Nowy numer 32/2022 Archiwum

Ojczeńka, jedź do Rosji!

69-letni ksiądz Bronisław, który odprawia Msze św. w kaplicy katowickiego szpitala bonifratrów i służy pacjentom jako kapelan, ma niesamowitą historię kapłańskiego życia. Wiele lat spędził na Wschodzie.

Ksiądz Bronisław Czaplicki pracował duszpastersko na całym północnym Kaukazie w pionierskich czasach tuż po upadku Związku Sowieckiego. Przemierzał pociągiem, autobusem, a później też swoją jasnoniebieską ładą długi na ponad 400 km obszar między morzami Czarnym i Kaspijskim. Arcybiskup Tadeusz Kondrusiewicz, były metropolita moskiewski i przewodniczący Konferencji Episkopatu Rosji, nazwał go publicznie apostołem Kaukazu.

Ksiądz Czaplicki od 1991 r. odnajdywał tam katolików, którzy od lat nie mieli kontaktu z kapłanami. Zapraszał ich do kaplicy. W wioskach odprawiał dla nich Msze Święte w mieszkaniach prywatnych. Atmosfera na tych Eucharystiach i następujących po nich spotkaniach przy stole trochę przypominała zgromadzenia pierwszych chrześcijan.

Msza z magnetofonu

Spotykał niezwykłych ludzi. – Ta babuszka miała wstrząsającą historię życia – ks. Bronisław pokazuje na czarno-białym zdjęciu pomarszczoną staruszkę w chustce na głowie. – To Polka z pochodzenia. Przeżyła sowiecką wywózkę na Wschód. Urodziła w tamtym czasie dziecko, które po porodzie zamarzło. Zamarzały też noworodki innych kobiet. Odkładały ich martwe ciałka. Kiedy mi o tym po latach opowiadała, już nie potrafiła płakać – wspomina.

Katolicy, których odszukiwał, wypytując o nich w miastach i wsiach, byli z pochodzenia głównie Niemcami wołżańskimi, Polakami i Asyryjczykami. Niektórzy z nich bohatersko przechowali wiarę pomimo komunistycznego terroru. Raz na kilka lat zdarzało się, że odwiedzał ich jakiś katolicki ksiądz, często Litwin czy Łotysz. Nocą, przy zasłoniętych oknach, sprawował w tajemnicy Najświętszą Ofiarę dla garstki katolików z danej miejscowości, spowiadał i chrzcił.

Pomiędzy tymi rzadkimi wizytami ci ludzie sami spotykali się na modlitwie. – Grupa moich parafian, Niemców z pochodzenia, miała nagrane śpiewy i homilię swojego ostatniego księdza, który był z nimi na zsyłce w Kazachstanie i tam zmarł. Zbierali się więc i puszczali to nagranie ze szpulowego magnetofonu. To była ich heilige Messe – mówi ks. Bronisław. – Mieli też wodę święconą. Zapytałem, kto tę wodę poświęcił. Na to jedna kobieta się zgłasza: „Ja!”. Święcili wodę przez dosypywanie soli poświęconej przez nieżyjącego już kapłana – dodaje.

Z Mazowsza na Śląsk

Ksiądz Bronisław Czaplicki pochodzi spod Przasnysza na północnym Mazowszu. Skończył technikum poligraficzne w Warszawie. Jak to się stało, że został księdzem diecezji katowickiej? Otóż w stolicy mieszkał w internacie obok klasztoru sióstr urszulanek. Kapelanem sióstr był ks. Jan Grzesica, Ślązak. – Zapytał mnie kiedyś o kwestię powołania. Później, gdy został prefektem w śląskim seminarium w Krakowie, zaprosił mnie, żebym przyjechał i zobaczył życie kleryków. Spodobało mi się tam i zdecydowałem się pójść właśnie do tego seminarium – wspomina. Ksiądz Bronisław szybko się aklimatyzuje w każdym środowisku. Dobrze się czuł i na Kaukazie, i w Petersburgu, i wśród Ślązaków. – W seminarium nawet mnie nigdy nie nazywali „gorolem” – śmieje się.

Po święceniach w 1980 r. był wikarym w Wodzisławiu Śl., w Suchej Górze, Knurowie i na osiedlu Witosa w Katowicach.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama