Nowy numer 37/2021 Archiwum

Ciemny, jednakowoż zdobiony

Umierał dwa razy. I dwa razy wracało do niego życie parafialnej wspólnoty.

Kościół św. Wawrzyńca to jeden z najcenniejszych zabytków architektury sakralnej w Chorzowie. Jednak jego historia zaczęła się w Knurowie – tam został pierwotnie wzniesiony, prawdopodobnie jako druga budowla sakralna w osadzie, w 1599 roku.

W protokole wizytacyjnym z 1679 r. można przeczytać następującą charakterystykę tego miejsca: „Kościół filialny we wsi Knurów najjaśniejszej pani baronowej, wdowy po Jerzym Fryderyku Reisswitz, wyznania luterskiego, z drewna, na cześć św. Wawrzyńca (...) roku 1599 wybudowany i poświęcony, gontem kryty. Wewnątrz ciemny, ściany jednakowoż ozdobione malowidłami tajemnic Chrystusowych. Podłoga z cegieł, sufit taflowany. Zakrystia z drewna. Także wieża – dzwonnica z drewna, na zachodzie do kościoła przyczepiona, w niej dwa dzwony, trzeci w sygnaturce nad dachem. Cmentarz deskami ogrodzony.”. W tym samym dokumencie mowa jeszcze o trzech poświęconych ołtarzach z rzeźbami i obrazami, chrzcielnicy wykonanej z drewna lipowego oraz tabernakulum. Poważnych zmian w konstrukcji dokonano w 1857 roku – wówczas wybudowano nową wieżę (starą rozebrano).

Pomysł dyrektora

Na początku XX wieku, kiedy Knurów i Krywałd wkroczyły w etap intensywnego rozwoju, drewniana świątynia z trudem mieściła wiernych. Nie było również miejsca dla zmarłych na okalającym ją cmentarzu. Rozpoczął się etap powolnego zapominania o tym miejscu. W 1926 roku, chcąc go uchronić przed profanacją oraz z uwagi na zły stan konstrukcji, policja podjęła decyzję o całkowitym zamknięciu świątyni. Nabożeństwa zostały przeniesione do kościoła tymczasowego. I nie wiadomo, jaki byłby los świątyni, gdyby nie program ratowania niszczejących zabytków drewnianej architektury. Jego inicjatorem był Tadeusz Dobrowolski, pełniący w tym czasie funkcję konserwatora okręgowego w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim oraz dyrektora Muzeum Śląskiego. Zwrócił się do proboszcza i władz kościelnych z pytaniem o plan dla „wielkiego zabytku polskiej cieśli śląskiej”. Zaproponował też, że muzeum chętnie przyjmie zabytkowe rzeźby z kościoła: gotycką Piękną Madonnę z Knurowa, pochodzącą z 1420 roku, św. Annę Samotrzecią i św. Wawrzyńca. Z uwagi na brak środków – parafia w Knurowie była w trakcie budowy nowej świątyni – zaproponowano dość niezwykłe rozwiązanie problemu, czyli transport do Chorzowa. – Tak samo wyglądała sytuacja w przypadku kościoła pw. św. Michała w Syryni, który przeniesiono do parku Kościuszki w Katowicach – precyzuje proboszcz ks. Eugeniusz Błaszczyk. Świątynia została ostrożnie zdemontowana i przeniesiona w nowe miejsce. Na pamiątkę w miejscu, w którym znajdował się ołtarz główny, stanął kamienny krzyż. Proces demontażu i transportu był bardzo żmudny. W trakcie prac w podstawie krzyża na wieży odnaleziono starannie zamkniętą puszkę, w której były dokumenty oraz dawne monety. Wszystko przekazano do skarbca miejskiego, natomiast niektóre elementy wyposażenia trafiły do Muzeum Miejskiego w Chorzowie. Rekonstrukcja świątyni trwała do 1938 roku. W jej trakcie wymieniono część drewna, wykonano nowe portale. W odnowionym, jaśniejszym wnętrzu znalazło się miejsce na nową polichromię stropu wg projektu Stefana Kątskiego. Kościół był własnością gminy Chorzów, która zobowiązała się pokrywać związane z jego utrzymaniem wydatki. Za porządek nabożeństw odpowiadał proboszcz parafii św. Antoniego. – To miał być kościół dedykowany sportowcom. W okolicy powstał duży ośrodek AKS i w założeniu miała się tu odbywać jedna Msza św. w intencji miasta i mieszkańców. Jeżeli odbywałyby się zawody, to ich plan miał uwzględniać liturgię, tak by zawodnicy i widownia mogli w niej uczestniczyć. Zresztą o roli sportu w procesie wychowawczym człowieka mówił w swojej homilii bp Adamski w czasie pierwszej sprawowanej po przeniesieniu Mszy św. 16 października 1938 roku – tłumaczy ks. Błaszczyk.

Dookoła przez 10 lat

II wojna światowa przyniosła świątyni kolejny okres zamknięcia. Nowe władze zezwoliły na odprawianie Mszy św. tylko w niedzielę przypadającą po 10 sierpnia – czyli w święto patronalne św. Wawrzyńca. Miała być tylko zabytkiem z germańskimi cechami architektonicznymi. – Zawsze powtarzam, że ten kościół umierał dwa razy. Kiedy gaśnie wieczna lampka, a wierni nie mają dostępu, następuje powolne niszczenie. Na szczęście udało się te procesy odwrócić – mówi proboszcz. Za zabytek posiadający wartość kulturalną, artystyczną i historyczną drewniany kościół oficjalnie został uznany w roku 1956. Łączyło się to z wpisem do rejestru zabytków. Parafię przy kościele erygował dopiero bp Herbert Bednorz 15 września 1978 r. Dekadę wcześniej powstała tu samodzielna stacja duszpasterska – władze świeckie nie chciały się zgodzić na utworzenie parafii. – W efekcie przez 10 lat procesje Bożego Ciała odbywały się tylko dookoła kościoła. Formalnie dla państwa parafia nie istniała, więc nie mogła się zwrócić o pozwolenie na przejście ulicami. W pandemii wspominaliśmy tę sytuację, bo wróciliśmy do takiej formy – mówi proboszcz. Ksiądz Eugeniusz Błaszczyk jest chyba jedynym proboszczem w archidiecezji, który troszczy się o dwa drewniane kościoły – filialnym jest kościół św. Józefa zlokalizowany na terenie Górnośląskiego Parku Etnograficznego. – Tam również od maja do października sprawujemy Msze św. Jednak duszpasterzuje się ludziom, a nie budynkom – podkreśla. – W parafii działają grupy. Mamy prężną oazę, którą opiekuje się ks. Dawid Ledwoń. Są Dzieci Maryi, których spotkania prowadzą państwo Nowakowie, są Żywy Różaniec, Legion Maryi i grupa seniorów. Mamy nadzieję, że uda nam się przywrócić spotkania kręgu biblijnego, które rozpoczęły się tuż przed pandemią – wymienia proboszcz. Kościół św. Wawrzyńca cieszy się sporą popularnością wśród młodych par. – Wielu rozpoczyna tu swoją wspólną drogę z Bożym błogosławieństwem. Bywały takie lata, że tych ślubów udzielaliśmy prawie sto rocznie. Teraz jest ok. 30–40. 80 proc. par to osoby spoza parafii, które później wracają do nas, by ochrzcić dzieci – mówi ks. E. Błaszczyk. Parafię warto odwiedzić także w okresie bożonarodzeniowym. Wtedy można podziwiać misterną stajenkę, wykonaną przez jednego z parafian Antoniego Nowoka.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama