28 stycznia 2006 roku podczas wystawy gołębi pocztowych doszło do największej tragedii budowlanej w historii Polski. Zginęło wówczas 65 osób, a ponad 140 zostało rannych. W 20. rocznicę dramatycznych wydarzeń hodowcy gołębi z całej Polski uczcili pamięć tragicznie zmarłych kolegów.
O poranku 28 stycznia przy pomniku upamiętniającym zmarłych w tragedii budowlanej na terenie Międzynarodowych Targów Katowickich zgromadzili się hodowcy gołębi pocztowych z całej Polski. Dokładnie 20 lat po dramatycznych wydarzeniach przyjechali w to miejsce, aby uczcić pamięć swoich kolegów, którzy zginęli pod zawalonym dachem hali wystawowej. Wśród obecnych byli także przedstawiciele władz wojewódzkich i samorządowych, służb mundurowych, rodziny tragicznie zmarłych oraz ci, którzy dwie dekady temu brali udział w wystawie gołębi przerwanej niespodziewanie hukiem łamiącej się konstrukcji dachowej.
W imieniu władz głos w czasie uroczystości zabrał Marek Wójcik, wojewoda śląski. - Od tego tragicznego zdarzenia minęło 20 lat. Pamięć o tych wydarzeniach jest w dalszym ciągu żywa wśród nas wszystkich. Zarówno ocalali z katastrofy, jak i ratownicy na pewno do końca życia będą mieli przed oczami obrazy z tamtych dni - mówił M. Wójcik. - Chciałem podziękować wszystkim służbom, które niosły pomoc poszkodowanym w tej katastrofie, zarówno Państwowej Straży Pożarnej, Policji, ratownikom medycznym, ratownikom górniczym, ratownikom górskim i wszystkim innym służbom, które w ekstremalnie trudnych warunkach niosły pomoc poszkodowanym. To dzięki państwa pracy ofiar tej katastrofy nie było więcej - powiedział wojewoda śląski.
Marek Wójcik zaznaczył, że pomimo upływu czasu, pamięć o tragicznych chwilach z 2006 roku nadal jest żywa i obecna w pamięci służb mundurowych oraz mieszkańców regionu. - Pamięć w służbach mundurowych i wśród innych podmiotów ratowniczych o tej katastrofie trwa nadal. W dalszym ciągu nowe pokolenia strażaków, policjantów, ratowników medycznych wiedzą o tym, do jakich zdarzeń doszło dwadzieścia lat temu po zawaleniu się hali MTK. Ale pamięć o tamtym wydarzeniu jest również pewnego rodzaju zdarzeniem pokoleniowym, dlatego że mieszkańcy Chorzowa, Katowic, Siemianowic Śląskich i innych miast w naszej aglomeracji doskonale pamiętają tamten wieczór i tamtą noc, kiedy o przerażających rozmiarach katastrofy informowały nas niekończące się syreny karetek rozwożących poszkodowanych do szpitali - wspominał M. Wójcik.
Prezydent Chorzowa Szymon Michałek zwrócił uwagę, że katastrofa budowlana i akcja ratownicza odcisnęły bolesne piętno nie tylko na rodzinach ofiar, ale również wszystkich tych, którzy pospieszyli im na pomoc. - Chciałbym, żebyśmy dzisiaj skupili się przede wszystkim na ofiarach, rodzinach oraz wszystkich, których ta katastrofa dotknęła. Ona nie tylko pozostawiła ogromną traumę i wyrwę w życiu rodzin, ale też dotknęła tych, którzy ratowali tamtego dnia ofiary spod zawalonej konstrukcji i dziennikarzy, którzy tamtego dnia przekazywali nam informacje, często starając się w jakiś sposób łagodzić ten przekaz, żeby nie był on zbyt traumatyczny dla odbiorców - wskazywał prezydent Chorzowa.
