Kiedy wojna się zaczęła, od razu 24 lutego Rosjanie zbombardowali lotnisko w mojej miejscowości. Wtedy zrozumiałem powagę sytuacji. Kolegów w Polsce miałem już wcześniej: w Solinie jest duża Caritas, z którą współpracowała Caritas ukraińska, gdzie pracowałem. Dlatego zapytałem znajomych z Polski, czy mogę przyjechać z rodziną. „Nie ma problemu, czekam na ciebie” – usłyszałem. Spakowałem żonę, dzieci do samochodu i ruszyliśmy po obiedzie w czwartek. Myślałem wtedy, że do poniedziałku wszystko się wyjaśni i znowu będziemy w domu.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








