przemierzając doliny i wąwozy, pokonując strome góry i bezludne pustkowia, i tak długo i usilnie szuka, aż znajdzie zabłąkaną. Odnalezionej zaś nie bije ani nie przynagla gwałtownie, by dołączyła do reszty owiec, lecz bierze ją na swoje ramiona i obchodzi się z nią łagodnie, zanosi do stada, ciesząc się bardziej z tej jednej odzyskanej niż z całej mnogości pozostałych".

Piękne są te słowa biskupa – jednego z Ojców Kościoła Greckiego. Ale o ileż piękniejsze jest ich zakończenie: "W tych przykładach kryją się rzeczy święte. Napominają nas one, abyśmy nie uważali ludzi za straconych i bez nadziei ani żebyśmy nie zaniedbywali tych, którzy znajdują się w niebezpieczeństwie, i byśmy nie byli leniwi w niesieniu im pomocy. Wszystkich bowiem, którzy błądzą i oddalają się od słusznego sposobu postępowania, winniśmy kierować na właściwą drogę i cieszyć się z ich powrotu, dołączając ich do grona wiernych, żyjących uczciwie i bogobojnie".

Nie mam żadnych wątpliwości, że diakon w XXI wieku spotyka więcej niż kiedykolwiek, zabłąkanych. Peryferia tego świata wyprowadzają wielu młodych w pole nicości. W takie realia wchodzisz. Kieruj ich na właściwą drogę, wszak jeszcze bardziej, niż reszta Twoich braci i sióstr w Kościele jesteś "Uczniem – misjonarzem"...

Kamilu, idź z odwagą. Nie jesteś sam. Ten, który Cię powołał, obdarza Cię wszelkimi niezbędnymi darami. Niech święty Kamil wyprasza Ci serce, które nigdy nie znuży się służbą, abyś jako "przyjaciel Jezusa" codziennie stawał się bardziej Jego sługą, a w przyszłości – gorliwym kapłanem Jego Kościoła. Gorliwym i... doskonałym.

"Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski."

Pan Jezus zna kruchość gliny z jakiej powstałeś i tchnął w nią swoje życie. Świat rozumie doskonałość jako brak rys. Bóg rozumie doskonałość jako brak granic w miłości. To nie jest droga dla herosów bez łez. To droga dla tych, którzy - choć czasem płaczą - nie przestają kochać. Proszę Cię drogi Kamilu... nigdy nie przestań kochać...

« 1 »