20 lat po katastrofie na miejscu tragedii obecny był prof. Tomasz Pietrzykowski, prorektor Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach ds. współpracy międzynarodowej i krajowej, który w latach 2005-2007 sprawował urząd wojewody śląskiego. Wspominał on po zakończonej uroczystości, że ilekroć pojawia się w miejscu katastrofy nadal to miejsce wzbudza silne emocje. - Zwłaszcza, że jak łatwo zauważyć, niewiele się tutaj zmieniło poza tym, że ruiny hali już nie stoją, to jednak to miejsce zachowuje taką samą atmosferę, jaką miało kiedyś - przyznał były wojewoda. - Muszę powiedzieć, że to było chyba jednocześnie najtrudniejsze i najłatwiejsze kilkadziesiąt godzin w moim życiu. Najtrudniejsze z oczywistych powodów, zarówno psychologicznych, jak i konieczności stuprocentowej koncentracji. Ale też i najłatwiejsze w tym sensie, że rzadko kiedy nic innego się nie liczyło. Wiadomo było, że wszystkie inne sprawy idą w kąt i przez tych kilkadziesiąt godzin wszyscy zaangażowani w tę akcję ratunkową po prostu nie żyli niczym innym, jak tylko tą jedną sprawą - wspominał prof. Pietrzykowski.
W środę 28 stycznia wśród oddających hołd tragicznie zmarłym obecny był również Zdzisław Karoń. Tamtego dnia był obecny w hali MTK, kiedy to zawalił się dach. - Ja już się tu żegnałem z życiem. W ciemnościach, bólu, przygnieciony dachem do posadzki, poczułem smak ziemi śląskiej. Tylko ręce miałem z przodu, głowa i wszystko przyciśnięte. Pamiętam niesamowity ból i to, że czekałem na ratunek. I już zwątpiłem, że przeżyję, bo ból był okropny. Słabłem i już zasypiałem. Nie mogłem mówić - relacjonował po 20 latach od tragicznych wydarzeń. Wśród zgliszczy odnalazł go 35-letni ratownik. - Wiedział jak postępować. On ściągnął pomoc i czuwał przy mnie, narażając swoje życie. On mnie trzymał cały czas na duchu. Tam naprawdę były ekstremalne warunki i to wymagało sprzętu technicznego, żeby tę konstrukcję podnieść, rozciąć i tak dalej. Stosowali poduszki powietrzne, które podnosiły ten ciężar, ale one nie były w stanie tego zrobić. Musieli wszystko rozcinać. Napracowali się chopy - jak to mówią na Śląsku - pokonali te trudności i wydobyli mnie. To trwało gdzieś dwie godziny od momentu zawalenia się tej hali - opowiadał Z. Karoń.
Ocalały z katastrofy przyznał, że pomimo upływu lat trauma z tamtych dni nadal jest obecna. - Kiedyś byłem w pewnym kościele już po tej katastrofie i spojrzałem do góry, a tam konstrukcja taka jak tu była - metalowa i ja cały czas w dach patrzałem. Trudno było mi się poruszać, bo nie funkcjonowałem tak jak dzisiaj, żeby stamtąd wyjść. Człowiek w kościele bał się przebywać ze względu na to, że był tam taki dach przypominający tą halę - wyznał Z. Karoń i stwierdził, że w pewnym sensie czas leczy rany, jednak dodał z całą stanowczością: - Tego się nie zapomina.
Przypomnijmy, że dach hali MTK, na którym zalegała wówczas warstwa śniegu i lodu, zawalił się w sobotę 28 stycznia 2006 roku ok. godz. 17.15. W akcji ratowniczej wzięło udział ponad 1000 strażaków, ratowników górniczych i medycznych, policjantów, goprowców i żołnierzy. Trwała ona kilkanaście godzin. Zginęło wówczas 65 osób, a ponad 140 zostało rannych. Rozbiórka resztek zawalonej hali rozpoczęła się na początku lutego 2006 roku. W jej trakcie wydobywano nadal ciała pozostałych poszkodowanych.