Nowy numer 32/2022 Archiwum

Jezu, weź mi pomóż!

"To będzie moja żona" - powiedział na widok Magdy. Śliczna 17-latka bała się jednak takiego wytatuowanego typa. - Koledzy też bardzo mi pomogli, bo mnie przedstawili: "To jest Tomek. Tomek właśnie wyszedł z więzienia" - śmieje się dzisiaj mężczyzna.

– Po odejściu z domu mieszkałem w wynajętym mieszkaniu. Wszystko jednak przećpałem i trafiłem na ulicę. Budziłem się po piwnicach. Spuchła mi noga, wyglądałem jak zombie, ważyłem 50 kg. Pamiętam noc na głodzie na klatce schodowej. Miałem w kieszeni pieniądze, ale w nocy dealerzy nie handlują narkotykami. I kiedy leżałem taki obolały i samotny, przypomniałem sobie o Bogu. Zawsze wierzyłem, że Bóg jest, ale Kościół to była dla mnie instytucja staruszków w dziwnych czapkach. Powiedziałem: „Panie Jezu, weź mi pomóż. Ja już nie chcę być narkomanem. Nie umiem z tego wyjść, ale nie chcę ćpać”. Następnego dnia wziąłem działkę i o tej modlitwie zapomniałem. Ale Pan Bóg o niej nie zapomniał – mówi.

Ratunek dla Tomka przyszedł w sposób zaskakujący – trafił do więzienia za rozbój, później śledczy dołożyli mu też zarzuty za hurtowy handel narkotykami i udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Został skazany na 7 lat i 3 miesiące. – Dla 21-latka to jedna trzecia życia, niewyobrażalnie długo – mówi.

Boże, chroń Czaczę

W więzieniu jednak nie mógł już ćpać. – Okazało się, że to znowu nie aż tak straszne miejsce: tylko jesz, ćwiczysz i tatuujesz się. Dlatego teraz wyglądam jak ścianka ogłoszeniowa. Chodziłem tam na Msze św., ale głównie dlatego, że nic innego nie było do roboty – mówi.

Po kilkunastu miesiącach odsiadki spotkał więźnia, który miał na plecach „wydziarany” napis po niemiecku: „Boże, chroń mnie”. – Pomyślałem, że to fajny tekst, ale jako patriota dałem sobie zrobić tatuaż po polsku: „Boże, chroń Czaczę” – wspomina. „Czacza” to jego ksywka.

– Nie polecam nikomu robienia tatuaży. Im więcej ktoś ich ma, tym ma też nieraz więcej kompleksów. Ale wtedy, w więzieniu, to była jedyna modlitwa, na jaką było mnie stać, inaczej modlić się nie umiałem – wspomina Tomek.

Kilka dni po zrobieniu tej „dziary” w jego życiu zaczął się zaskakujący zwrot. Wezwał go sędzia. Powiedział: „Widzę, że pan się demoralizuje w więzieniu. Wypuszczę pana, jeśli znajdzie pan sobie jakiś odwyk i pójdzie się leczyć”.

– Zapewniłem, że chcę się leczyć, ale w rzeczywistości to chciałem od razu po wyjściu się naćpać... Na szczęście prosto z więzienia trafiłem do domu – mówi.

Czytaj dalej na następnej stronie

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama