Nowy numer 29/2021 Archiwum

Wielkie budowisko

W czasie Wielkiego Kryzysu wznosili ją bezrobotni w zamian za... posiłki. W 1934 r. ponad 60 budowniczych spadło tu sześć metrów w dół wraz z całym rusztowaniem, ale - co zadziwiające - wszyscy przeżyli.

Historia najważniejszego kościoła archidiecezji katowickiej, szykującej się do świętowania swojego stulecia, jest fascynująca. To największa katedra w Polsce. Nie była to jednak pierwsza katedra diecezji śląskiej. Zanim powstała, tytuł ten przysługiwał od 1925 r. kościołowi Świętych Piotra i Pawła w Katowicach. Wikariusz generalny ks. Teofil Bromboszcz, który był w diecezji odpowiedzialny za „ogarnianie” spraw organizacyjnych, kupił w imieniu Kościoła teren po starej cegielni w Katowicach. Ten obszar rozciągał się na południe od ścisłego centrum Katowic. 5 czerwca 1927 r. ówczesny biskup śląski Arkadiusz Lisiecki symbolicznie wbił w tym miejscu pierwszą łopatę, rozpoczynając wykopywanie ziemi pod fundamenty.

Praca za jedzenie

W konkursie na projekt katedry w Katowicach był jeden ciekawy warunek – nie mogła ona być wykonana w stylu neogotyckim. Powody tego były takie, że po pierwsze na Śląsku stało już wtedy mnóstwo neogotyckich kościołów, a po drugie ten styl ówczesnym Ślązakom za bardzo kojarzył się z Niemcami. W konkursie wzięli udział różni znani architekci, ale niespodziewanie do realizacji został wybrany projekt zaledwie 30-letniego Zygmunta Gawlika z Krakowa. Wcześniej był żołnierzem Legionów Polskich i wojny polsko-bolszewickiej, dopiero co skończył studia. Do prowadzenia dalszych prac nad projektem kuria „dodała” mu więc doświadczonego architekta Franciszka Mączyńskiego. Później Zygmunt Gawlik udowodnił, że jego wygrana nie była przypadkiem. Zaprojektował też wiele innych, ciekawych budowli, m.in. bazylikę w Niepokalanowie.

Zanim prace budowlane przy katedrze „wyszły z ziemi”, przyszedł Wielki Kryzys. Tysiące Ślązaków straciło pracę, mnóstwo rodzin wpadło w nędzę. Co za tym idzie, datki na budowę świątyni stały się też o wiele mniejsze. Jak w takich warunkach kontynuować budowę? Ksiądz Teofil Bromboszcz, który w 1934 r. został pierwszym katowickim biskupem pomocniczym, wpadł na pomysł, żeby zatrudnić wszystkich chętnych bezrobotnych za... jedzenie. Propozycja ta spotkała się z ogromnym odzewem – przy budowie katedry zaczęło pracować nagle wielkie mrowie ludzi. – Kto przyszedł, nie odchodził głodny. A karmili porządnie. Pracownicy mogli się najeść na przykład żuru czy kartofli – mówi ks. Józef Włosek, proboszcz z Dolnego Tysiąclecia i autor pracy magisterskiej o pierwszym biskupie pomocniczym z Katowic. – Biskup Bromboszcz na tej budowie często sam pracował fizycznie. Był też znany z tego, że bardzo się angażował w pomaganie biednym – dodaje.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama