- Musimy być świadkami, którzy pociągają innych. Trochę taką gwiazdą, jaką nieśliście ze sobą. To nie znaczy, że chcemy gwiazdorzyć. My chcemy "odbijać" to Światło, które nas oświetla i tym się chcemy dzielić. Od Betlejem idziemy do naszych miejscowości, tam, gdzie się wychowujemy - mówił o idei Kolędników Misyjnych ks. Grzegorz Wita.
Kolorowe stroje. Gwiazda. Jest nawet Święta Rodzina. W parafii Podwyższenia Krzyża w Pszczynie spotkali się Kolędnicy Misyjni. W tym roku dzieci zaangażowane w akcję poznawały swoich rówieśników ze Sri Lanki. – Kolęduję już piąty raz. Jako kolędnicy odwiedzaliśmy różne domy. Ludzie się bardzo cieszyli z naszych wizyt – mówiła Dorota z parafii Świętego Wojciecha w Mikołowie. – W czasie kolędowania mam na sobie tradycyjny strój z Kamerunu. Dlaczego taki? To nawiązanie do zaprzyjaźnionej misjonarki, która właśnie tam posługuje – dodała.
– Nasza grupa to w większości Dzieci Maryi – tłumaczyła Martyna z parafii Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Pszowie. – Ćwiczyć śpiewania kolęd chyba nie musimy, bo mamy stały repertuar: „Dzisiaj w Betlejem”, „Przybieżeli do Betlejem” i „Świeć Gwiazdeczko”. Ale zanim poszliśmy do mieszkańców kolędować, mieliśmy spotkania na temat Sri Lanki – precyzowała. – Mieliśmy też przygotowane pamiątki z kolędowania: herbatę, cynamon i symboliczne liście betelu. To wszystko to rzeczy związane z kulturą Sri Lanki, która kiedyś nazywała się Cejlon. Stąd na przykład możemy kojarzyć herbatę – mówiła Anna, opiekunka pszowskiej grupy. – Z materiałów przygotowanych przez Papieskie Dzieła Misyjne Dzieci dowiedzieliśmy się trochę ciekawostek o historii czy kulturze, np. że złoty lew na fladze oznacza, że mieszkańcy tego kraju są mężni jak lwy – dodała.
– W ramach przygotowań są opracowane materiały, katechezy: o geografii, o kulturze, o sytuacji dzieci na Sri Lance. Uczestnicy dzięki temu stają się fachowcami w tej tematyce, takiej geograficzno-społeczno-eklezjalnej – uśmiecha się ks. Grzegorz Wita, w archidiecezji katowickiej odpowiedzialny za Papieskie Dzieła Misyjne. – W obecnym świecie to jest wielkie wyzwanie, żeby zachęcić najmłodszych do działania, sprawić, żeby im się chciało chcieć. Ale kto się ośmieli podjąć to ryzyko, to w pakiecie w nagrodę otrzymuje taką radość – dodał.
W Pszczynie w parafii Podwyższenia Krzyża z kolędnikami spotkał się Chrismal Appuhami, alumn ze Sri Lanki, który w Wyższym Śląskim Seminarium Duchownym przygotowuje się do święceń. – Jestem dumny i bardzo się cieszę. Czuję też ogromną wdzięczność, że w tym roku wsparcie trafi do dzieci na Sri Lance. Tam dorastałem i wiem, jak jest ciężko – tłumaczył. – Czego przede wszystkim potrzeba? Materiałów do szkoły, bo na Sri Lance obowiązkowy jest mundur i buty, resztę, np. zeszyty muszą zapewnić rodziny. Często transport do szkoły to dodatkowy problem. Jako uczeń musiałem pieszo pokonać kilka kilometrów pieszo, bo brakowało nam pieniędzy, żeby zapłacić za autobus albo tuk tuki. Brakuje też jedzenia i opieki medycznej. Myślę, że moją misją jest też przypominać o niepełnosprawnych dzieciach. U nas zakonnice i księża budują specjalne domy opieki i dbają o nich. Ale potrzeba specjalnego sprzętu, który będzie ich wspierał w codziennej opiece. Wiem, że warto wspierać dzieci ze Sri Lanki, tam jest wielu uczniów zdolnych, chętnych do nauki, którzy nie mają warunków, żeby wykorzystać swój potencjał – przekonywał.
Tegoroczne spotkanie kolędników w pszczyńskiej parafii.
Marta Sudnik-Paluch /Foto Gość