Zawsze serdeczny, pomocny – tak charakteryzują go ci, którzy go spotkali. – Miałem niespełna pięć lat, kiedy były prymicje wujka – wspomina Piotr Ogrodnik, siostrzeniec ks. Józefa Pawliczka. – Jego wizyta zawsze oznaczała tytę cukierków. Wszystkich siostrzeńców i bratanków, a była nas spora gromadka, zawsze obdzielił. Przyjeżdżał rzadko, bo był daleko na parafiach: Lasowice, Chorzów, potem praca w kurii – dodaje.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 19,90 zł








