Nowy numer 21/2022 Archiwum

Zróbmy, co mamy zrobić, i róbmy dalej

– Osłabła we mnie pobożność, bo… mam kłopot z klękaniem – ks. Józef Pawliczek żartował w ubiegłym roku w rozmowie z „Gościem”. Mimo że myślał o prawdziwej emeryturze, w marcu do Polski przyjechał tylko na chwilę, na badania. Pan Jezus powołał go do siebie w Wielki Czwartek.

Zawsze serdeczny, pomocny – tak charakteryzują go ci, którzy go spotkali. – Miałem niespełna pięć lat, kiedy były prymicje wujka – wspomina Piotr Ogrodnik, siostrzeniec ks. Józefa Pawliczka. – Jego wizyta zawsze oznaczała tytę cukierków. Wszystkich siostrzeńców i bratanków, a była nas spora gromadka, zawsze obdzielił. Przyjeżdżał rzadko, bo był daleko na parafiach: Lasowice, Chorzów, potem praca w kurii – dodaje.

Później, kiedy rodzice ks. Józefa byli już starsi i schorowani, każda wizyta wiązała się z odprawieniem Mszy św. Ksiądz Józef Pawliczek urodził się 22 maja 1941 r. w Moszczenicy Śl. Święcenia kapłańskie przyjął 6 czerwca 1965 r. W latach 70. ub. wieku został powołany m.in. na funkcję notariusza kurii, a na początku lat 90. został kanclerzem kurii metropolitalnej. Jego pracowitość sprawiała, że wśród katowickich księży i biskupów często powtarzano: „Idźcie do Józefa. On ma doświadczenie, on poradzi…”. – Dziadek mój, czyli ojciec ks. Józefa, był bardzo dobrym gospodarzem, wszystko w pracy miał poukładane, zaplanowane i utrzymane. Tak samo babcia, świetnie sobie umiała ze wszystkim poradzić, mimo że już w czasie wojny miała szóstkę dzieci. Tę dobrą organizację wujek wyniósł z domu – mówi P. Ogrodnik.

– Kiedy po twoim przejściu do domu Ojca przeglądałem twoją teczkę personalną, to ze zdumieniem odkryłem, jak wiele biskupi katowiccy nakładali na twoje barki funkcji, zadań i obowiązków z przekonaniem, że twoje naturalne predyspozycje oraz otrzymane charyzmaty wszystko uniosą. I nie mylili się. Ktoś tak cię scharakteryzował: „W pracy wręcz pedantyczny, dokładny”. Dopowiedziałbym: nade wszystko dyspozycyjny wobec Kościoła i biskupów, starający się wszystkie obowiązki wypełniać rzetelnie. Spisywałeś się dosłownie i w przenośni bardzo dobrze, nawet w dekadach poprzedzających inwazję komputerów – charakteryzował ks. Pawliczka abp Wiktor Skworc podczas Mszy św. w intencji zmarłego kapłana. Na przełomie 2009 i 2010 roku ks. Pawliczek, już wówczas na emeryturze, został poproszony o wsparcie Kościoła na Ukrainie. Myślał, że jedzie, by moderować pracę kurii.

– Dopiero gdy przyjechałem na miejsce, dowiedziałem się, co się święci – wspominał w rozmowie z GN. Abp M. Mokrzycki mianował go wikariuszem generalnym, co w praktyce oznaczało, że posiadał kompetencje jak biskup diecezjalny. – Pewnie nie pamiętał tego, co w dniu srebrnego jubileuszu kapłaństwa 6 czerwca 1990 r. w kurialnej kaplicy powiedział o nim ówczesny biskup pomocniczy Janusz Zimniak. Stwierdził: „Nie jest zafascynowany Zachodem. Woli Wschód, a więc wszystko, co na wschód od Katowic, na wschodzie Polski, a nawet to, co za jej wschodnią granicą” – wspominał abp Skworc.

„Przybywając do Lwowa, Ksiądz Infułat wniósł długoletnie doświadczenie pracy kurialnej, co dla naszego odradzającego się Kościoła okazało się wielkim umocnieniem. Pracą i fachową radą uczył młodą kadrę naszej kurii rzetelności, odpowiedzialności, poświęcenia, szacunku i posłuszeństwa. Był dla nas mędrcem i starcem, zawsze otwartym na współpracę i pomoc, lubianym przez wszystkich, również za taktowne poczucie humoru. Zawsze mogłem liczyć na jego pomoc. Wszyscy dobrze znamy jego powiedzenie: »Zróbmy, co mamy zrobić, i róbmy dalej«. Te słowa okazały się prawdą. Swoją posługę pełnił do końca życia, nie myśląc o emeryturze, ale o tym, w czym może jeszcze pomóc” – wspomniał w liście kondolencyjnym metropolita lwowski.

Kapłan przyjechał do Polski w połowie marca na badania. W planach miał szczepienie przeciwko COVID-19. Niestety zachorował przed przyjęciem pierwszej dawki. „To miały być rutynowe badania. Stało się jednak inaczej. Bóg dał mu łaskę, że umarł w swoim domu, w swojej ojczyźnie, żegnając się ze swoją rodziną. Zmarł w Wielki Czwartek, dzień ustanowienia kapłaństwa i Eucharystii. Czyż może być dla kapłana lepszy dzień przejścia do domu Ojca?

Umarł w Roku Świętego Józefa, którego imię nosił od urodzenia i do którego modlił się o dobrą śmierć” – zauważył abp. M. Mokrzycki. Ksiądz  Pawliczek został pochowany w rodzinnych stronach. – Napisałeś dość kategorycznie: chcę być pogrzebany w Moszczenicy, „bo tam pamiętają o zmarłych kapłanach” – zacytował testament abp Skworc. Na trzydziesty dzień po śmierci ks. inf. Pawliczka zaplanowano Mszę św. dziękczynną w Moszczenicy. Obecny plan zakłada, że sprawować ją będzie abp Mieczysław Mokrzycki. Więcej na:

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama