Nowy numer 5/2023 Archiwum

Koszula bliższa ciału

To już 1600. numer „Gościa Katowickiego”, czyli diecezjalnego dodatku „Gościa Niedzielnego”. Dziękujemy, że jesteście z nami!

Pisaliśmy dla Was o katastrofach, które w ciągu ostatnich 30 lat spadły na Górny Śląsk – począwszy od największego pożaru lasu w powojennej historii Europy w 1992 roku. Nasz dziennikarz w 33. numerze relacjonował, że cały Rybnik zasnuty jest dymem, niesionym od strony Rud i Kuźni Raciborskiej, oraz że mówi się tam tylko o pożarze. Potem była wielka powódź w 1997 roku. Nawet w strasznych sytuacjach zdarzały się piękne chwile, które dla Was opisywaliśmy. Jak choćby wtedy, gdy z zawału na kopalni Halemba udało się w 2006 r. uwolnić górnika Zbigniewa Nowaka, który przeżył, uwięziony ponad kilometr pod ziemią, prawie 5 dni.

Skradziony wilczur

Pisaliśmy o sprawach poważnych oraz zabawnych. Czasem nawet w jednym tekście… Na przykład w tym o problemach w kościele św. Antoniego w Rybniku. W 1992 r. złodzieje ukradli tam kolejno skarbonki, krucyfiks, rynny i… specjalnie sprowadzonego do pilnowania wilczura. Zamieszczaliśmy świadectwa Ślązaków, którzy odnaleźli drogę do Boga. Jednym z nich jest Krzysztof, który za pobicia i kradzieże spędził w więzieniach ponad 19 lat. Był grypsującym, członkiem najwyższej kasty w kryminalnym światku; z kilkoma kolegami kontrolował handel narkotykami w całym więzieniu. Jezus wyciągnął go z bagna i odmienił. Dzisiaj Krzysztof jest kościelnym i nadzwyczajnym szafarzem Komunii św. w jednej ze śląskich parafii. Nieraz na spotkaniach w kościołach czy w klubach AA opowiada, że Bóg jest miłosierny.

Prezentowaliśmy głos śląskich biskupów i odwiedziliśmy prawie wszystkie parafie archidiecezji katowickiej.

Lokalni mutanci

Pierwszy numer „Gościa Katowickiego” ukazał się w 1992 r. i składał się z jednej zaledwie strony. To była strona „mutowana” – dostępna tylko w diecezji katowickiej; czytelnicy w innych częściach Polski dostawali w tym miejscu informacje ze świata. Stąd w naszym „gościowym” slangu oddziały diecezjalne to do dziś mutacje, a my – ich pracownicy – to mutanci… Odgryzamy się za to, nieoficjalnie nazywając największą salę w redakcji „salą pod baranami” – bo nad nią pracują nasi przyjaciele z redakcji ogólnopolskiej…

„Gościa Katowickiego” powołał nasz ówczesny naczelny ks. Stanisław Tkocz. W grupie osób, które odpowiadały za nasz dodatek przed 30 laty, był ks. Stefan Czermiński, późniejszy duszpasterz akademicki i proboszcz w Katowicach-Zarzeczu. Przez tę redakcję przewinęło się ponad 20 osób.

– Dla naszych czytelników jesteśmy „koszulą bliższą ciału”. Może nie poruszamy poważnych tematów religijnych, ale będąc blisko wydarzeń, którymi żyje nasz diecezjalny Kościół, dajemy miejsce naszym sprawom i piszemy o bohaterach z sąsiedztwa. Wiem, że są osoby, które zaczynają lekturę „Gościa” właśnie od lokalnego dodatku. To miłe, ale i bardzo mobilizujące – mówi ks. Tomasz Wojtal, kierownik „Gościa Katowickiego”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy