Nowy numer 37/2021 Archiwum

Jak pijak w „Małym Księciu”

Dlaczego trzeba pamiętać, od czego bolą nogi po weselu, i czy każdy może podpisać krucjatę mówi ks. Adam Skutela, archidiecezjalny duszpasterz trzeźwości.

Marta Sudnik-Paluch: Sierpień to tradycyjnie miesiąc abstynencji. Co jakiś czas wraca dyskusja, czy to potrzebne. Czy nie lepiej byłoby po prostu cały czas przypominać o trzeźwości?

ks. Adam Skutela: Dobrze, że jest taki miesiąc, bo on przypomina, że są tacy, którzy mają problem z alkoholem, oni i ich rodziny. To powinien być czas naszego uwrażliwienia na innych. Bo trzeźwość jednak powinna być tak samo ważna w każdy inny dzień roku, nie tylko w sierpniu.

Co według Księdza sprawia, że łatwiej sięgnąć po alkohol?

Często zauważam, że impulsem do picia jest nieumiejętność radzenia sobie z emocjami czy stresem. Jest też inna przyczyna – brak wybaczenia sobie czegoś. Uzależnieni coś zawalili, nie spełnili czyichś oczekiwań. Dopiero kiedy usłyszą, że jest Ktoś, kto wybaczył, zaczynają inaczej widzieć tę rzeczywistość.

A klimat społeczny? Reklamy, które obiecują orzeźwienie i dobrą zabawę po piwie?

Jeden z trzeźwiejących alkoholików powiedział mi: „Księże, jak ja mam być trzeźwy? Jadę autem – reklama piwa. Włączam radio – reklama piwa. Oglądam telewizję – reklama piwa”. Wszystko w nich jest piękne, nikt nie mówi o negatywnych konsekwencjach.

Pokutuje przekonanie, że najgorszą konsekwencją jest przemoc fizyczna.

Pamiętam moją znajomą, która nigdy nikogo nie zapraszała do domu. Raz zapomniała książki i pojechałem ją oddać, nie umawiając się wcześniej. Może to była ingerencja Pana Boga? Zadzwoniłem, jej tata, pijany, otworzył mi drzwi. Wtedy nic nie mogła zrobić. Nic nie powiedziałem, przywitałem się, oddałem książkę. Nie skomentowałem, wyraźnie pokazałem jej później, że nie zmieniłem zdania na jej temat. Dopiero wtedy coś w niej pękło. Wstyd to błędne koło. Jak pijak w „Małym Księciu” – pije i się tego wstydzi, więc pije, żeby zapomnieć. To poczucie towarzyszy całej rodzinie.

Coraz częściej mówi się o tzw. wysoko funkcjonujących alkoholikach – pozornie bez problemu, tworzących wspaniałe rodziny, z dobrą pracą. Jakie zachowania powinny wzbudzać czujność?

Pierwszy sygnał: alkohol jest zawsze, przy każdej okazji, i jest go dużo. W tym momencie powinniśmy się zastanowić, czy coś nie jest na rzeczy. Druga sprawa to pojawiające się zaniedbywanie współmałżonka i dzieci, zawalanie obowiązków w pracy, imprezy pod każdym pretekstem. Ewidentnym sygnałem są pochowane wszędzie butelki – wtedy bliscy mogą mieć już pewność, że coś się dzieje.

Obecnie jest Ksiądz jednym z duszpasterzy trzeźwości w naszej archidiecezji. Jednak decyzję o abstynencji podjął Ksiądz zdecydowanie wcześniej. Co na nią wpłynęło?

Od 28 lat mam podpisaną krucjatę. Na własne oczy widziałem, jak alkoholizm zabija mojego wujka. Do dzisiaj dziękuję moim rodzicom, że mówili mi prawdę, że to jest uzależnienie. Pamiętam, jak mama stawiała kropki w kalendarzu – znaczyła ciąg alkoholowy. Przez 12 miesięcy kropka za kropką. Teraz wiem, że ciąg może trwać nawet dłużej niż rok. W tej sytuacji zauważyłem, że po ludzku jestem bezradny. Na II stopniu oazy usłyszałem, że jest coś takiego jak Krucjata Wyzwolenia Człowieka i że jako wierzący mogę się modlić, ofiarować post za tego człowieka i jałmużnę, czyli przynieść przebaczenie, którego ten człowiek potrzebuje. Najpierw podpisałem na rok, żeby się sprawdzić. Nigdy nie przypuszczałem, że Pan Bóg później poprowadzi mnie taką drogą, że będę kapelanem w ośrodku dla uzależnionych.

Jaka powinna być motywacja przy podpisywaniu krucjaty?

Nawet odradzam niektórym; mówię, żeby się na to nie porywali, jeżeli nie stoi za tą decyzją miłość. Jeżeli nie robię tego z miłości do człowieka, który – jak jest to wyrażone w modlitwie krucjaty – utracił zdolność posiadania samego siebie, to przyjdzie prędzej czy później rozczarowanie. Pojawi się kłopot, a nawet uczucie zniewolenia przez krucjatę.

Uczucie zniewolenia to może za dużo powiedziane, ale czasem przychodzi się mierzyć z trudnościami. Na przykład rodzina teoretycznie rozumie decyzję o krucjacie, ale mimo to naciska na alkohol na weselu czy chrzcinach.

A dla kogo przychodzą goście? Dla nowo ochrzczonego dziecka, młodych małżonków, dla jubilatów czy dla darmowego alkoholu? Nad tym trzeba się zastanowić. To stereotyp, że postawimy alkohol i on nam rozkręci imprezę. Wystarczy trochę wysiłku, jakiś ciekawy pomysł, który nas zintegruje. Słyszałem o występach klauna, który „rozkręcił” nie tylko dzieci, ale i dorosłych. Poza tym rozmawiajmy! Właśnie po takich spotkaniach jest co wspominać. Zawsze mówię na ślubach, że życzę gościom, żeby ich na drugi dzień bolały nogi od zabawy i żeby pamiętali, dlaczego ich bolą.

marta.paluch@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama