Nowy numer 21/2022 Archiwum

Przedsionek przed ucztą

Pasterkę w tym hospicjum ksiądz odprawił dla jednej osoby – siedzącej na wózku inwalidzkim Marii, położnej z Siemianowic. Jedynie ona miała siłę, żeby w niej uczestniczyć. – Na tej Pasterce mogła poczuć, że Pan Bóg przyjął w gościnę tylko ją – mówi ks. Grzegorz Krzyk.

Archidiecezjalny Dom Hospicyjny im. św. Jana Pawła II stoi na krawędzi parku Kościuszki w Katowicach. Jest tu między innymi hospicjum stacjonarne, a w nim 18 łóżek dla osób chorych na nieuleczalne, postępujące, ograniczające życie choroby nowotworowe i inne, często w ostatniej fazie.

To miejsce nie jest jednak umieralnią. W 2003 r. odbył się tutaj nawet sakramentalny ślub. Nieraz też się zdarza, że któryś z pacjentów zaczyna czuć się lepiej i wraca do domu – nawet na kilka lat.

Msza tylko dla niej

W czasach komunizmu miejsce, w którym teraz stoi hospicjum, było pilnie strzeżone. „Zwykli” ludzie nie mogli tu wchodzić, bo w okolicy mieszkało sporo prominentów Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Wśród nich wysocy rangą oficerowie oraz – w willi za płotem – I sekretarz KC PZPR Edward Gierek.

W latach 90. XX w. miasto Katowice przekazało Kościołowi jeden ze stojących tu domów z przeznaczeniem na hospicjum stacjonarne. Po rozbudowie budynku ruszyło ono w 2000 roku. – W ten sposób z mało gościnnego to miejsce stało się bardzo gościnne – wskazuje ks. Krzyk, dyrektor domu.

Ksiądz Grzegorz nieraz zastanawiał się nad gościnnością Pana Boga, której doświadczają ludzie przygotowujący się na śmierć. – Często się zdarza, że kiedy odprawiam Mszę św., nikt z chorych nie jest w stanie podejść do kaplicy. Dlatego czasem miałem wątpliwości, czy w ogóle odprawiać tutaj Pasterkę albo liturgię Wielkiego Piątku. Okazuje się, że zawsze w takie dni znajduje się przynajmniej jedna osoba, która na tej liturgii jest – mówi.

W jednej z Pasterek uczestniczyła, siedząc na wózku inwalidzkim, Maria, położna z Siemianowic Śląskich. Nie miała rodziny, ale miała wielu przyjaciół. Kiedy dostała się do Archidiecezjalnego Domu Hospicyjnego w Katowicach, mnóstwo ludzi do niej dzwoniło i pisało.

Zanim w kaplicy zaczęła się ta Pasterka, w hospicjum odbyła się kolacja wigilijna z kolędowaniem. – Wyśpiewaliśmy przez godzinę cały skarbczyk. Pasterka była oczywiście znacznie przed północą, ale i tak wytrzymała do niej tylko pani Maria. Mogła poczuć, że Pan Bóg przyjął w gościnę tylko ją, że ta Pasterka była specjalnie dla niej. Ponieważ była położną, myślę sobie, że to było ostatnie Dziecko, które przyjęła. Niedługo potem zmarła – wspomina ks. Krzyk. – Sytuacji, w których ta gościna Pana Boga jest dla jednego, konkretnego człowieka, widzimy tutaj dużo – dodaje.

Kaplica w telewizorze

Większość pacjentów jest zbyt słaba, żeby dotrzeć do kaplicy w Archidiecezjalnym Domu Hospicyjnym. Kiedy jednak nacisną odpowiedni przycisk na pilocie, w telewizorze wyświetla się aktualny obraz z tej kaplicy. W dodatku w chwili włączenia tego kanału na pilocie pacjenta w kaplicy włącza się podświetlenie krzyża. To ważne w nocy, bo i wtedy przykuty do łóżka człowiek może chcieć pobyć sam przed tabernakulum. – Każdy chory zawsze może do kaplicy wejść w taki sposób – mówi ks. Krzyk.

– Tu człowiek się czuje jak w rodzinie, a nie jak w szpitalu. Siostry zawsze mnie pytają: „Panie Jerzyku, chce pan kawy?”. Ostatnio wypiłem kawę z panią psycholog – mówi leżący w sali nr 21 pan Jerzy z Katowic-Szopienic. – Rehabilitantka pomaga mi wejść na wózek i wychodzi ze mną na zewnątrz, żeby się przewietrzyć. Jak tu przyjechałem, to z początku miałem obawy, ale jak potem zacząłem gadać... Pielęgniarki mówią: „Buzia się panu nie zamyka” – śmieje się. I wesoło dodaje, że stara się trzymać fason i za bardzo nie pokazywać po sobie choroby.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama