Nowy numer 37/2021 Archiwum

Tu się zdrowieje

– Ktoś na ciebie czeka. Ręce Matki Bożej wyciągają się do ciebie. Nie bój się, tylko idź! – mówią, gdy widzą w oczach umierającego strach. Wraz ze świeckim personelem dbają też o zdrowie ludzkiego ciała. Siostry boromeuszki z Mikołowa świętują 120-lecie działalności swojego szpitala.

Był rok 1896, gdy w mieście zjawiły się pierwsze trzy siostry boromeuszki. Zaprosili je proboszcz oraz władze Mikołowa, bo dwa małe szpitale miejskie nie były w stanie sprostać potrzebom mieszkańców okolicy.

Boromeuszki były znane z profesjonalnej opieki nad chorymi. To ich charyzmat; obok ślubów ubóstwa, czystości i posłuszeństwa składają zresztą jeszcze czwarty ślub: miłosierdzia.

– Siostry Amanda Reiman, Ignacja Brauner i Gislena Kotula od razu zajęły się chorymi w tych szpitalikach, a jednocześnie zaczęły budowę klasztoru i nowego szpitala. Już po pięciu latach pierwsza część szpitala była wzniesiona i wyposażona! To musiały być bardzo mocne, energiczne kobiety, po prostu dobre siostry – mówi matka generalna Paulina Łuba.

– One były bezinteresowne w tym, co robiły, i nie zbierały funduszy dla siebie. Ludzie to wyczuwali – dodaje.

Szpital św. Józefa w Mikołowie został otwarty 120 lat temu, w 1901 r. Z początku pracowało w nim dwóch lekarzy i pięć sióstr boromeuszek. W tym samym roku siostry założyły też w mieście ochronkę, czyli przedszkole dla biednych dzieci, a rok później – Szkołę Gospodarstwa Domowego.

Salezyna ratuje dzieci

Z czasem szpital został rozbudowany. W czasie wojny siostry pielęgnowały w nim rannych żołnierzy i cywilów. Po przejściu frontu w 1945 r. usunęły wojenne zniszczenia i zaraz wróciły do pracy. Ponieważ komuniści odebrali im ich siedzibę w Rybniku, dom generalny zgromadzenia został przeniesiony właśnie do Mikołowa. Mieści się tutaj do dziś.

Niestety, w 1949 r. władze odebrały boromeuszkom także szpital św. Józefa w Mikołowie. W latach 50. XX wieku dyrektor wyrzucił część sióstr z pracy, zamknął kaplicę, zakazał posługi religijnej, a nawet przeszkodził biskupowi Juliuszowi Bieńkowi w odwiedzinach chorych.

Po odwilży 1956 r. było trochę lepiej, ale wkrótce komuniści wrócili do walki z Kościołem. 18 lutego 1963 r. usunęli krzyże ze wszystkich sal tego szpitala. Boromeuszki ocaliły krucyfiksy przed wyrzuceniem i powiesiły 14 z nich na klasztornym korytarzu, tworząc z nich… drogę krzyżową. Często się przy nich modlą.

Mimo szykan część sióstr nadal pracowała w tym szpitalu. Jedną z nich była siostra Maria Rogowska. Jako jedyna w swoim pokoju na strychu miała telefon. – A to dlatego, że tylko ona umiała wtedy obsługiwać EKG… Budzili ją o każdej porze, była na każde wezwanie, jeśli była potrzeba – mówi matka Paulina.

Od 1946 r. do emerytury pracowała w tym szpitalu siostra Salezyna. – Znała w Mikołowie wszystkie biedne rodziny. Chodziła pod gabinety ginekologiczne, gdzie swoim bystrym okiem wyławiała dziewczyny w tarapatach i pomagała im. Była to działalność ukryta i nieoficjalna – relacjonuje matka generalna. – Te dziewczyny mogły zamieszkać w jednym z naszych domów i urodzić. Salezyna szukała też ludzi chętnych do adopcji. Zgodnie ze wszystkimi procedurami oddawała te dzieci do dobrych rodzin – dodaje.

– Salezyna miała taką potrzebę niesienia pomocy potrzebującym, że jak była po nocnym dyżurze, pisała sobie na drzwiach karteczkę „Śpię”, a biegała po mieście i jeszcze pomagała ludziom – śmieje się siostra Janina, pielęgniarka. Kartka na drzwiach była po to, żeby przełożone nie kazały jej odpocząć albo nie skierowały do innej pracy.

Salezyna docierała do biednych rodzin, zaniedbanych pod względem medycznym. Autentycznie kochała tych ludzi. Biegła też na miasto do umierających. W 1987 r. otrzymała papieskie odznaczenie Pro Ecclesia et Pontifice za działalność w obronie dzieci poczętych. Na jej grobie do dzisiaj we Wszystkich Świętych pali się najwięcej zniczy.

Kapelan się przedstawia

Swój szpital siostry boromeuszki odzyskały pod sam koniec XX wieku. Państwo oddało im go w fatalnym stanie technicznym. Zgromadzenie zainwestowało więc duże sumy w jego remonty i unowocześnienie. Tylko w ostatnich latach udało się zbudować nowoczesny blok operacyjny, centralną sterylizatornię, pracownię endoskopii i nową izbę przyjęć.

Ostatni czas jest dla tego szpitala trudny pod względem finansowym. Co miesiąc trzeba spłacać raty kredytu, zaciągniętego na wyposażenie bloku operacyjnego, a pandemia pogłębiła istniejące kryzysy w służbie zdrowia. Siostry wychodzą jednak stopniowo z tych problemów. W szpitalu pracuje już nowa pani dyrektor. Gdy siostry pożegnały się z jednym z ordynatorów, część lekarzy złożyła wypowiedzenia, ale na ich miejsce zgłaszają się inni. – Przede wszystkim chcemy, żeby ten szpital, który powstał z inspiracji ewangelicznej, wrócił do tego źródła. Chcemy pomagać i troszczyć się o całego człowieka, wraz z jego duchem – zapowiada matka generalna.

Dzisiaj w Szpitalu św. Józefa działają oddziały chirurgii, ortopedii i interny. Jest też Zakład Opiekuńczo-Leczniczy (ZOL), który działa od 2009 r. Dzięki temu, że siostry zorganizowały go od zera według swojego pomysłu, panuje w nim szczególna, rodzinna atmosfera. Boromeuszki otaczają tutaj ludzi, którzy często zbliżają się do końca swojego życia, także troskliwą opieką duchową. Już przy przyjęciu siostra oddziałowa pyta pacjenta lub jego rodzinę, czy jest katolikiem. Jeśli tak, pyta też, kiedy po raz ostatni był udzielany sakrament chorych. W czasie pierwszego wejścia na oddział siostry wołają też kapelana, który się pacjentowi przedstawia. Jeśli chory ma takie życzenie, ksiądz może go wyspowiadać, udzielić Komunii Świętej.

Codziennie po obiedzie siostra Wojciecha, która jest siostrą oddziałową ZOL-u, idzie do kaplicy i modli się z pacjentami – na przykład Koronką do Miłosierdzia Bożego, albo prowadzi nabożeństwo majowe. Dzięki nagłośnieniu każdy pacjent może w tej modlitwie uczestniczyć również w swojej sali. Ci chorzy są zwykle dobrze przygotowani do odejścia.

Nie patrz na facetów!

Wspólnota boromeuszek w Mikołowie liczy 24 siostry. Ich rytm dnia wyznacza modlitwa, praca i… bardzo dużo śmiechu, zwłaszcza na wieczornych spotkaniach przy stole. Gdy robiliśmy zdjęcia do tego tekstu, poprosiliśmy jedną z najstarszych sióstr, żeby przez chwilę patrzyła na fotoreportera. Inna z sióstr błyskawicznie skomentowała: – Ale przecież całe życie jej powtarzali: „Nie patrz na facetów”!

Wszystkie mikołowskie boromeuszki, poza siostrami chorymi, odwiedzają pacjentów w takie dni jak Wigilia, gdy w szpitalu zostają tylko nieliczni. Wchodzą z radością, która z nich emanuje, z instrumentami i figurką Dzieciątka.

Na co dzień w szpitalu wraz ze świeckimi pracuje pięć boromeuszek, w tym cztery pielęgniarki i jedna siostra w administracji. Wykonują nie tylko swoją zwykłą pracę, ale starają się też być przy umierających, zwłaszcza w ZOL-u. – Dla nas to jest radość towarzyszyć umierającemu! Mamy świadomość, że on teraz jest z nami, a zaraz, w następnym etapie, staje przed Bogiem. Czasami mówię mu: „Pozdrów Pana Boga od nas” – mówi siostra Janina.

Wyjaśnia, że niektórzy umierający chcą, żeby przy nich tylko być i modlić się. Są jednak i tacy, których w ostatnich chwilach ogarnia taki strach, że trzeba ich wesprzeć także słowem. – Mówimy wtedy: „Nie bój się, już Ktoś na ciebie czeka. Ręce Matki Bożej wyciągają się do ciebie. Nie bój się, tylko idź!”. W taki sposób się towarzyszy. Myślę, że każda z nas już ma to wyczucie, co konkretnemu człowiekowi dać. Czasami ktoś oczekuje tylko milczenia, nie chce słów. Najtrudniej jest ateiście, bo nie ma co mu dać. On nie ma perspektywy przyszłości – wyjaśnia siostra Janina.

Siostry często obserwowały, jak pacjenci dojrzewają w szpitalu. Jedna z kobiet, gdy do sali wchodził kapelan, zasłaniała się kołdrą. – Przyszedł jednak czas, że się przełamała. Ostatecznie bardzo pięknie umierała, pojednana z Panem Bogiem – relacjonuje siostra Janina.

Siostry boromeuszki można wesprzeć finansowo, korzystając z nr. konta 77 1240 1330 1111 0010 2967 5028 z opisem „Darowizna na cele zdrowotne”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama