Nowy numer 32/2022 Archiwum

Najlepszy patron

– Kiedy się tu przeprowadzałem, moim największym zmartwieniem było to, jak pomieszczę tu mój skarb, czyli książki – uśmiecha się ks. prof. Józef Kozyra, mieszkaniec Domu św. Józefa w Katowicach.

Ksiądz Teodor Poloczek na misje do Afryki wyjechał już jako kapłan w sile wieku. – Nie zależało mi specjalnie na byciu proboszczem, chociaż byłem już w odpowiednim wieku. Okazało się, że poszukiwani są misjonarze. Warunkiem było dobre zdrowie i znajomość języków. Spełniałem te kryteria: mówię po angielsku i niemiecku. I tak trafiłem do Afryki, do Zambii. Na misji miałem wikarego, z którym współpracowałem – wspomina.

Miejscowym służył nie tylko jako duchowny. – Czasem trzeba było pomóc naprawić samochód, innym razem przywieźć zakupy. Pomagaliśmy gospodarzom. Byłem misjonarzem, a bywałem rolnikiem i mechanikiem – uśmiecha się. Po pięciu latach wrócił do Europy, tym razem z zadaniem posługi w Anglii. – Padło na mnie, bo znałem dobrze angielski. Miałem swoją parafię, którą się opiekowałem, i dojeżdżałem do innych. Sprawowałem Msze św. po polsku, czasem po angielsku, gdy była taka potrzeba – wspomina. Z powodu problemów zdrowotnych w 1999 roku trafił do Katowic, do Domu Św. Józefa. – W takim luksusie jak tutaj to nie mieszkałem nigdy – zapewnia.

To już 25 lat

Dekret erygujący Dom Księży Emerytów wydał 24 listopada 1996 roku abp Damian Zimoń. – Jest w nim zapis, że jest to zgodne z wymaganiami prawa kanonicznego dekretu Soboru Watykańskiego II „O pasterskich zadaniach biskupów w Kościele” oraz dokumentu „Posługa kapłańska w Kościele katowickim”. Dom ma służyć kapłanom archidiecezji katowickiej, którzy z powodu wieku lub stanu zdrowia nie pełnią urzędów – tłumaczy Beata Bodora, główna księgowa, zatrudniona w tym miejscu od samego początku. Dom udało się wybudować dzięki ofiarności wiernych nie tylko z archidiecezji, ale także z zagranicy, m.in. z diecezji mogunckiej (środkowe Niemcy) oraz sióstr miłosierdzia św. Wincentego a Paulo z Paderborn. Za budowę odpowiedzialny był ks. Florian Ludziarczyk, późniejszy dyrektor Domu. 21 czerwca 1997 roku została poświęcona kaplica. Pierwszym mieszkańcem był ks. Jerzy Leichmann, były proboszcz m.in. parafii w Stanowicach. Dziś opiekę w tym miejscu znajduje 52 księży: 30 w głównym budynku, 17 w mieszkaniach dla księży emerytów i pięciu, których stan zdrowia wymaga nieustannej opieki. – Najmłodszy dotychczasowy mieszkaniec miał 34 lata. Najstarszy przekroczył 90 lat. Był i taki przypadek, że ksiądz potrzebował pomocy, wyszedł z choroby i wrócił do duszpasterstwa – mówi ks. Łukasz Stawarz, dyrektor Domu św. Józefa.

– Oferujemy całodobową opiekę, rehabilitację, ale przede wszystkim życie we wspólnocie. To tak jak z osobami starszymi w rodzinach: najlepiej byłoby, żeby mieszkali z bliskimi, jednak czasem jest to niemożliwe. Dlatego warto tworzyć miejsca, w których starsze osoby mają odpowiednie warunki – dodaje. Każdy z mieszkańców ma do dyspozycji niewielkie mieszkanie z aneksem kuchennym. – Kiedy się tu przeprowadzałem, moim największym zmartwieniem było to, jak pomieszczę tu mój skarb, czyli książki – uśmiecha się ks. prof. Józef Kozyra. – W czasie gdy zajmowałem moje poprzednie mieszkanie, zgromadziłem naprawdę bogatą bibliotekę. Część przekazałem studentom na Wydział Teologiczny, jednak sporo udało mi się zachować. Książki mają swoją wartość i kiedy potrzebuję coś sprawdzić, zawsze sięgam do papierowego wydania – opowiada. Dowodem są półki zajmujące właściwie każdą wolną przestrzeń mieszkania księdza profesora. Do Domu św. Józefa trafił najpierw jego… samochód. – Tutaj go garażowałem, ale to wcale nie znaczy, że bardzo chciałem w Domu św. Józefa mieszkać. Z czasem doceniłem tę zmianę. Mam trudności z poruszaniem się, a tu wszystko jest tak pomyślane, że nie ma barier architektonicznych: progów, schodów, są szerokie windy – mówi ks. prof. J. Kozyra.

Zawodowa choroba kolan

– Warto zaznaczyć, że 80 proc. naszych mieszkańców pozostaje aktywnych: świadczą posługi duszpasterskie, spowiadają, głoszą rekolekcje czy biorą udział w wykładach – wymienia ks. Łukasz Stawarz. W Domu św. Józefa mieszkańcy są otoczeni profesjonalną opieką medyczną, uczestniczą w zajęciach aktywizacyjnych. Są basen, sauna i grota solna, miejsca spotkań i biblioteka oraz sala rehabilitacyjna. – Jest grupa księży, która wymaga codziennej intensywnej rehabilitacji. Pozostali to ci, których staramy się zachęcać do aktywności fizycznej, np. nordic walking dla podtrzymania kondycji. Czy ja wiem, czy jest jakaś „choroba zawodowa”? Może zwyrodnienie kolan? Tak, chyba spotykam je częściej u sióstr i księży – diagnozuje Elżbieta Adamczuk, rehabilitantka. – Mamy piękny ogród, więc kiedy robi się ciepło, zachęcamy do aktywności na świeżym powietrzu – dodaje Beata Bodora.

Kapłani mieszkający w Domu św. Józefa tworzą naprawdę zżytą wspólnotę, troszczą się o siebie wzajemnie. Towarzyskim punktem kulminacyjnym każdego miesiąca są świętowane wspólnie urodziny. – Pamiętamy o solenizantach zarówno z grona mieszkańców, jak i pracowników oraz księży emerytów, którzy mieszkają poza naszym Domem. Celebrujemy wtedy wspólnie Mszę św. i zasiadamy do uroczystej kolacji. To chyba najbardziej niecierpliwie wyczekiwany moment – uśmiecha się B. Bodora. Na co dzień księża rezydujący w Domu starają się włączać w życie archidiecezji. Od lat uczestniczą w programie Caritas „Rodzina rodzinie”, wspierającym rodziny z całego świata w najpilniejszych potrzebach. Wzięli udział także w zbiórce na respiratory w czasie pandemii oraz przekazali fundusze na pomoc dla Ukrainy. – Warto zaznaczyć tę ofiarność, ponieważ nasi rezydenci dostają najniższe emerytury, przeciętnie ok. 1200 zł – mówi Beata Bodora.

Sercem Domu jest kaplica z misternym wizerunkiem patrona – św. Józefa. – Regularnie mamy tutaj największą koncelebrę w archidiecezji katowickiej – uśmiecha się ks. Łukasz Stawarz. – Przy ołtarzu staje wtedy ok. 30 księży. Wiele osób zwraca się z prośbą o modlitwę. Dużo jest Mszy gregoriańskich. Są osoby, które wysyłają nam prośby przez stronę internetową. Raz w miesiącu szczególnie modlimy się w intencji zmarłych mieszkańców oraz w intencji naszych ofiarodawców – dodaje dyrektor. Zapytany o to, dlaczego właśnie św. Józef został wybrany na patrona tego miejsca, odpowiada wprost: – To po Matce Bożej największy i najlepszy święty. Na takiego patrona zasługują księża emeryci! Z tą opinią zgadza się ks. prof. Józef Kozyra. – W starożytnych dokumentach są zapisy, że Pan Jezus Józefa traktuje jak ojca na ziemi. Za to mu dziękuje i za niego się modli do Boga Ojca w niebie. A św. Józef jest tego świadomy i prosi Syna o modlitwę: rozumie, że Jezus jest Synem Bożym i opiekuje się Nim, jest za Niego odpowiedzialny. Sam Bóg wybrał Józefa na męża Maryi i ziemskiego ojca dla Syna, nie wybrał gorszego, skoro mógł mieć najlepszego. Dla Pana Jezusa musieli być najlepsi – zapewnia. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama