Nowy numer 39/2022 Archiwum

Góry na doliny

Chusty w górę! – taki okrzyk niósł się po alejach wiodących na wały jasnogórskie, kiedy pielgrzymi z Rybnika docierali do celu.

W tym roku towarzyszyło im hasło: „Posłani w pokoju Chrystusa”. Tradycyjnie na rozpoczęcie zgromadzili się w rybnickiej bazylice św. Antoniego na uroczystej Mszy św., której przewodniczył abp Wiktor Skworc, a koncelebrowali kapłani – przewodnicy poszczególnych grup.

Rozbrojenie serca

W homilii arcybiskup zaznaczył, że wejście na drogę pielgrzyma to wejście na drogę światła, bo Jasna Góra nawet w najmroczniejszych okresach historii Polski była i jest jaśniejącym światłem. Przypominając hasło tegorocznej pielgrzymki, wezwał pątników do modlitwy o pokój, ale i o jego wprowadzanie.

Zacytował słowa Jana XXIII z encykliki „Pacem in terris”: „Kiedy staramy się o pokój, trzeba najpierw rozbrojenia serca każdego człowieka”. – Instrumentem tego rozbrojenia serca, aby zyskiwało pokój, jest sakrament pokuty i pojednania. Zachęcam was, abyście jak najszybciej z niego skorzystali, a kapłanów proszę, żeby byli do dyspozycji, aby wasze serca były rozbrojone – mówił. Pielgrzymów pożegnał prezydent Rybnika Piotr Kuczera. – Bądźcie pielgrzymami radości i pokoju – zaapelował. Jak co roku rybnicka pielgrzymka składała się z 9 grup, oznaczonych kolorowymi chustami. W gronie pątników każdego roku znajdują się zarówno weterani (85-letnia Krystyna Dziuba zmierzała do Matki Bożej już po raz 56.!), jak i debiutanci, wśród nich zupełnie małe dzieci, wiezione przez rodziców w wózkach. Pan Henryk z 4-letnim Kacprem przyjechali do Rybnika aż z Piekar Śląskich. Tata wędruje na Jasną Górę już 27. raz, a mały Kacper po raz 5. – Kiedy Kacper się urodził, istniało ryzyko, że nie będzie chodził. Poszedłem na pielgrzymkę, prosząc o jego zdrowie, i kilka miesięcy później postawił pierwsze kroki. Dziś biega – uśmiechał się pan Henryk.

Bili po nogach

Zygfryd Kulik w tym roku świętował jubileusz – na szlak pielgrzymi ruszył po raz 50. – Miałem 15 lat, kiedy po raz pierwszy poszedłem z kolegami z podstawówki. Było nas 9, którzy zawsze szli razem – mówił. – Mnie do tej wierności zmobilizowała pierwsza pielgrzymka. To były bardzo trudne czasy. Pamiętam, że dotarliśmy już do Lubszy – to przedostatni nocleg. Postanowiliśmy zajść z kolegami do baru na oranżadę, bo było bardzo gorąco. Kiedy kupowaliśmy, do baru weszli milicjanci. Kazali nam zostawić bagaże i zabrali nas do radiowozu. Mówili, że to, co robimy, jest nielegalne. Chcieli nas wywieźć do Gliwic, ale z powodu jakiegoś wezwania musieli nas zostawić w Miotku. Wysadzili nas i zagrozili, żebyśmy nie śmieli wrócić do pielgrzymów, bo oni będą patrolować drogi. Gdy wsiadaliśmy do radiowozu i gdy wysiadaliśmy, każdy z nas dostał pałą w nogi. Nas to nie bolało, bo stres zagłuszył ból. Pobili nas, żebyśmy nie mieli siły wrócić na pielgrzymkę – wspomina. – Mimo wszystko ruszyliśmy z powrotem, unikając głównych dróg. Jak tylko zauważyliśmy światła przejeżdżającego samochodu, chowaliśmy się w krzaki. I tak doszliśmy, akurat gdy nasza grupa zbierała się do wyjścia w dalszą drogę, o 5.00 rano. Całą noc szliśmy. Ból i obrzęk nóg przyszły potem. To zdarzenie mnie zmobilizowało. Powiedziałem sobie: „Matka mnie uczyła wierzyć w Boga i nikt mi tego nie odbierze, nie przestraszy mnie tak, żebym nie poszedł” – podkreśla. Co roku zabiera w drogę jakąś intencję, bo – jak zapewnia – „tu łatwiej wyprosić łaski u Matki Bożej”.

Pot na plecach

W grupie pielgrzymów nie zabrakło obcokrajowców. Była Ania z Ukrainy, która modliła się w intencji pokoju. I Max, Francuz, który 5 lat temu w czasie podróży autostopem poznał ks. Mateusza. – Byłem wtedy ateistą, a dzięki niemu zacząłem odkrywać Boga, dojrzewałem do wiary. Dowiedziałem się też, że w Częstochowie jest sławne sanktuarium, o którym słyszeli nawet we Francji. Postanowiłem wykorzystać wakacje i zobaczyć na własne oczy to, o czym słyszałem – mówił. – Max ma takie hobby, że jeździ stopem. Jeszcze kilka dni temu był w Istambule – wyjaśnia ks. Mateusz. – Bardzo się cieszę, że tu dotarłem. To było duże przeżycie, mimo że czasem nie rozumiałem modlitw czy treści piosenek – uśmiechał się Max. – To ogromny krok naprzód w mojej wierze. Na pewno tu wrócę, zainspirowany tym doświadczeniem może też wybiorę się w inne święte miejsce, np. we Francji – dodał. Franciszkanin o. Tytus był jednym z kapłanów towarzyszących pielgrzymom. – Ważne są intencje, z którymi idziemy. Osobiście w modlitwie pamiętałem o siostrze i siostrzeńcu, którzy w tym czasie świętują urodziny. Powierzałem też moją nową parafię, w której będę pracował od września – zdradził. – Zmienił się styl pielgrzymowania, mam wrażenie, że po pandemii nastąpiła wymiana pokoleniowa. Jest nas mniej, ale bardzo dużo młodych, rodzin z małymi dziećmi. To daje nadzieję – komentował.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy