Nowy numer 38/2021 Archiwum

Matematyka idzie na bok

Członkowie Domowego Kościoła, czyli gałęzi rodzinnej Ruchu Światło–Życie, podobnie jak inne wspólnoty wakacje wykorzystują na rozwój duchowy.

Coś dla ducha, relaks i czas dla rodziny – tak o rekolekcjach mówią biorące w nich udział małżeństwa. – Nie dla nas leżenie na plaży. Lubimy aktywne spędzanie czasu, a taki wyjazd pozwala złapać kilka srok za ogon: rozwijamy się duchowo, odpoczywamy od codziennych obowiązków i jesteśmy razem – precyzuje Katarzyna Indeka z Pszczyny. – Może się wydawać, że niemożliwe jest 100 proc. zaangażowania jednocześnie w kręgu, w całej wspólnocie i dla rodziny. Prosto licząc, to musiałoby być 300 proc. normy. Ale z Panem Bogiem cała matematyka idzie na bok – śmieje się Mateusz Paluszczak.

Dla dwulatka i dla siedemnastolatka

Rekolekcje Domowego Kościoła to wyzwanie z dwóch powodów. Pierwszy to przekrój wiekowy uczestników: od maluchów, czasem niewiele ponadrocznych, po małżeństwa z długim stażem. Trzeba tak wszystko zorganizować, by ten czas był owocny dla wszystkich. Druga sprawa: długość wyjazdu. To 15 pełnych dni formacji, czyli 17, jeżeli doliczymy dzień wyjazdu i przyjazdu. Nie każdy może sobie pozwolić na tak długi urlop w pracy. Jednak uczestnicy bez wahania stwierdzają, że warto. – Głównymi odbiorcami treści są oczywiście dorośli, jednak staramy się, aby i dzieci skorzystały na różne sposoby. Opiekunowie w diakonii wychowawczej starają się tak organizować zajęcia dzieciom, by dawały ujście energii np. na orliku, ale by był też czas na odrobinę formacji. Na drugim stopniu głównym tematem jest exodus Izraelitów. Rozważania dorosłych opierają się na postaci Mojżesza; sytuacja niewoli egipskiej jest odczytywana w kontekście doświadczenia życiowego. Dzieci również poznają patriarchów Starego Testamentu, z Mojżeszem na czele, ale w formie bajek i zabaw. Na naszych rekolekcjach przekrój jest dość duży: najmłodsze dzieci mają ok. 1,5 roku, najstarsza jest 17-latka. Dominuje grupa taka „młodsza szkolna” – wyjaśnia Maria Mrowiec z parafii św. Wojciecha w Radzionkowie. Wspólnie z mężem Arturem pełnią funkcję pary odpowiedzialnej na rekolekcjach w Brennej, w Ośrodku Spotkań i Formacji św. Jadwigi.

Komfort psychiczny

– Fakt, że jest diakonia wychowawcza, są inne rodziny z małymi dziećmi, bardzo ułatwia podjęcie decyzji o wyjeździe. Helenka ma cztery lata, więc w czasie naszych zajęć jest jakby w przedszkolu. Piotruś ma 20 miesięcy, więc jest z nami. Wiem jednak, że jego obecność jest przyjmowana ze zrozumieniem. Mam taki komfort psychiczny, że nawet kiedy jego żywiołowość daje o sobie znać, innym uczestnikom to nie przeszkadza – przyznaje szczerze Daniel Indeka. Z żoną Katarzyną uczestniczą w spotkaniach Domowego Kościoła przy parafii Miłosierdzia Bożego w Pszczynie. – Wcześniej uczestniczyliśmy w oazie, wyrośliśmy w tym ruchu – mówi Katarzyna Indeka. – Dzięki temu razem wzrastamy w małżeństwie – dodaje Daniel. – My śmiejemy się, że Domowy Kościół czekał na nas – zaraz po naszym ślubie w parafii zawiązał się krąg. To była naturalna konsekwencja naszych wcześniejszych doświadczeń w oazie. Oboje przeszliśmy pełną formację – zaznacza Daria Paluszczak z parafii św. Stanisława w Żorach. – Domowy Kościół był odpowiedzią na nasze pragnienia serca. Po 13 latach małżeństwa pojawiło się w nas pragnienie wspólnoty, kontaktu z wartościowymi ludźmi. Modliłam się o to, by Pan Bóg mnie poprowadził i dostałam jasną odpowiedź… w czasie ogłoszeń parafialnych. Usłyszałam zaproszenie i mimo że mąż był nieco sceptyczny – poszliśmy. To był bardzo uskrzydlający czas – wspomina Maria Mrowiec.

Dobra decyzja

Rekolekcje Domowego Kościoła to 15 dni, zbudowane na tajemnicach Różańca. – To może być ciężkie przeżycie – uśmiecha się Maria. – Nasze pierwsze rekolekcje to był skok na głęboką wodę. Głównym tematem była komunikacja w małżeństwie. To nas bardzo zaskoczyło. Skonfrontowaliśmy się z trudnymi treściami, uświadomiliśmy sobie, ile musimy naprawić, co w naszym małżeństwie źle funkcjonuje. Nieraz chcieliśmy się spakować i wrócić, ale Duch Święty nas poprowadził i teraz wiemy, że był to błogosławiony czas – wyznaje. – Dla nas to pierwszy raz, kiedy jesteśmy animatorami kręgu. Trochę się bałem, że jesteśmy młodzi, mamy niedługi staż w małżeństwie i jak z tego powodu będziemy odbierani. Okazało się, że spotkaliśmy pięknych i otwartych ludzi. Nawet w najbardziej optymistycznej ze swoich wizji nie mogłem takich przewidzieć – mówi Mateusz Paluszczak. – Mnie zaskoczyło, że sama tak intensywnie przeżywam ten czas. Przyjechałam z nastawieniem na służbę innym. Od początku zakładałam, że będę myśleć o tym, jak pomóc uczestnikom w dobrym przeżyciu. Tymczasem Pan Bóg bardzo mocno dotknął mojego serca – dodaje Daria Paluszczak. – Koncentrujemy się wokół tematyki exodusu. Wyjście z niewoli Izraelitów i ich 40-letnia wędrówka to dobra okazja, by odkryć, co nas samych zniewala, i uświadomić sobie po raz kolejny, że ze współmałżonkiem razem kroczymy do naszej ziemi obiecanej – mówi Daniel Indeka. – To owocny czas: wzrostu duchowego, poukładania pewnych spraw. Przyjazd tu to naprawdę dobra decyzja – podsumowuje Katarzyna Indeka.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama