Nie tylko Ukraińcy ewakuują się z ogarniętego wojną kraju. Pierwszymi uchodźcami w domu parafialnym w Rybniku-Chwałowicach byli czarnoskórzy studenci z Ghany.
Jessy jest studentem Politechniki Lwowskiej. Rut jest na IV roku psychologii w Łucku. Byli pierwszymi uchodźcami wojennymi, którzy pojawili się w domu parafialnym sanktuarium św. Teresy w Rybniku-Chwałowicach.
Oboje uciekali z Ukrainy pociągiem przez Zakarpacie. Ostatni odcinek do granicy ze Słowacją pokonali taksówką. Na odprawę czekali tylko kilka godzin. Dla przybyszów z Afryki trudne do zniesienia było zimno, zwłaszcza że był środek nocy. – Widzieliśmy wiele kobiet z dziećmi siedzących na ziemi – opowiada Rut.
Młodzi Ghańczycy mówią, że pomógł im polski ksiądz o imieniu Łukasz. – Moja siostra była kiedyś jego nauczycielką angielskiego. Teraz siostra jest w Ghanie, ale dzięki kontaktowi przez internet ksiądz przyjechał po nas na granicę ukraińsko-słowacką – mówi Rut. – Ksiądz Łukasz przywiózł nas aż do punktu recepcyjnego Caritas w Katowicach – dodaje Jessy.
Z Katowic czarnoskórzy studenci zostali przewiezieni do Chwałowic. Chcą wrócić do Afryki. Chwałowicka parafia przygotowała w domu parafialnym 50 miejsc dla uchodźców wojennych.
Wyraź swoją opinię
napisz do redakcji:
gosc@gosc.plpodziel się