Nowy numer 48/2021 Archiwum

Wszystko przed nimi

Na co dzień chcą być jak żołnierze – wypełniać powierzone im zadania na większą chwałę Chrystusa i Matki Bożej.

W tym roku Legion Maryi świętował stulecie istnienia. To dobra okazja do tego, by bliżej przyjrzeć się jego działalności. – Spotykamy się raz w tygodniu na modlitwie różańcowej i omówieniu bieżących spraw. Wtedy również dzielimy się zadaniami do wykonania. Trzeba podkreślić, że my niesiemy pomoc duchową; sprawy materialne przekazuje zespołom charytatywnym działającym przy parafiach. Każdy z nas ma obowiązek poświęcić dwie godziny tygodniowo na realizację wyznaczonych zadań.

To mogą być odwiedziny chorych, przygotowanie do sakramentów. Kiedyś ktoś zapytał mnie, do jakich konkretnie: „Jeszcze tylko do sakramentu kapłaństwa nie przygotowywaliśmy, ale wszystko przed nami”, zażartowałem – tłumaczy Kazimierz Woźniak, członek Legionu Maryi. Pierwsze próby przeszczepienia Legionu Maryi do Polski związane są z czasem II wojny światowej – wtedy idea z powodzeniem szerzyła się wśród polskich żołnierzy. W 1948 r. do Polski przyjechał Anatol Kaszczuk, by podjąć się misji organizowania struktur Legionu w naszym kraju. Niestety działania te nie powiodły się. Kolejne próby miały miejsce na początku lat 80. XX wieku. Do naszej archidiecezji (wtedy diecezji katowickiej) przyjechała Anna Coreth z przedstawicielami Senatu Legionu z Wiednia. Za zgodą bp. Herberta Bednorza wspierała zakładanie grup, m.in. w parafii Niepokalanego Poczęcia NMP, gdzie proboszczem był ks. Damian Zimoń. Ten czas pamięta pan Kazimierz Woźniak, który w kolejnym Legionie w parafii Opatrzności Bożej działał od samego początku. – Kiedy przyszliśmy, nie wiedzieliśmy, na co się decydujemy – uśmiecha się. – Zachęcił nas ks. Karol Wolnik. Stopniowo poznawaliśmy nasze zadania, duchowość Legionu. Ujęło mnie, jak pięknie prowadzi nas to do bycia niewolnikiem Maryi. Wiadomo, że najlepszymi przykładami takiego oddania się Jej są św. Jan Paweł II i bł. kard. Stefan Wyszyński. Przecież papież swoje zawołanie „Totus Tuus” zaczerpnął od św. Ludwika Marii Grignion de Montforta z „Traktatu o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny”! Naszą duchowość przeżywamy na wzór św. Ludwika – tłumaczy pan Kazimierz. Obecnie w szeregach Legionu Maryi w całej Polsce jest ok. 5,8 tys. członków aktywnych i prawie 17 tys. auksyliatorów (członków pomocniczych). Na terenie archidiecezji katowickiej działają dwa tzw. komicja: MB Piekarskiej w Katowicach i Matki Kościoła w Jastrzębiu-Zdroju. Pierwsze liczy 10 kurii i 573 członków aktywnych, natomiast drugie – 5 kurii i 499 członków aktywnych. Co ciekawe, obszar działalności komicjum nie zawsze pokrywa się z granicami diecezji. Do katowickiego należą kurie (mniejsze jednostki) z 8 różnych diecezji (m.in. krakowskiej, wrocławskiej czy świdnickiej). – Staramy się posługiwać tam, gdzie jesteśmy potrzebni. Takim najbardziej konkretnym efektem naszego zaangażowania, jaki mogę podać, jest historia pewnego małżeństwa. Para żyła w związku niesakramentalnym. Zostali skierowani do nas, by pomóc im w przygotowaniu do ślubu. Okazało się, że on nie był ochrzczony. Towarzyszyliśmy mu podczas chrztu św., I Komunii św., bierzmowania. Później para wzięłaS ślub. Teraz są na drodze neokatechumenalnej – mówi pan Kazimierz. Najmniejsza jednostka organizacyjna Legionu – prezydium może powstać przy każdej parafii. – Dziś takie pytania zdarzają się rzadko – przyznaje ze smutkiem K. Woźniak. – Chętnie pomagamy, nasi przedstawiciele towarzyszą nowym prezydiom w spotkaniach, dopóki jest taka potrzeba – podkreśla.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama