Nowy numer 39/2022 Archiwum

My Grzysznicy z onymi Mariami

Jest na Śląsku takie miejsce, gdzie młodzież sama organizuje sobie procesje, w których głosi zmartwychwstanie Jezusa. I to od 350 lat!

Oddolna inicjatywa młodzieży trwa w Syryni koło Wodzisławia Śląskiego w gminie Lubomia nieprzerwanie od 1672 roku. Nie zgasiło jej ani XXI-wieczne odchodzenie od Boga wielu młodych, ani nawet pandemia.

Wyjątkowe procesje, zwane pacholczymi, zaczęły się w XVII wieku w Lubomi. Syrynia należała wtedy do lubomskiej parafii, choć miała własny kościółek filialny. W Lubomi zwyczaj chodzenia w tych procesjach z czasem zniknął, ale przetrwał w Syryni, która dziś jest samodzielną parafią.

Troje idzie w pandemii

Skąd wzięły się procesje pacholcze? Legenda wiąże ich początek z zarazą, która podobno dotknęła te okolice. Spisany w Lubomi w 1672 i 1674 r. dokument ustanawiający procesje nie wspomina jednak o epidemii.

– Bardziej prawdopodobne jest, że młodzież podjęła to zobowiązanie na podstawie jakiegoś objawienia czy widzenia. Ślubowali pielgrzymować do krzyży przez siedem niedziel, od świąt Wielkanocnych do Zielonych Świątek, aby głosić zmartwychwstanie Chrystusa – mówi ks. Piotr Kachel, proboszcz z Syryni. – Te procesje trwają nieprzerwanie od 350 lat! Nawet w czasie pandemii troje młodych ludzi poszło samych, transmitując swoją procesję w internecie. Mieli aż 15 tysięcy wejść – wspomina.

W XVII-wiecznym dokumencie lubomskim „młodzieńcy i dzieweczki” napisali o sobie w języku polskim, że zebrali się w Poniedziałek Wielkanocny 1692 roku. Naradzali się, „Jakim Sposobym My Grzysznicy z onymi Mariami z grobu powstałego JEZUSA NAZARENSKIEGO Szukac Mielibychmy”. Z oświecenia Ducha Świętego „votum uczynieli”, że w niedzielne popołudnia aż do Zielonych Świątek będą urządzać procesje „około Gumien Lubomskich”, rozmyślając o odkupieniu dokonanym przez Zmartwychwstałego. Zapewnili, że będą to robić zarówno oni, którzy z woli Bożej żyją, „ale tesz y ci, którzy po nas nastaną y na tymze Lubomskim Grońcie Społecznie z Dzieweczkami zostawać bęndą”. Poprosili też proboszcza i całą gminę o pozwolenie na procesję, a gdyby im kiedykolwiek brakło zapału – o upominanie i zachęcanie do wytrwania.

Włącza się Gosia

Był już w XXI wieku taki czas, gdy młodzieży na procesjach pacholczych w Syryni było mało. Wtedy jednak w ich organizację z pasją włączyła się młoda parafianka Gosia Trzaskalik, studentka przedsiębiorczości i finansów. Dołączyli do niej kolejni młodzi pełni energii. Dzięki temu teraz w procesjach uczestniczy zwykle od 60 do 100 osób.

Małgorzata Trzaskalik powiedziała nam, że miłość do tradycji tych procesji wyniosła z rodzinnego domu. – Z duchowej potrzeby postanowiłam trochę zmobilizować młodzież. To jednak na pewno by się nam nie udało bez bardzo dużego wsparcia dyrekcji i nauczycieli szkoły podstawowej w Syryni, oraz księdza proboszcza, który zawsze jest przychylny naszym inicjatywom – mówi.

W ekipie organizującej procesje są też wybierani przez młodzież „fojtowie” – w tym roku to ministranci Mateusz Bogusz i Dariusz Boehm. Młodzi zwołują się przez internetowe serwisy społecznościowe. – To jest fenomen! Cała organizacja procesji jest w ich rękach, proboszcz nigdy się w nią nie wtrąca. Staram się tylko iść z nimi na pierwszą i ostatnią procesję – podkreśla ks. Piotr Kachel.

Chłopcy z tej ekipy z tradycyjnym okrzykiem: „Kompanicy!” odwiedzają też w Wielkanoc domy i zbierają w nich datki. Remontują z nich później syryńskie krzyże i kapliczki przydrożne. W tym roku kupili materiał budowlany na postument pod figurę św. Michała Archanioła (sam posąg ufundowała gmina Lubomia). Za resztę zebranej kwoty młodzi chodzący w procesjach pacholczych organizują sobie jakąś wycieczkę – na przykład do Energylandii.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy