Nowy numer 30/2021 Archiwum

Mozaika Ratzingera

Tu Jan Paweł II przytulał chorych i życzył im, żeby w ich życiu zwyciężył Bóg. Katowicka matka kościołów jest jednak również związana z następcą papieża Polaka na Stolicy Apostolskiej.

To już trzecia część naszego minicyklu o katowickiej katedrze Chrystusa Króla. W tej świątyni trwa adoracja Najświętszego Sakramentu (od poniedziałku do soboty od 8.30 do 18.00 i w niedziele od 13.00 do 18.00). Na ścianie za monstrancją złociście lśni i mieni się różnymi odcieniami efektowna mozaika wenecka. Składa się z około miliona drobnych kawałków barwionego szkła. Artystki Lidia Kwiatkowska z Mikołowa i Teresa Madej z Piekar układały ją przez pięć miesięcy. Za tę pracę zapłacił… kard. Joseph Ratzinger.

Prowokujące znaki

A było to tak. Przyszły papież jako arcybiskup Monachium odwiedził katedrę katowicką 13 września 1980 r. wraz z innymi niemieckimi biskupami. Oglądał m.in. kaplicę Ducha Świętego, za której wystrój zapłaciła diecezja salz- burska. W pewnym momencie katowicki biskup Herbert Bednorz poprosił kard. Ratzingera o ufundowanie mozaiki w kaplicy Najświętszego Sakramentu – a ten się zgodził. Mozaika była gotowa jesienią 1981 roku. W PRL panowało wtedy przekonanie o bezgranicznym, mitycznym bogactwie każdego, kto mieszka na Zachodzie. Kiedy przyszło do płatności, kard. Ratzinger był jednak zaskoczony wysokością kwoty, którą miał pokryć.

Zapłacił i wyjaśnił w liście: „Byłem początkowo trochę bezradny, ponieważ nie miałem dostatecznych środków. Nie chciałem jednak zawieść waszych nadziei i w końcu znalazłem właściwe wyjście – dla wyrównania kosztów większą część pokryję z funduszy, które mam do własnej dyspozycji. Sięga to właściwie granic moich możliwości”. Przyszły papież odwiedził katedrę jeszcze w 1982 r. i zobaczył ufundowaną przez siebie mozaikę. W tym miejscu 20 czerwca 1983 r. modlił się też Jan Paweł II. Przyjechał tu po spotkaniu ze Ślązakami na lotnisku Muchowiec. W katedrze czekali na niego chorzy, inwalidzi pracy i około stu głuchoniemych. Milicjanci zarzucali tego dnia ówczesnemu proboszczowi, ks. Zganiaczowi, że czekający na papieża w katedrze ludzie zachowują się w sposób „politycznie naganny”, śpiewają i pokazują różne prowokujące znaki. Chodziło o palce ułożone w znak „V” jak „victoria”, zwycięstwo. Władze PRL uważały układanie palców w ten sposób za czynność wywrotową, zagrażającą socjalizmowi.

Gdy Jan Paweł II wchodził do katedry, ściskając ręce chorych i błogosławiąc ich, zagrzmiały nagle orkiestra i chór. Popłynęły monumentalne dźwięki utworu „Victoria”, nawiązującego do 300. rocznicy odsieczy Wiednia. Skomponował go właśnie na tę okazję Wojciech Kilar. „Niech w waszym trudnym życiu zwycięża Chrystus” – powiedział Jan Paweł II. „Słowa Jana III Sobieskiego, wypowiedziane po zwycięstwie pod Wiedniem (…) »Venimus, vidimus, Deus vicit!« (Przybyliśmy, ujrzeliśmy, Bóg zwyciężył!) pragnę skierować w szczególny sposób do was, drodzy bracia i siostry” – dodał. To spotkanie w katedrze trwało około pół godziny. Kaplica Najświętszego Sakramentu, w której się modlił Ojciec Święty, nazywana jest dzisiaj kaplicą dwóch papieży.

Dary z podziemi

Pod kościołem katedralnym znajduje się kościół akademicki i krypta grobowa biskupów katowickich. Jest tam też rozległa przestrzeń, która w latach 70. XX wieku była aulą synodalną. Spotykali się w niej uczestnicy I Synodu Diecezji Katowickiej, zwołanego przez bp. Herberta Bednorza. Obecnie w tym miejscu powstaje „Panteon Górnośląski”.

W czasie kryzysu gospodarczego, który gnębił Polskę Ludową w latach 80. XX wieku, do naszego kraju napływały dary z Zachodu. Nadjeżdżały całe kolumny tirów z ubraniami, których nie dało się wtedy dostać w sklepach, z szynką w konserwach, z amerykańskim serem o pomarańczowej barwie, solonym masłem i oliwą w prostokątnych, blaszanych puszkach. Pilnie potrzebny był ogromny magazyn na te dary. Stały się nim podziemia katedry. Czesław Domin, biskup pomocniczy z Katowic, był wtedy przewodniczącym komisji charytatywnej episkopatu. Wraz ze swoimi współpracownikami koordynowali oni ze swojego biura nad probostwem katedry pomoc dla całej Polski.

Dzięki temu na nadjeżdżające tiry z pomocą na placu między katedrą a kurią zwykle czekali już wolontariusze do rozładunku. Nieraz z sąsiedniego gmachu seminarium przychodziło też 250 kleryków. Ustawiali się w łańcuch i podawali paczki z rąk do rąk, błyskawicznie rozładowując 20-tonowe ciężarówki. Z magazynu w podziemiach katedry dary były przewożone do magazynów dekanalnych, a stamtąd – do parafii. Tam były rozdzielane ludności. To pomogło Polakom przetrwać kryzys gospodarczy. Gdyby nie było w Polsce tak silnej struktury Kościoła, większość tych darów zostałaby zapewne rozkradziona. Trafiłyby na targowiska, jak to się czasem dzieje z pomocą dla krajów Afryki.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama