Nowy numer 37/2021 Archiwum

Bitwa z wirusem

Gdy ludzie w ubraniach ochronnych, przypominający astronautów, weszli do sal domu pomocy społecznej w Knurowie, niepełnosprawni mieszkańcy byli przestraszeni. Myśleli, że wybuchła wojna.

Krzysztof Gołuch, dyrektor Ośrodka Matka Boża Uzdrowienie Chorych w Knurowie, zwierza się: – Jak pracuję 30 lat w Caritas, tak ciężkiego roku jak 2020 jeszcze nie miałem. Najcięższe chwile podopieczni i pracownicy tej placówki przeżyli w listopadzie zeszłego roku. W ośrodek, prowadzony przez Caritas Archidiecezji Katowickiej, z furią uderzył wtedy koronawirus.

Na tę instytucję składają się m.in. Warsztaty Terapii Zajęciowej i Środowiskowy Dom Samopomocy, do których podopieczni przychodzą ze swoich domów. Przez większość pandemii zajęcia były w nich zawieszone.

Trzecią częścią ośrodka jest Dom Pomocy Społecznej. Jego niepełnosprawnych mieszkańców COVID-19 omijał bardzo długo, bo aż przez osiem miesięcy trwania pandemii.

Zapewne pomógł w tym fakt, że placówka podjęła przygotowywania już na początku 2020 r., zanim jeszcze choroba ujawniła się w Polsce. Wtedy niewiele jeszcze było o niej wiadomo. – Powiedzieliśmy sobie: „Nawet jeśli informacje o pandemii są przesadzone, to musimy się bardzo dobrze przygotować, żebyśmy sobie później nie wyrzucali zaniedbania, bo tu chodzi o życie” – wspomina Krzysztof Gołuch.

Ośrodek zawczasu sprowadził ozonatory i dozowniki płynu dezynfekcyjnego. W gmachu powstało nawet izolatorium na 36 miejsc i komora dekontaminacyjna dla personelu, który będzie stamtąd wychodził. Personel bardzo się też pilnował, żeby nie przywlec wirusa do Domu Pomocy Społecznej.

Jezus pod oknem

W wiele innych DPS-ów koronawirus uderzył już w pierwszej fali pandemii. Dom w Knurowie wciąż jednak się trzymał. Oczywiście, wiosną jego mieszkańcy nie mogli wychodzić na zewnątrz. Nie każdemu z nich dało się wytłumaczyć, dlaczego. Czas zamknięcia źle przecież znosili pod względem psychicznym nawet ludzie całkiem zdrowi, więc tym trudniej było niepełnosprawnym intelektualnie.

Jednym z pierwszych, którzy zadzwonili do ośrodka z pytaniem, jak mogą pomóc, był ks. Krzysztof Tabath, proboszcz z parafii Matki Bożej Częstochowskiej w Knurowie. – Przyjechał do nas z własnym nagłośnieniem w Niedzielę Palmową, a później jeszcze w samą Wielkanoc. Nasi podopieczni stali w oknach, a on przed domem prowadził dla nich nabożeństwo i błogosławił ich Najświętszym Sakramentem – wspomina Krzysztof Gołuch.

Były też koncerty dla podopiecznych, urządzane pod oknami domu. Zagrali im m.in. orkiestra dęta KWK Knurów, saksofonistka Joanna Stasińska, Mirosław Borsuk – muzyk i terapeuta z ośrodka. Te wydarzenia naprawdę wiele znaczyły dla ludzi zamkniętych w DPS-ie.

Latem mieszkańcy domu zaczęli też wychodzić do ogrodu. Uczestniczyli nawet na raty – podzieleni na kilka grup – w ogrodowej imprezie z grillem.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama