Nowy numer 21/2022 Archiwum

Deficyt dialogu

O trosce o Kościół i ciekawych owocach spotkań opowiada prof. Aleksander Bańka z Archidiecezjalnego Zespołu ds. Konsultacji Synodalnych.

Marta Sudnik-Paluch: Na początek chyba mogę zaryzykować stwierdzenie, że słowo „synod” jest teraz tym, którego używa Pan najczęściej.

Prof. Aleksander Bańka: „Synod”, „synodalność” i wszystkie pochodne. (śmiech) Faktycznie tak jest, że mocno mnie ten temat absorbuje. Nie tylko od strony teoretycznej – staram się tematykę synodalną przyswajać i lepiej ją rozumieć, poznawać w kontekście dokumentów Kościoła – ale mam też dużo spotkań i wydarzeń, które sprawiają, że to słowo faktycznie czasami nie schodzi mi z ust.

Jest Pan zaangażowany w synod zarówno w archidiecezji w Zespole ds. Konsultacji Synodalnych, jak i na poziomie ogólnokrajowym jako konsultor abp. Adriana Galbasa, koordynatora procesu synodalnego w Kościele w Polsce. Jakie są zadania konsultora?

Pierwsza rzecz to bycie głosem doradczym – abp Galbas potrzebuje szerokiego spojrzenia na synod, z różnych perspektyw. Po drugie – to jest praca koncepcyjna: wspólnie zastanawiamy się, jak pewne idee synodalne wdrożyć w Kościele w Polsce, jak wyjaśnić i wytłumaczyć pewne rzeczy, sprawić, że staną się bardziej przystępne dla wiernych. Jest to również koordynacja niektórych działań ogólnopolskich związanych z synodem. Oprócz tego, jeżeli pojawiają się jakieś ciekawe rozwiązania, pomysły i propozycje, także staram się je przedstawiać, pytać abp. Galbasa o opinię i następnie pomagać we wdrażaniu tego, co z perspektywy synodu wydaje się wartościowe.

Takie połączenie – diecezjalne i ogólnopolskie – pomaga?

Z mojej perspektywy to ułatwia zadanie. Dzięki temu możemy w archidiecezji nie wyważać otwartych drzwi: jeżeli są gdzieś dobrze opracowane ścieżki, wypróbowane narzędzia do pracy w czasie spotkań, możemy z nich korzystać. Czerpanie z tego, co dzieje się w całej Polsce, ułatwia przeprowadzenie tego procesu u nas. Z drugiej strony, mając tę wiedzę, łatwiej ocenić, jak właściwie rozłożyć akcenty w pracy z grupami synodalnymi. Mamy obraz tego, co się udało innym, w czym ponieśli porażkę, co jest skuteczne, a co mniej. Aplikując te doświadczenia w naszym Kościele lokalnym, możemy uniknąć pewnych niepotrzebnych ruchów. Dodatkowo jeżdżąc na spotkania czy wygłaszając prelekcje, sam dużo się uczę o tym procesie; podpatruję także innych. Odkrywam wiele inspirujących rzeczy, które są nie tylko pomocne w prowadzeniu synodu w archidiecezji, ale także dla mnie osobiście bardzo rozwojowe.

Jak wygląda obecnie sytuacja w naszej archidiecezji? Czy udaje się realizować założony harmonogram spotkań?

Naszą pracę podzieliliśmy na dwa etapy. Pierwszy to spotkania w grupach na poziomie dekanatów, gdzie spotykają się przedstawiciele poszczególnych parafii. Ten etap powoli się kończy. Mamy już sygnały o ciekawych efektach, owocach tych spotkań, odpowiedzi wpływają do naszego sekretariatu. Druga rzecz, która dzieje się od grudnia i potrwa do maja, to spotkania w ruchach, stowarzyszeniach i spotkania adresowane do określonych grup środowiskowych, np. do młodzieży, ministrantów, członków różnych duszpasterstw stanowych, ale także do osób wykluczonych czy przeżywających rozmaite egzystencjalne trudności. Te spotkania wymagają pewnych modyfikacji, specyficznej adaptacji ich scenariusza pod kątem osób biorących w nich udział. Po feriach ruszamy też z konsultacjami na poziomie parafii. Informacje o szczegółach, np. terminach, będą podawane z ambon, bardzo liczymy tu na współpracę z proboszczami. Jednocześnie będziemy te działania wspierać, konsultować i dostarczać odpowiedni materiał pomocniczy. Liczba spotkań będzie zależała od chętnych do dyskusji. Ten etap potrwa do początku maja. Później wszystkie wnioski zbierzemy i podsumujemy – to będzie zadanie archidiecezjalnego sekretariatu synodu.

Papież Franciszek od początku zwraca uwagę, by do rozmowy zaprosić nie tylko tych, którzy na co dzień angażują się w życie Kościoła. Wiem, że w naszej archidiecezji był pomysł, by przez duszpasterzy czy osoby na co dzień niosące pomoc dotrzeć np. do osób bezdomnych. Jak udaje się to w praktyce?

Takie rozmowy są bardzo cenne, ponieważ te osoby mają zupełnie inny sposób percepcji Kościoła niż my. Jednak kluczowe dla nich problemy są często odmienne, dlatego rozmowy o Kościele muszą się odbywać niejako „przy okazji” takich wydarzeń, które te osoby jakoś przyciągają. Tutaj bardzo mocno liczymy na wspólnoty, grupy i duszpasterzy, którzy w archidiecezji zajmują się takimi osobami. Pierwsze sygnały, które mamy, mówią o tym, że ten proces jest w toku. Jeszcze jest za wcześnie, by mówić o efektach, ale wiem na pewno, że nie jest to zarzucony kierunek. Są osoby, które nad tym pracują.

W jednym z wywiadów powiedział Pan: „Jeśli w czasie synodu nauczymy się rozmawiać, to będzie już bardzo dużo”. Rzeczywiście nie umiemy rozmawiać o Kościele?

Myślę, że ciągle uczymy się rozmawiać o Kościele i w Kościele. Ten deficyt dialogu jeszcze ciągle jest w nas obecny. Mam takie poczucie, że dotychczasowy przebieg synodu pokazał, że dialog nie jest zagrożeniem dla Kościoła. Dla wielu ludzi fakt spotkania, rozmowy jest czymś bardzo ważnym. Mam nadzieję, że to, co się teraz inicjuje, nie zakończy się z chwilą, kiedy materiały będą gotowe do wysłania do Rzymu. Synod ma rozpocząć proces dialogu, który będzie kontynuowany. Wierzę, że będzie to trwały impuls.


marta.paluch@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama