Nowy numer 25/2022 Archiwum

Metan wybuchł na kopalni Pniówek. Są zabici i ranni. Zaginęli ratownicy. AKTUALIZUJEMY

Pięć osób nie żyje po dwóch wybuchach kilometr pod ziemią w kopalni Pniówek w Pawłowicach Śląskich. Siedmiu górników jest poszukiwanych. Są też poszkodowani. TEKST AKTUALIZOWANY.

Kwadrans po północy w kopalni Pniówek w Pawłowicach Śląskich doszło prawdopodobnie do wybuchu metanu - poinformowała 20 kwietnia Jastrzębska Spółka Węglowa.

"Do wypadku doszło w ścianie N-6 na poziomie 1000 metrów pod ziemią. W zagrożonym rejonie przebywało łącznie 42 pracowników. Najprawdopodobniej w kopalni doszło do dwóch następujących po sobie wybuchów metanu" - przekazała spółka.

Do drugiej eksplozji doszło, kiedy w rejonie prowadzonej akcji przebywały dwa zastępy ratowników, które poszukiwały trzech pracowników. Sztab akcji stracił wtedy kontakt z siedmioma ratownikami.

Trzech górników zginęło. Dwóch ratownicy znaleźli w środę 20 kwietnia przed godziną 8.00; śmierć trzeciego została potwierdzona przed godziną 10.00. Siedmiu pracowników kopalni Pniówek nadal jest poszukiwanych - w tym sześciu ratowników.

W akcji bierze udział 13 zastępów ratowniczych. W sztabie akcji przebywają przedstawiciele Zarządu JSW oraz Wyższego i Okręgowego Urzędu Górniczego. Rodziny poszkodowanych górników zostały objęte opieką psychologów.

22 poszkodowanych trafiło do szpitali. 10 z nich z rozległymi poparzeniami zostało przewiezionych do Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich. Przed południem 4 kwietnia siemianowicka placówka poinformowała, że jednego z poszkodowanych nie udało się uratować. Jego stan był wyjątkowo ciężki - miał oparzenia 96 proc. powierzchni ciała.

Pozostali przechodzą już zabiegi na bloku operacyjnym oraz sesje w komorze hiperbarycznej, które łagodzą skutki tak wielkich poparzeń.  Personel szpitala przygotowuje hodowle komórkowe i przeszczepy skóry, który wykorzystane będą do leczenia rannych w kolejnych dniach.

Górnicy trafili do siemianowickiego szpitala w nocy, śmigłowcami LPR oraz karetkami pogotowia. - Wszyscy poszkodowani są w poważnym stanie i mają rozlegle oparzenia. Najbliższe godziny będą decydujące, jeśli chodzi o rokowania ich stanu - mówi Przemysław Strzelec, dyrektor ds. medycznych w Centrum Lecenia Oparzeń.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama