Nowy numer 24/2021 Archiwum

Do spania trzeba iść po zgodzie

Ludzie z żelaza i kamienia. Dlaczego można tak o nich mówić? Anna i Józef wspólnie przeżyli 65 lat, a Lidia i Jan – 70. Zapytaliśmy ich o receptę na udane małżeństwo.

Za nimi 10, 15 czy nawet 30 lat wspólnego życia. W niedzielę 23 maja w czterech kościołach archidiecezji małżeństwa obchodzące w tym roku jubileusze będą wspólnie dziękować za ten czas. To mocny akcent na rozpoczęcie XIV Metropolitalnego Święta Rodziny.

Traktor i spacer

W tym roku hasło przewodnie MŚR brzmi „Rodzinny dom, bezpieczna przystań”. Najlepszą ilustracją tej dewizy są pary, które wspólnie przeżyły dziesięciolecia. W Pszowie świętować chcą Anna i Józef Plochowie. Na ślubnym kobiercu stanęli 65 lat temu. – Miałam serdeczną koleżankę Agnieszkę, która mi była jak siostra. Jej bratem był Józef – wyjaśnia pani Anna.

– Ale spotykać się zaczęliśmy po tym, jak ty mi wskoczyłaś na tył traktora i powiedziałaś, że idziesz do pracy. „To ja przyjdę po ciebie” – odpowiedziałem i wtedy poszliśmy na pierwszy spacer – uzupełnia pan Józef. W związku „rządzi” pani Anna. To ona snuje opowieść, którą pan Józef (czasem z szelmowskim uśmiechem) doprecyzowuje. Ślub postanowili wziąć po dwóch latach. – Oświadczyny to nie były modne – zauważa pani Anna. Wesele było skromne, w domu. Wyjątkowa jest fotografia, która uwieczniła młodych małżonków tego dnia. To nie jest pozowane zdjęcie, wykonane zgodnie z duchem tamtych czasów w atelier, wręcz przeciwnie: Anna i Józef śmieją się serdecznie, siedzą na schodach przed domem. Wygląda to jak zupełnie współczesne zdjęcie. – Mąż siostry miał własny aparat – wyjaśnia pani Anna. – Niech pani spojrzy: sukienkę miałam po jednej siostrze, welon po drugiej, tylko buty i rajstopy były moje. Bukiet sama sobie zrobiłam. Wtedy popularne były takie rozłożyste, kaskadą spadające do ziemi – dodaje. Jak mówią małżonkowie, wiedli proste i skromne życie. – Ale może to sprawiało, że było jakoś weselej? Nikt nikomu nie zazdrościł, gospodynie dzieliły się tym, co miały. Człowiek cieszył się z każdego drobiazgu. Teraz młodzi od razu chcą mieć wszystko: mieszkanie, samochód i mnóstwo pieniędzy – zauważa jubilatka. Ona sama zajmowała się domem i dziećmi, a pan Józef pracował. – Najpierw w kopalni Anna przepracowałem 28 lat bez wypadku i bez choroby. Później, na emeryturze, też miałem dodatkową pracę – mówi mężczyzna.

Szacunek i wierność

Pani Anna mówi wprost: nic w ich życiu by się nie udało, gdyby nie opieka Matki Bożej Uśmiechniętej i oddanie się Bożej Opatrzności. – Modlitwy nauczyła mnie moja mama. U nas w domu, tuż po przebudzeniu, każdego ranka każdy musiał odmówić „Wierzę w Boga”, „Ojcze nasz”, „Zdrowaś Maryjo”, „10 Przykazań”, „Aniele Boży” i „Pod Twoją obronę”.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama