Nowy numer 20/2022 Archiwum

Hanik zza pleców

Odnalazł się film, na którym widać… błogosławionego Jana Machę. Taśma ta od czasów wojny była przechowywana w Łące pod Pszczyną.

Łatwiej byłoby skreślić szóstkę w totolotka, niż znaleźć film z ks. Janem Machą dwa tygodnie po jego beatyfikacji! – komentuje dr Wojciech Schäffer, dyrektor Archiwum Archidiecezjalnego w Katowicach.

Widać na nim sceny nakręcone w 1938 roku w Michałkowicach, dzisiejszej dzielnicy Siemianowic. Nakręcone całkiem dosłownie, bo operator kamery kręcił korbką, żeby zarejestrować obraz. To oczywiście film niemy.

Ks. Jan Macha na filmie z 1938 r. - fragmenty
Instytucja Filmowa Silesia Film - Filmoteka Śląska

 

Jan Macha był wtedy diakonem. Pojawia się przed obiektywem dwa razy. Najpierw widzimy go w wielkim, radosnym pochodzie wśród wielu młodych. Twarze ludzi są tak wyraźne, że niejeden rozpozna w tych kadrach swoich dziadków, rodziców, a może nawet samego siebie, bo przed czołem pochodu idą kilkuletnie dzieci (niektóre boso). Muzycy hutniczej orkiestry z Chorzowa dmą w ustniki klarnetów, w puzony i tuby. A za nimi idą dwaj mężczyźni w sutannach i jeden świecki, przepasani wstęgami z mirtu albo z liści dębu. Duchownym po prawej jest Jan Macha, a świeckim po lewej Paweł Macha, jego ojciec. – Operator stał niedaleko kościoła, w miejscu, w którym dzisiaj jest rondo, i patrzył na pochód podążający ulicą Kościelną – wskazuje W. Schäffer.

Za księdzem Machą widać też umundurowanych powstańców śląskich i dziewczyny ze sztandarem Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Żeńskiej.

Co mówi diakon?

Kolejne ujęcia zostały nakręcone w parku zamkowym w Michałkowicach – dzisiejszym parku Górnik. Widać, jak umięśnieni sportowcy z michałkowickiego Sokoła dają widowiskowy pokaz gimnastyczny na rozstawionych na trawniku drążkach. Nawet dzisiaj ogląda się to z zainteresowaniem. A potem na ekranie ukazuje się elegancki mężczyzna z laską i w meloniku. Coś mówi, wskazuje kogoś poza kadrem. Kamera zwraca się we wskazanym kierunku.

Stoi tam chłopak w rogatywce, który odwraca się i odsuwa nieco, jak gdyby się zorientował, że kogoś zasłania. Na wprost nas ukazuje się… Hanik – jak nazywali ks. Jana jego bliscy. Diakon Jan Macha wypowiada jakieś zdanie. Na razie żadnemu ze specjalistów nie udało się odczytać jego znaczenia z ruchu warg. Ujęcie jest krótkie, a obraz rozchwiany. – Może ktoś z czytelników da radę to zdanie odtworzyć – mówi ks. Łukasz Pasuto, krajowy duszpasterz głuchoniemych.

Nie wiadomo też, co powiedział człowiek w meloniku. W czasie przekazania kopii filmu Archiwum Archidiecezjalnemu biskup Marek Szkudło żartował, że może rzucił do człowieka w rogatywce: „Cofnij się, bo tyn za tobom bydzie kiedyś błogosławionym”.

Ksiądz z kamerą

Nazwiska kilku uwiecznionych ludzi, a także czas i miejsce powstania filmu rozszyfrowali historycy Archiwum Archidiecezjalnego w Katowicach oraz Jacek Kurek i Dawid Keller z Muzeum w Chorzowie. Pomagał też ks. Damian Bednarski.

Film został nakręcony 17 lipca 1938 roku na obchodach 15-lecia Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej w Michałkowicach. „Gość Niedzielny” pisał wtedy w relacji, że byli tam młodzi z sąsiednich miejscowości; wymienił z nazwiska ks. Machę.

Cyfrową kopię filmu przekazał Archiwum Archidiecezjalnemu w Katowicach Joachim Żmij z Łąki pod Pszczyną. Przyjechał 20 grudnia 2021 r. do kurii z kolegami Andrzejem Pokornym i Romanem Rabaszowskim. Panowie opowiedzieli nam o losach tej filmowej taśmy.

Przekazanie cyfrowej kopii Archiwum Archidiecezjalnemu. Przy banerze z ks. Machą stoją Joachim Żmij i bp Marek Szkudło.   Przekazanie cyfrowej kopii Archiwum Archidiecezjalnemu. Przy banerze z ks. Machą stoją Joachim Żmij i bp Marek Szkudło.
Przemysław Kucharczak /Foto Gość

Autorem filmu jest ks. Karol Żmij rodem z Łąki, wujek Joachima. Miał on kamerę oraz projektor firmy Kodak, i to o jednym z początkowych numerów fabrycznych: 0008. – Miał nawet samochód. W czasie wojny skonfiskowali go Niemcy – mówi jego bratanek. Rodzice ks. Karola, a dziadkowie Joachima byli przed wojną dość zamożnymi rolnikami.

W 1938 roku ksiądz Żmij był wikarym w Katowicach-Dębie. Zapewne dotarł na uroczystości w Michałkowicach z młodzieżą ze swojej parafii. Wybuch wojny zastał go już na placówce w Lipinach. Tam 3 maja 1940 roku, w ramach eksterminacji polskiej inteligencji, aresztowali go Niemcy. Ksiądz Żmij trafił do obozu w Dachau, a później do Mauthausen-Gusen. Pracował w kamieniołomie. Stracił życie 4 października 1940 r., prawdopodobnie zagłodzony na śmierć.

– Perfidia niemieckiego państwa wyraziła się w tym, że dwa lata po zamordowaniu księdza Żmija jego dwaj bracia zostali powołani do Wehrmachtu – mówi Andrzej Pokorny.

– Tak, mój ojciec Ludwik Żmij stracił nogę w Afrika Korps, a wujek Józef był na froncie wschodnim, na Krymie. Kiedy wracał stamtąd na urlop, jego pociąg został zbombardowany. Licząc na to, że Niemcy uznają go za zabitego, zdezerterował i do końca wojny ukrywał się w stodole przy domu – dodaje Joachim Żmij.

Ratunek dla taśmy

Po śmierci ks. Karola Żmija jego rzeczy osobiste zostały prawdopodobnie odesłane bliskim z probostwa w Lipinach. Trzy nakręcone przez księdza filmy przez dziesiątki lat leżały więc w szufladzie u pana Joachima.

Przed kilkunastu laty Joachim opowiedział o sprawie koledze Andrzejowi Pokornemu. Andrzej bardzo się nią zainteresował. Udało mu się uruchomić stary projektor ks. Karola, ale filmów nie obejrzeli. Okazało się, że w urządzeniu brakuje jednej soczewki. Rozważali przegranie filmów na kasetę VHS, ale cena była zbyt wysoka.

Przeszło rok temu Andrzej Pokorny usłyszał w telewizji apel pracownika Filmoteki Śląskiej o przekazywanie starych taśm filmowych. Jest to związane z projektem Śląskie Digitarium. Do końca kwietnia 2023 roku ma zostać zdigitalizowanych i udostępnionych w internecie 250 starych filmów, pochodzących z województwa śląskiego.

Joachim Żmij przekazał więc rzeczy po wujku Filmotece Śląskiej. Fachowcy z Instytucji Filmowej Silesia Film poddali taśmy filmowe kilkumiesięcznej konserwacji, podczas której powoli chłonęły wilgoć. W ten sposób odzyskały sprężystość i minęło zagrożenie, że się połamią. Następnie zostały oczyszczone. Dwie pierwsze już zeskanowano.

Ich cyfrowe kopie Filmoteka Śląska przekazała Joachimowi Żmijowi. Na jednym filmie widać obchody w Michałkowicach i księdza Machę, na drugim – wmurowanie pamiątkowego dokumentu pod dom parafialny w Dębie. Na trzecim jest uwieczniona pielgrzymka Górnoślązaków na Jasną Górę.

Księdza Machę rozpoznali na zdjęciach pan Joachim i jego koledzy. Roman Rabaszowski powiadomił o tym fakcie Archiwum Archidiecezjalne.

Kapelan partyzantów

Jest jeszcze jedna ciekawostka związana z tym filmem. Duchowny, widoczny w pochodzie między diakonem Janem Machą a jego ojcem, to ksiądz Józef Kania, wikary z Michałkowic. To niezwykła postać, późniejszy kapelan Rybnickiego Inspektoratu Armii Krajowej. Jego losy biegły często tymi samymi drogami co bł. ks. Jana.

Gdy na Śląsk wkroczyli Niemcy, wydalili michałkowickiego proboszcza, a ks. Kani kazali zamiatać ulice. „Kapelonek” po odprawieniu porannej Mszy św. brał więc miotłę w ręce. Jego siostra miała zdjęcie, jak ks. Kania pracuje z tabliczką na plecach: „Ich bin der größte Bandit aus Michalkowitz”, czyli „Jestem największym bandytą z Michałkowic”.

Tak jak ks. Macha, ks. Kania nielegalnie organizował pomoc charytatywną zarówno dla rodzin ludzi, których uwięzili Niemcy, jak i dla samych więźniów. Jedna z niemieckich parafianek doniosła jednak do kurii, że ks. Józef zaintonował w kościele pieśń po łacinie zamiast po niemiecku. Dla bezpieczeństwa kuria w lipcu 1941 roku przeniosła go na parafię w Brzęczkowicach.

Tam ks. Kania z kilkoma współpracownikami z narażeniem życia przekazywał żywność, modlitewniki i różańce do piekła na ziemi – owianego złą sławą więzienia śledczego w Mysłowicach. Gestapowcy wyrywali tam więźniom paznokcie, razili ich prądem, wieszali głową w dół, nabijali im kolce na głowy, tłukli pejczem tak, że mięśnie odrywały się od kości. Nawet gdy w nocy ktoś poruszył się na pryczy, zamiast spać na wznak, dostawał pejczem. To właśnie tam od września do listopada 1941 roku był poddany przesłuchaniom ks. Macha. Tam napisał modlitwę z prośbą, by mógł stanąć u bram nieba z gestapowcem, który go torturował. Niemiec, który przejął kartkę z modlitwą, miał skomentować: „To święty albo idiota”.

Ksiądz Józef Kania dożywiał też jeńców wojennych. Tak jak ks. Macha głosił głębokie, poruszające kazania. Mieszkańcy Brzęczkowic po wojnie uczcili jego pamięć tablicą pamiątkową z napisem „Gorliwiec Boży”.

W 1943 roku kapłan musiał uciekać. Ponieważ był „spalony”, został kapelanem Rybnickiego Inspektoratu Armii Krajowej. W kazaniach dla partyzantów (m.in. słynnego śląskiego oddziału Wędrowiec) mówił o konieczności zachowania zasad moralnych w wojennych okolicznościach. W 1944 roku wpadł w ręce Niemców i został stracony w obozie w Auschwitz.

– Praca nad tym filmem nie jest jeszcze zakończona. W planie mamy stabilizację i usunięcie rys – zapowiada Andrzej Tuziak z Instytucji Filmowej Silesia Film. Zwraca uwagę, że część filmu została nagrana w kolorze. To ujęcia, w których widać pokazy gimnastyczne Sokoła oraz dynamiczne tańce regionalne w wykonaniu druhów i druhen Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży. To oryginalny film kolorowy, a nie koloryzowany. Oddaje rzeczywiste barwy zarejestrowane w Michałkowicach ponad 80 lat temu. – Materiały kolorowe były wtedy dostępne, ale stanowiły rzadkość i były drogie. Zapewne księdza Żmija było stać tylko na jedną rolkę takiego filmu – mówi Andrzej Tuziak.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama