Nowy numer 25/2022 Archiwum

Ks. Basista pożegnany

Miał duży wpływ na kształtowanie całych pokoleń śląskich księży. Został pochowany w rodzinnych Niedobczycach, dziś dzielnicy Rybnika.

Ksiądz Władysław Basista był legendą śląskiego seminarium i franciszkańskiego seminarium w Panewnikach. Wykładał fonetykę i homiletykę; miał swój oryginalny styl. Przeżył 93 lata. Zmarł 16 kwietnia w 67. roku kapłaństwa.

Przez kilkadziesiąt lat mieszkał na probostwie w Katowicach-Załężu. Niedawno poprosił o przeniesienie do domu księży emerytów, bo czuł się coraz słabszy. Zdążył tam spędzić tylko ostatnie trzy dni życia.

Jego wychowankowie, śląscy księża, żegnali go w czasie eksportacji w Załężu i na pogrzebie w Niedobczycach. Wspominali, że zwracał się do nich: „panie”. Tłumaczył, że Jezusowi też tak ludzie mówili, a ksiądz jest następcą Pana Jezusa.

Dowcipne pouczenie

– Kiedy przyszedłem do Załęża jako wikary, miałem okazję odprawiać w koncelebrze z ks. Basistą – powiedział nam ks. Janusz Badura, obecnie proboszcz parafii św. Herberta w Wodzisławiu Śląskim. – Chyba trochę za długo odprawiałem, bo po Mszy ks. Basista wziął mnie na bok i mówi: „Proszę pana, mam taką prośbę: następnym razem, jak ksiądz będzie odprawiał, niech się ksiądz bardziej skupi. Ksiądz jest nieskupiony na Mszy Świętej i dlatego tak bardzo długo odprawia” – wspomina.

Ks. Janusz odpowiedział wtedy, że weźmie to pod uwagę. – Następnym razem odprawiłem Mszę św. w 25 minut, czyli jak na mnie bardzo szybko. Myślałem, że ks. Basista mnie pochwali, a on w zakrystii mówi: „Mam taką prośbę. Ostatnio mówiłem, żeby ksiądz się skupił na odprawianiu Mszy Świętej, a nie galopował jak gepard. Ty nie masz rozpędzać się jak gepard na Mszy Świętej, masz być skupiony. To jest duża różnica” – mówi ks. Badura. I dodaje, że taki właśnie był ksiądz Basista: jego uwagi, przekazywane pół żartem, pół serio, dawały do myślenia.

Dbał o dobry humor na probostwie w Załężu. Ks. proboszcz Jerzy Słota wspomina, jak rozbawił wszystkich, rzucając na widok duchownego, spacerującego z papugą na ramieniu: „Ten ksiądz mo ptoka”. Ks. Badura zapamiętał, jak kiedyś ks. Basista zachorował i długo nie wychodził ze swojego mieszkania. Wreszcie nie wytrzymał bez życia towarzyskiego i zaprosił księży wieczorem na herbatę i szwajcarski ser. Poprosił jednak, żeby wszyscy, podobnie jak on, byli w piżamach, bo wtedy nie będzie się krępował. – Pomyślałem, że znowu robi nas w konia, więc poszedłem zwyczajnie w koszuli z koloratką, w marynarce. Ks. Basista w drzwiach mi powiedział: „Przepraszam pana, ale gości niestosownie ubranych nie wpuszczam na moje salony”. Wróciłem przebrany w piżamę, a on: „O! Właściwie ubranych gości serdecznie witam” – śmieje się ks. Janusz.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama