Nowy numer 21/2022 Archiwum

Koadiutor już w Katowicach

W swojej pierwszej homilii w katedrze abp Adrian Galbas zastrzegł, że nie wygłosi z ambony żadnego swojego programu. – Jedynym programem dla Kościoła jest słowo Boże i to, byśmy byli mu wierni – powiedział.

Liturgiczna inauguracja jego posługi odbyła się 5 lutego w katedrze w Katowicach. Kanclerz kurii ks. Jan Smolec odczytał zgromadzonym bullę papieża Franciszka z nominacją Adriana Galbasa na arcybiskupa koadiutora archidiecezji katowickiej.

Koadiutor to biskup powołany do pomocy biskupowi diecezjalnemu, mający prawo następstwa. Mszy św. przewodniczył arcybiskup Wiktor Skworc.

– Chwila jest niewątpliwie historyczna, bo oto po raz drugi w swojej niespełna 100-letniej historii Kościół katowicki otrzymuje biskupa koadiutora, dziś w osobie arcybiskupa Adriana Galbasa, uprzednio biskupa pomocniczego diecezji ełckiej, za co papieżowi Franciszkowi dziękujemy – powiedział. Przypomniał też biskupa Herberta Bednorza, który jako koadiutor został przydzielony choremu bp. Stanisławowi Adamskiemu i sprawował tę funkcję od 1950 do 1967 roku.

Witając w diecezji arcybiskupa Adriana, metropolita przypomniał zadania, jakie czekają go w najbliższym czasie. – Wśród nich obowiązek wizytacji kanonicznych parafii, udzielania sakramentu bierzmowania oraz koordynowania procesu synodalnego w naszej archidiecezji. Będziemy też wspólnie z Archidiecezjalną Radą Duszpasterską pracowali nad programem duszpasterskim przygotowującym do jubileuszu archidiecezji – mówił abp Wiktor Skworc.

Teatr jest dobry w teatrze

Arcybiskup koadiutor Adrian Galbas zapowiedział w homilii, że jego pierwszym zadaniem w archidiecezji będzie modlitwa oraz podwójne „p” – „przypatrywanie się” i „przysłuchiwanie się”.

– Bardzo was proszę, żebyście zechcieli podzielić się ze mną waszym widzeniem spraw; lękami i nadziejami, szczęściami i nieszczęściami, tym, co was cieszy, i tym, co was smuci. Bardzo o to proszę, by podzielić się szczerze. Teatr jest dobry w teatrze. Kukiełki są dobre wśród kukiełek. Proszę was o szczerość i otwartość, o spotkania udane, nie udawane – powiedział. – Tym bardziej o to proszę, że choć jestem Ślązakiem, to wychowałem się w sąsiedniej, jednak innej diecezji, wtedy opolskiej, dzisiaj gliwickiej. Archidiecezja katowicka to dla mnie terra incognita – dodał.

Poprosił o synodalność. – Proszę o to ludzi świeckich i duchownych, członków Kościoła katolickiego i tych, którzy inaczej wierzą w Chrystusa, tych, którzy inaczej wierzą w Boga, tych, którzy nie wierzą. To jest duch św. Wincentego Pallottiego, który mógłby się podpisać pod „Evangelii gaudium” papieża Franciszka. On jest moim duchowym ojcem, a pallotyńska duchowość moim duchowym domem – wskazał.

To nie jest ingres

Dodał, że w jego pierwszym kazaniu w Katowicach nie będzie żadnego programu działania. – To nie jest ingres. Znam swoje aktualne miejsce nie tylko w tej katedrze, ale także w archidiecezji katowickiej. Drugi powód jest taki, że nawet na ingresie nie będzie żadnego programu, ponieważ jedynym programem dla Kościoła jest słowo Boże i to, byśmy byli mu wierni. To, byśmy słowu Bożemu podporządkowywali nasze życie – zaznaczył.

Mówił o tym, w jakim stanie jest dzisiaj Kościół. Nawiązał do wysłuchanego chwilę wcześniej Psalmu 119, w którym pada pytanie: „Jak zachowa młodzieniec swoją drogę w czystości?” i odpowiedź: „Przestrzegając słów Twoich, Panie”.

– Kościół, który nie przestrzega słowa Bożego, Kościół, który nie zachowuje Bożych przykazań, Kościół, który, jak mówi ten psalmista, bardziej się cieszy z wszelkiego bogactwa (nie tylko materialnego, ale tego też) niż z drogi wskazanej przez Boże napomnienia – taki Kościół jest brudny. A jego oczyszczenie nie następuje przede wszystkim przez słowo ludzi spoza wspólnoty, choć i ono jest cenne i warto go posłuchać. Przede wszystkim jednak oczyszczenie Kościoła następuje przez słowo Boże, które rozbrzmiewa w jego wnętrzu. Chodzi o to, by hołd ludu śląskiego był składany nie tylko na kamiennym tympanonie katedry w Katowicach, ale przede wszystkim we wnętrzu tej świątyni, którą jest każdy człowiek. I we wnętrzu każdej świątyni naszej archidiecezji, w której rozbrzmiewa żywe słowo Boga, aby nas umocnić w naszej drodze wiary – stwierdził.

Dopowiedział, że nie jest sztuką słowo Boże tylko usłyszeć. – Przyznaję szczerze, ileż razy tak robimy: jednym uchem wpada, a drugim wypada. Chodzi o to, żeby słowo Boże zachować, pozwolić, żeby ono w nas zaowocowało – wskazał.

Nie umiem!

Mówił o objęciu władzy nad Izraelem przez króla Salomona. Chwilę wcześniej zgromadzeni usłyszeli o tym w pierwszym czytaniu. – Tych czytań nie wybieraliśmy na tę okazję, wybrał je dla nas Kościół – powiedział abp Galbas. – Salomon mówi zdanie, które rzadko kiedy pada z ust władcy: „Nie umiem”. Nie umiem rządzić tym ludem, jest bardzo liczny. Robi więc coś, co jest bardzo pokorne: idzie do Tego, który umie. Do tego, który jest tak naprawdę jedynym Królem Izraela – dodał.

Salomon poprosił Boga o mądre serce. Abp Galbas powiedział, że chce prosić o to samo. – Nie umiem. Dużo więcej nie umiem, niż umiem. Gdyby nie pewna moja łatwo zauważalna przypadłość, powiedziałbym za poetą, że bycie koadiutorem w Katowicach to „wiatr za duży na moje włosy”. Jak się jest łysym, to każdy wiatr jest za duży na włosy. To nie jest przymilanie się. Tak jest. Dlatego modlitwa Salomona jest mi dzisiaj tak bliska. Uznaję to za szczególny znak Bożej Opatrzności, że właśnie to słowo daje nam dzisiaj Kościół – wyznał. – Potrzebuję takiego serca, które jest mądre. To znaczy potrafi odróżnić to, co jest dobre w naszym Kościele katowickim (bo tego jest więcej), od tego, co jest niedoskonałe, albo, mówiąc dokładniej językiem tego czytania, co jest złe. Nie jesteśmy naiwni i wiemy, że każda ludzka struktura jest także obciążona niedoskonałością i tak jest także tutaj. Jednak dobro musi być zauważone najpierw. Przy tej okazji dziękuję Księdzu Arcybiskupowi Wiktorowi za szacunek, jakim mnie otoczył, i wszelką uprzejmość, a także konkretną pomoc. Dziękuję braciom biskupom i każdemu, od kogo dobra już tutaj na początku doświadczyłem – powiedział.

Abp Galbas poprosił słuchaczy, by reagowali, gdy zauważą, że nie daje przykładu pokory, miłości i prostoty życia, że się leni, nie zabiegając o świętość swoją i wiernych. Dodał, że słowo Boże przestrzega przed taką postawą przez przykład Salomona, który zgłupiał do reszty i bez reszty – i uległ duchowemu zepsuciu, bo skoncentrował się na sobie i nie był wierny Bogu.

Na koniec homilii abp Galbas zwrócił się także do braci kapłanów.

Przemysław Kucharczak, Marta Sudnik-Paluch

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama