Nowy numer 24/2021 Archiwum

Straszna szkoła życia

Człowiekowi, który cudem przeżył pobyt w aż siedmiu niemieckich obozach koncentracyjnych, harcerze z Rydułtów poświęcili wystawę w swojej Izbie Tradycji.

Marian Główka miał 20 lat, kiedy jako młody nauczyciel przyjechał z rodzinnego Gniezna do Rydułtów. Ledwie w 1928 r. zaczął pracę w Szkole Podstawowej nr 3 w dzielnicy Radoszowy, a już założył przy niej drużynę harcerską im. księcia Józefa Poniatowskiego. Pięć lat później został komendantem całego Hufca Rydułtowskiego. W Radoszowach poznał Marysię Gasińską, nauczycielkę w tej samej szkole. Pobrali się, urodziły się im dzieci. Żyli w wynajmowanym mieszkaniu z widokiem na rydułtowskie hałdy.

Marian należał do tych niesamowitych, przedwojennych instruktorów, dzięki którym harcerstwo w Rydułtowach osiągnęło bardzo wysoki poziom. Kształtowało w młodych mocny charakter, honor, wierność Bogu i Polsce. On sam należał do skautingu w Wielkopolsce od 8. roku życia. Już po wojnie jego wychowankowie i przyjaciele, wbrew presji komunistycznych władz, prowadzili harcerstwo w Rydułtowach właśnie według tych przedwojennych wzorów. – My traktujemy Mariana Główkę jak rydułtowika. On nie jest dla nas gdzieś tam z Gniezna; to jest nasz komendant – mówi druh Ryszard Zawisz, twórca wystawy w Harcerskiej Izbie Tradycji w Rydułtowach.

Harcerski survival

Po wybuchu wojny w 1939 r. Marian stracił pracę nauczyciela. Zamieszkał u rodziny żony w Straconce pod Bielskiem. Właśnie stamtąd w nocy 23 kwietnia 1940 r. zabrali go Niemcy, prowadzący akcję eksterminacji polskiej inteligencji. Marian był podwójnie na celowniku: jako nauczyciel i jako harcerski instruktor. Donos na niego napisał jeden z rydułtowskich Niemców. Marian znał nawet nazwisko donosiciela. Młodzi żołnierze SS na przesłuchaniach bili 32-letniego nauczyciela niemiłosiernie. Był to jednak dopiero przedsionek piekła, którego doświadczył w kolejnych obozach koncentracyjnych. Najpierw trafił do Dachau, później został przeniesiony do Mauthausen-Gusen, gdzie z innymi więźniami do upadłego zmuszany był do biegu z ciężkimi głazami z kamieniołomu. Widział, jak jego kolegów zabijają nie tylko esesmani, ale też zwykli więźniowie kryminalni, którzy w obozach pełnili funkcję kapo. W Gusen był już na krawędzi życia i śmierci, ale na jego szczęście znów został przeniesiony do Dachau. Potem były jeszcze obozy w Auschwitz, Gross-Rosen, Hersbruck i po raz trzeci Dachau. Przeżył w nich 5 lat. To w sumie 1841 dni, z których każdy niósł ze sobą ogromne ryzyko, że będzie jego ostatnim.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama