Krzysztofa pasją do motorów zaraził starszy brat. – Pamiętam, że w Żorach z okazji Święta Ogniowego on i inni motocykliści jechali w paradzie. Podszedłem wtedy i powiedziałem: „Panowie, przewieźcie mnie jako pasażera, a za rok pojadę sam”. Popatrzyli trochę ironicznie, ale się zgodzili. I tak jak obiecałem, za rok miałem prawo jazdy i swój motor – wspomina Krzysztof Ścibik, komandor Katolickiego Bractwa Motocyklowego.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








