Nowy numer 37/2021 Archiwum

Powoli, ale własnymi siłami

„Módl się i pracuj” – powtarzają za swoim patronem parafianie od św. Benedykta w Tychach.

Najdalszy punkt parafii dzieli od kościoła mniej więcej... 500 metrów. Składają się na nią głównie wieżowce, a to sprawia, że liczy około 7 tys. wiernych. – Do ubiegłego roku taką wyjątkową cechą naszej parafii była zdecydowana przewaga liczby chrztów nad liczbą pogrzebów – zaznacza ks. Michał Psiuk, proboszcz.

„Benedykt” to dość młoda wspólnota. Okazja do powstania w tym miejscu kościoła pojawiła się w 1994 r., kiedy zwrócono grunt parafii św. Marii Magdaleny. Zapadła decyzja o powstaniu kaplicy z ośrodkiem wsparcia dla rodzin – jako odpowiedź na problem coraz wyższego bezrobocia wśród mieszkańców.

Tymczasowa parafia została erygowana 16 października 1999 r., a pomysł, by patronował jej św. Benedykt z Nursji, podsunął ówczesny metropolita abp Damian Zimoń. – Co ciekawe, podczas kolędy słyszałem wiele razy: „Szczerze mówiąc, wcale się nie ucieszyliśmy, że tu będzie kościół”. Dopiero po latach okazało się, że ta bliskość parafii ma wiele zalet – uśmiecha się proboszcz. Parafianie doceniają nie tylko odległość, ale także szeroką ofertę społeczną. Działa tu ośrodek Benedictus – w nim codzienne wsparcie znajduje ok. 30 dzieci.

Od poniedziałku do piątku przychodzą na spotkania, dodatkowe zajęcia, otrzymują dwa posiłki. Co roku uczestniczą w koloniach i półkoloniach. Jest także świetlica terapeutyczna dla osób powyżej 16. roku życia z niepełnosprawnością intelektualną – obecnie  ma 25 podopiecznych. Zajęcia i spotkania z wychowawcami to także chwile wytchnienia dla rodziców podopiecznych. W parafii jest również miejsce dla Stowarzyszenia „Trzeźwość Życia” – ludzi, którzy rozpoczynają nowe życie po odwyku, i ich rodzin, także potrzebujących wsparcia. W stowarzyszeniu można skorzystać z darmowych porad prawnych.

W planach są zajęcia dla seniorów, które mogłyby się odbywać w pomieszczeniach wcześniej zajmowanych przez tyskie hospicjum. – Mamy także prężnie działające grupy parafialne, jak Żywy Różaniec i Bractwo Szkaplerzne, są ministranci i lektorzy, psałterzyści (uczestniczkami tych spotkań są również dziewczęta), Dzieci Maryi, grupa Benedykt rozważająca wspólnie słowo Boże, grupa młodzieżowa, katecheza dla dorosłych, AA, zespół Caritas, chór, który prowadzi pani Monika Madejska, oraz sześciu świeckich szafarzy. Jest także szkolne koło misyjne w SP nr 35 im. Matki Teresy z Kalkuty. Jego członkowie są w stałym kontakcie z siostrami – wymienia jednym tchem ks. Psiuk.

– Te wszystkie aktywności odbudowujemy po pandemii. Może trzeba pomyśleć o jeszcze innej, nowej formule spotkań duszpasterskich z wiernymi, by było więcej czasu na indywidualne rozmowy – zastanawia się. Jak przyznaje proboszcz, wspólnie z wikarymi stara się, by parafia była ośrodkiem scalającym ludzi, by parafianie w kościele czuli się jak w swoim domu. – Zasadniczo są to rodziny, które przyjechały z różnych części Polski. Niedzielne Msze św. i nabożeństwa to także okazja, by później się spotkać – uważa. Potwierdza to Henryk Twardosz, szafarz i jeden z grupy mężczyzn, którzy na co dzień troszczą się o budynek kościoła i jego otoczenie.

– Kiedy przeszedłem na emeryturę, szukałem dla siebie zajęcia. Postanowiłem zaangażować się w życie parafii. Czasem trzeba trawę skosić, czasem rozłożyć albo schować dekoracje, coś naprawić; zawsze się coś znajdzie – uśmiecha się. – Każdy z panów potrafi coś innego. Dzielą się swoimi umiejętnościami i czasem podpowiadają, do kogo mogę się zwrócić z prośbą o pomoc lub radę, bo ja sam nie znam wszystkich uzdolnień parafian – dodaje proboszcz. Parafia św. Benedykta nieustannie jest w budowie. – Powoli, ale własnymi siłami i bez długów – uśmiecha się ks. Michał Psiuk. Kościół w stanie surowym poświęcony został w 2006 r., za poprzedniego proboszcza. Sukcesywnie jest wyposażany.

– Krzyż z figurą Chrystusa w agonii to pomysł samych wiernych. Grupa parafian pielgrzymowała do sanktuarium w hiszpańskim Limpias, a oprawione zdjęcie z wizerunkiem oglądałem w bardzo wielu mieszkaniach. Na jego wzór Grzegorz Kuśnierz wyrzeźbił dla nas podobną figurę. Jezus ma otwarte oczy i usta, nie ma jeszcze rany w boku. Krzyż jest wpisany w medalion św. Benedykta z inskrypcją po łacinie: Vade retro satana, numquam suade mihi vana – sunt mala quae libas, ipse venena bibas, co znaczy: „Idź precz, szatanie, nie kuś mnie do próżności. Złe jest to, co podsuwasz, sam pij truciznę” – wyjaśnia proboszcz.

Dzięki wsparciu parafian w ubiegłym roku w oknach pojawiły się pierwsze witraże. –  Jedna z pań sama się do mnie zgłosiła, że bardzo chciałaby ufundować witraż. Kiedy w maju w czasie nabożeństwa fatimskiego (które odprawiamy przez cały rok) po raz pierwszy zaprezentowaliśmy witraż, posypały się pytania – i tak w czasie pandemii, od maja do października, znaleźli się fundatorzy siedmiu witraży przedstawiających symbolicznie sakramenty święte – mówi ks. Michał Psiuk. Przed parafią jeszcze wiele ważnych inwestycji, m.in. tynkowanie największej ściany kościoła czy kolejne etapy wyposażania wnętrza. – Ora et labora – zachęcał nasz patron i w tym duchu pracujemy – podsumowuje proboszcz.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama