Nowy numer 47/2022 Archiwum

Zadanie: ruch sceniczny

Nie załapał się 
na swój pociąg 
do sławy. A mogło być tak, że Kraków ma swojego Wyspiańskiego, 
a Katowice 
– Bunscha.

W pozornie prostym, impresyjnym szkicu sądu ostatecznego liczą się przede wszystkim emocje. Autorem pomysłu na witraże, jakie miały powstać w oknach prezbiterium kościoła Mariackiego, był Adam Bunsch, uczeń Józefa Mehoffera. Ta nigdy niezrealizowana wizja apokalipsy zainspirowała twórców Teatru Kozubka. Na jej kanwie powstał tryptyk „Apokalipsa Bunscha”.

– Całe życie uprawiam teatr, który opowiada historie, szczególne biblijne. I na bazie tego obrazu znowu można widzowi opowiedzieć coś ważnego i aktualnego – zauważa Mariusz Kozubek, reżyser, dyrektor autorskiego offowego Teatru Kozubka. – Ta „Apokalipsa Bunscha” przyszła do nas w momencie, kiedy nie było inwazji na Ukrainę, nie było tych obrazów ludzi uciekających z całym dobytkiem. Teraz to się dzieje na naszych oczach, apokalipsa dzieje się nieustannie – podkreśla. 


Sześć minut


To nie pierwsze spotkanie Mariusza Kozubka z tekstem św. Jana. Apokalipsa była także tematem spektaklu realizowanego w Teatrze A. – Teraz opowiadamy tylko o jednym wątku, czyli o sądzie ostatecznym. Pozornie jest łatwiej niż wcześniej, bo w tamtym spektaklu ten epizod zajął chyba 6 minut. Teraz będzie może godzina – uśmiecha się.
Zespół, który zaprezentuje się w kościele Mariackim, to zarówno profesjonaliści, jak i amatorzy. Celina Buczek na próby do Katowic dojeżdża z Imielina. – Marzę o karierze scenicznej – stwierdza, wybuchając zaraźliwym śmiechem. – Jako młoda dziewczyna grałam w męce Pańskiej i w jasełkach. To jakoś we mnie zostało, zawsze ciągnęło mnie na scenę. Jestem nauczycielką, więc miłość do teatru przelewałam na uczniów, przygotowując ich do konkursów recytatorskich. Jak tylko usłyszałam od koleżanek, że jest taka okazja, uznałam, że muszę skorzystać – mówi. – Trzeba robić wszystko. Każą śpiewać, to też daję radę – dodaje.


Muzyka przygotowana do „Apokalipsy Bunscha” jest dla Agnieszki Holewik najważniejsza. – Mam ciarki, kiedy ją słyszę i śpiewam. Odczuwam ją całą sobą – deklaruje. – Przez kilka lat byłam związana z Teatrem Kefas. W liceum grałam w szkolnym kabarecie. Kocham śpiewać. Lubię występować na scenie, nie boję się tego – mówi. 
Obie panie wiedzą, że będą śpiewać. Więcej zdradzić nie chcą, żeby nie psuć widzom efektu. – Naszym zadaniem będzie ruch sceniczny – zapowiadają tajemniczo.


– Widowisko jest jednorazowe, ale zainspirowani dziełem Bunscha przygotowujemy tryptyk artystyczny: widowisko, wystawę i film. Wystawa multimedialna potrwa do końca października. W dniu premiery jej elementem będzie oryginalny szkic, wypożyczony z depozytu Muzeum Historii Katowic. Film, którego tematem jest powstawanie naszego projektu i dzieła Adama Bunscha, będzie dostępny w internecie – opowiada Mirela Gontarz, koordynatorka projektu. Zwraca uwagę na fascynującą historię samego szkicu. Ksiądz Emil Szramek, proboszcz kościoła Mariackiego, był wielkim koneserem sztuki. – Z twórczością Bunscha zetknął się w 1931 roku na wystawie w Katowicach, poświęconej sztuce religijnej. To wydarzenie miało być m.in. odpowiedzią na potrzebę nowo powstających śląskich kościołów, które szukały artystów mogących je ozdabiać – tłumaczy M. Gontarz. – Postanowił zaufać całkiem młodemu, bo około 30-letniemu artyście i powierzył mu przygotowanie projektu kaplicy Najświętszego Serca Pana Jezusa. Dziś to kaplica Najświętszego Sakramentu. Adam Bunsch, który dotąd zajmował się tradycyjnym malarstwem, miał przygotować projekty witraży – dodaje. Z tego zadania wywiązał się tak dobrze, że ks. Szramek nie wahał się powierzać mu kolejne zlecenia. Jego dziełem jest także przepiękny witraż św. Jacka w transepcie po prawej stronie. Swoistym zwieńczeniem współpracy miały być witraże w prezbiterium.


Na strychu


Szkic trzech centralnych okien z prezbiterium został wykonany w 1938 r., ale plany przerwała wojna. Pomysł trafił na strych, gdzie szkic na kartonie, wykonany pastelami, po latach znalazł ks. Henryk Pyka. Oddał go do oprawy. To chwilowo uchroniło pracę przed zniszczeniem, ale dzieło Bunscha znowu popadło w zapomnienie. W ostatnich latach odkurzyła je, szukając materiałów do wystawy, Joanna Tofilska z Muzeum Historii Katowic. – Teraz to chyba nasza misja, żeby pomóc w odkryciu Bunscha na nowo i poznać bogactwo jego twórczości w Katowicach. Marzy nam się, żeby miasto w końcu zdało sobie sprawę z tego, że to najwybitniejszy artysta, który tworzył jego historię, jej wymiar wizualny. Kraków ma Wyspiańskiego, Matejkę, a Katowice powinny pochylić się nad Bunschem, który w moim odczuciu miał pecha, nie załapał się na pociąg do kariery w czasie, kiedy tworzył – przekonuje Mariusz Kozubek. 

„Apokalipsa Bunscha: Widowisko – Wystawa – Film”. Reżyseria, scenariusz: Mariusz Kozubek; Muzyka, kierownictwo muzyczne: Piotr Solorz; Projekty plastyczne: Agnieszka Jasińska; Widowisko można zobaczyć 14 października o 19.30 w kościele Mariackim w ramach tegorocznych obchodów Dnia Papieskiego.
Wstęp wolny!

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy