Nowy numer 48/2021 Archiwum

Parafia z dramatem

Do więzienia w Rawiczu trafili 70 lat temu dwaj salwatorianie z placówki w Mikołowie: ksiądz Marek i brat Benedykt. Benedykt jako kalifaktor roznosił jedzenie po celach. Władze obiecały mu lepsze traktowanie i skrócenie kary, jeśli… uderzy ks. Marka. Brat wszedł więc do celi kapłana i zrobił coś, co do dziś przejmuje dreszczem.

Nawet w Mikołowie mało kto wie, jak fascynująca jest historia tutejszej parafii salwatorianów. Niewielu słyszało choćby o prowincjale, czyli przełożonym polskiej prowincji tego zgromadzenia, który przez siedem lat ukrywał się przed komunistycznymi władzami. Jedną z jego kryjówek była piwnica mikołowskich sióstr boromeuszek.

Mikołów obchodzi 70-lecie utworzenia parafii NMP Matki Zbawiciela oraz 90. rocznicę przybycia salwatorianów do miasta.

Giną siostry

Kościół NMP Matki Zbawiciela wygląda dość nietypowo. Jest jak gdyby doklejony do znacznie wyższego i bardziej efektownego obiektu, dawnego salwatoriańskiego gimnazjum. To dlatego, że świątynia na szybko została tutaj urządzona 70 lat temu w dotychczasowej szkolnej auli i sali gimnastycznej.

Zakonnicy zaczęli wznosić gimnazjum w Mikołowie w 1931 roku. Pieniądze na budowę zebrali wśród Polonii amerykańskiej. W 1933 roku szkoła wraz z internatem i kaplicą została otwarta.

W Mikołowie znalazły się też siedziba polskiej prowincji salwatorianów oraz drukarnia. Zakonnicy drukowali w niej książki i sześć czasopism. W czasie wojny właśnie te maszyny drukarskie, zrabowane przez Niemców, działały w drukarni obozowej w Auschwitz.

Niemieccy okupanci wyrzucili salwatorianów z ich szkoły w Mikołowie. Księża i bracia przenieśli się wtedy do dużego domu przy ulicy Rybnickiej. Tam w styczniu 1945 roku doszło do tragedii. Żołnierze sowieccy po wkroczeniu do Mikołowa zamknęli księży w piwnicy, oddzielając ich od dwóch salwatorianek. Siostry Stanisława Falkus i Leopolda Ludwig zostały w kaplicy. Kilka godzin później sąsiedzi znaleźli ich ciała, potwornie zmasakrowane. Sowieci ciężko pobili siostry, przebili bagnetami i postrzelili. Można się domyślać, że zginęły, ponieważ broniły się przed gwałtem. Trwają starania o otwarcie ich procesu beatyfikacyjnego.

Pokusa dla brata

Po wojnie salwatorianie uruchomili szkołę na nowo. Niestety, pod koniec lat 40. XX wieku komuniści, po zniszczeniu niepodległościowego podziemia, zaostrzyli walkę z Kościołem. Ksiądz Celestyn Rogowski, prowincjał, dostał wiadomość od żony partyjnego działacza z Mikołowa, że władze planują odebrać im szkołę. Ksiądz Rogowski wysłał wtedy list do ambasady amerykańskiej z prośbą o pomoc. Użył argumentu, że państwo nie może jej odebrać, bo została zbudowana ze składek obywateli USA.

Amerykanie rzeczywiście poruszyli tę sprawę w rozmowach z władzami Polski. Interwencja podziałała jednak na polskich komunistów jak płachta na byka… Nie wiadomo, czy przełożony polskiej prowincji salwatorianów uszedłby z życiem z rąk UB.

Przed aresztowaniem ostrzegli ks. Celestyna mieszkańcy Mikołowa. Zdążył zniknąć. – Ukrywał się w różnych miejscach. Przez większość czasu przebywał w piwnicy u sióstr boromeuszek w Mikołowie. Później przeniósł się gdzieś na Ziemie Odzyskane – mówi ks. Ireneusz Kiełbasa, salwatorianin i historyk Kościoła.

Prowincjał żył w ukryciu przez siedem lat, od 1949 do odwilży w 1956 roku. – Przez cały ten okres nikt go nie wydał! I to pomimo tego, że salwatorianie z Mikołowa zostali aresztowani – mówi ks. Kiełbasa.

Cztery lata odsiedział ks. Marek Piątkowski, dyrektor gimnazjum i superior – przełożony domu w Mikołowie. Pretekstem do jego aresztowania była sprawa karabinu, który w czasie wojny salwatorianie trzymali dla obrony przed napadami. Mieli na to urzędowe pozwolenie, ale kwit gdzieś zaginął. Ksiądz Piątkowski kazał więc po wojnie pozbyć się tej broni. Zakopano ją w ogrodzie. Ktoś o tym doniósł. Funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa przyszli na rewizję i karabin znaleźli…

Początkowo ubecy na przesłuchaniu byli bardzo mili. Zapewniali, że sprawa zostanie umorzona i obiecywali zakonnikowi różne godności kościelne. Miał im tylko wskazać, gdzie ukrywa się ks. Rogowski, oraz opowiedzieć o kontaktach z kurią w Katowicach.

Ks. Piątkowski tak to wspominał: „Wówczas powiedziałem wprost, że na nikogo nie donosiłem w życiu i teraz też nie będę donosił. Z tą chwilą zmienił się całkowicie ich stosunek do mnie i cały przebieg śledztwa. Z pochlebczego przeszedł w brutalny. Zaraz zaczęli mi grozić, że z więzienia nie wyjdę, że tu mnie zgnoją, że i tak wszystkiego się dowiedzą, bo mają na to sposoby. Od tej chwili przestali zwracać się do mnie per ksiądz, używając najgorszego słownictwa”.

Księdzu Piątkowskiemu przez 13 miesięcy nie pozwolono wyjść z celi na spacerniak. Nie dopuszczono też do niego lekarza. Wyrok odsiadywał w więzieniu w Rawiczu.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama