Nowy numer 21/2022 Archiwum

Z Bogiem po sąsiedzku

Chyba tylko Ślązacy są – albo byli – zdolni do takiej samoorganizacji. W Radoszowach ludzie sami się opodatkowali, sami zamówili projekt i sami zbudowali kościół, i dopiero wtedy zaprosili księdza. 22 lutego mija 100 lat od poświęcenia tej świątyni.

Pierwszy proboszcz, przysłany sto lat temu przez wrocławską kurię ks. Filip Pandel, podobno bardzo się zdziwił, kiedy dotarł do Radoszów. „Sądziłem, że zastanę tu małą kapliczkę, a to prawdziwy kościół” – skomentował.

Radoszowy to dzielnica Rydułtów, ale tutejsza parafia obejmuje też spory kawał Rybnika-Niewiadomia i fragment gminy Gaszowice. Kiedy powstawała, była jeszcze rozleglejsza. Ten wspaniały przykład samoorganizacji dali mieszkańcy obszaru, na którym dzisiaj wyrosły także parafie w Rydułtowach-Orłowcu, Rybniku-Niewiadomiu Górnym i w Szczerbicach.

Wieża pod ostrzałem

Mieszkańcy tych okolic mieli wcześniej ponad 7 km do swojego parafialnego kościoła w Rybniku. Chcieli mieć Jezusa tuż obok. Budowali w trudnych czasach po I wojnie światowej, w czasie powstań śląskich. Szalała wtedy hiperinflacja. – Za kwotę uzyskaną za sprzedaż krowy po tygodniu można było kupić tylko pudełko zapałek – mówi Andrzej Adamczyk, autor książki o historii parafii. Z drugiej strony, ludzie byli wtedy skłonni kupować materiały budowlane, żeby szybko wydać pieniądze, zanim stracą wartość.

Ta wzniesiona w stylu neobarokowym świątynia nosi wezwanie świętego Jacka. Kiedy je przyjmowała, nie było jeszcze diecezji katowickiej, w której ten święty Ślązak jest jednym z głównych patronów. Trzy lata po poświęceniu, w 1925 roku, kościół w Radoszowach został konsekrowany przez kandydata na ołtarze, śląskiego biskupa Augusta Hlonda, który później został kardynałem i prymasem.

Świątynia przetrwała dramatyczny czas od stycznia do marca 1945 roku. Niemcy przez dwa miesiące bronili wtedy Radoszów wraz z szosą z Rybnika do Raciborza. Na wieżę świątyni wdrapał się niemiecki obserwator artyleryjski. Sowieci domyślali się, że on tam jest, więc z niedalekich Jejkowic ostrzeliwali radoszowski kościół. 2 marca sowiecki pocisk uderzył w wieżę w czasie nabożeństwa Drogi Krzyżowej. „Kornelka zabito!” – rozległo się w kościele, bo spadający gruz posypał się na grającą na organach młodziutką Kornelię Wieczorek.

Dziewczyna jednak przeżyła, a nawet próbowała dalej grać, ale organy były już uszkodzone. Najciekawsze, że wierni nie uciekli z kościoła, a „nabożeństwo zostało pospiesznie dokończone”, jak napisał w monografii Andrzej Adamczyk.

Kornelia po wojnie została siostrą służebniczką; przyjęła imię Laurentia. Podobno przeżył też Niemiec na wieży.

Specyficzną pamiątkę po tamtych ostrzałach znalazł w 2012 r. pan Artur, mieszkający naprzeciw kościoła, w budynku znajdującym się – gdy patrzymy na kościół od strony Jejkowic – na linii strzału. Gdy odkopywał mur, żeby go zaizolować, natknął się na niewybuch, od 67 lat tkwiący częściowo w ścianie jego domu. Saperzy stwierdzili, że to niemiecki pocisk przeciwlotniczy kalibru 88 mm. Widać Sowieci używali tu zdobycznego sprzętu niemieckiego.

Jezus pocięty mieczem

Śladami po wkroczeniu 27 marca czerwonoarmistów są wpisy w parafialnej księdze zgonów: „zastrzelony przy wkroczeniu Rusa”. Sowieci wprowadzili do radoszowskiego kościoła konie. Wewnątrz leżały gruz i nieczystości. „Figury: Serce P.J. pocięto mieczem po szyi (karku) – św. Józefa = Dziec. Jez. prawą rączkę ubito, św. Antoni ciosy po lewym licu” – zanotował organista.

Proboszcz Filip Pandel i wikary Józef Kulesa przez trzy doby ukrywali się w piwnicy pod stodołą u państwa Ryszków przy ul. św. Jacka. Gospodyni nosiła im jedzenie w koszu, ukryte pod ziemniakami dla zwierząt. Gdy najgorsza sowiecka dzicz poszła dalej, wyszli. Jeden z parafian, który był wtedy dzieckiem, wspominał, że spotkał wtedy ks. Pandla. Proboszcz wręczył mu kociołek z wodą święconą i powiedział: „Pódź, bydymy poświęcać kościół”. Poświęcenia trzeba było dokonać po profanacji.

Wśród fascynujących późniejszych wydarzeń była między innymi peregrynacja Matki Boskiej w 1967 roku. Ponieważ komunistyczne władze aresztowały kopię jasnogórskiego obrazu, do parafii dotarły same puste ramy. Radoszowy nigdy wcześniej ani później nie widziały takiego tłumu wiernych jak wtedy.

Na przełomie lat 70. i 80. XX wieku proboszczem był tutaj jeden z największych kawalarzy w historii diecezji katowickiej ks. Sylwester Antosz. Był mądrym księdzem, a przy tym umiał rozśmieszyć parafian do łez. Kleryka, który po pierwszym roku przyjechał na wakacje, przywitał słowami: „Edek, co tam słychać w seminarium? Powiedzieli wom już, że Boga ni ma?”. W tej chwili z przestrachem uderzył się po ustach i jęknął: „O niii... Oni to teroz dopiyro na piątym roku godajom!”. Samemu biskupowi Bednorzowi, przed którym inni księża czasem drżeli, powiedział kiedyś: „Jo z wami, ekscelencjo, nie godom, bo wy potym w kurii donosicie”.

Nocą przed Panem

Obecny proboszcz ks. Roman Dobosiewicz zobaczył na starych zdjęciach, jak ten kościół wyglądał z przedsoborowym wystrojem. – Małymi kroczkami postanowiliśmy z parafianami przywrócić dawny wystrój. Wikary Andrzej Kos, obecnie proboszcz w Piekarach Śl.-Szarleju, znalazł na strychu nad garażami dawną drogę krzyżową. Odnowiliśmy ją – mówi ks. Roman Dobosiewicz.

– Posoborowa droga krzyżowa też jest ciekawym dziełem, ale moim zdaniem nie do końca pasuje do neobarokowego kościoła. Mamy też nowy ołtarz główny. Udało się zakupić w Niemczech używane organy i zbudować szafę organową pasującą do odnowionego wnętrza – wylicza.

Przed jubileuszem stulecia świątyni odbyła się nowenna „Mój Kościół – 9 gości, 9 spotkań, 9 miesięcy”. Ze świadectwami wiary przyjeżdżali zaproszeni goście z całej Polski.

W tej parafii działają wspólnoty zarówno tradycyjne, w rodzaju Żywego Różańca czy Legionu Maryi, jak i charyzmatyczne. Niestety, pandemii nie przetrwała oaza młodzieżowa.

– Teraz mamy w parafii kolejną edycję ewangelizacyjnego kursu Alpha. Po jego pierwszej edycji powstała Grupa Nowej Ewangelizacji, która organizuje modlitwy w każdy 3. piątek miesiąca o 19.00. W pierwsze soboty miesiąca uwielbienie organizuje Odnowa w Duchu Świętym z zespołem Vespere Cultus, są tam klawisze, trąbka, gitary. Uważam, że w parafii powinno coś się dziać, jakiś „raban”. Jestem otwarty na pomysły parafian – mówi ks. Dobosiewicz.

Pomysłem, z którego mogą skorzystać także wierni z innych parafii, jest m.in. nocna adoracja Najświętszego Sakramentu. Wielu ludzi czuje przynaglenie, żeby trwać w modlitwie przed Jezusem w monstrancji także w głębokiej ciszy nocy. Ta nocna adoracja odbywa się w Radoszowach w każdy drugi piątek miesiąca od 19.00 do 8.00 rano w sobotę.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama