Nowy numer 37/2021 Archiwum

Bracia medycy

Dwaj bonifratrzy pochodzący z Białorusi, którzy od lat pracują w szpitalu w Katowicach-Bogucicach, żegnają się z naszym regionem. Jadą zakładać pierwszą placówkę w swojej ojczyźnie.

Bracia ci to Emanuel, który jest lekarzem na internie, oraz Jerzy, pracujący w Bogucicach jako masażysta. Gdy ten numer „Gościa” trafi do sprzedaży, powinni już być w Mińsku, stolicy Białorusi. Wraz z trzecim bratem, Polakiem, założą tam pierwszą od połowy XIX wieku placówkę zakonu bonifratrów. Poprzednią skasował rosyjski car w czasie zaborów.

Kaj idziesz?

Z Katowic, poza doświadczeniem życiowym, wynoszą znajomość podstawowych słów i zwrotów po śląsku. – Ja się nauczyłem między innymi: „Kaj idziesz?” i „bryle” – śmieje się przeor, brat Emanuel.

Bonifratrzy prowadzą szpital w Katowicach-Bogucicach. Odwiedziliśmy ich wspólnotę. Są w niej także trzej Polacy – brat Bogusław, który pracuje na izbie przyjęć jako sanitariusz i opiekun, oraz bracia emeryci Narcyz i Tadeusz. Na miejscu jest też kapelan szpitalny – ksiądz diecezjalny.

Założyciel bonifratrów, św. Jan Boży, przekazał im, aby celem ich działalności nie było zarabianie pieniędzy. – Jego motto brzmiało: przez ciało docierać do duszy – mówi brat przeor Emanuel Yuran.

Zdarza się, że szpital bonifratrów leczy osoby bezdomne. Nieraz okazuje się, że nie ma ich w czym wypuścić, bo stare ubranie było brudne i zniszczone. Brat Bogusław przybiega wtedy z izby przyjęć z pytaniem: „Czy przeor nie ma butów?” albo: „Czy przeor nie ma spodni?”.

Bracia medycy chodzą po szpitalu w habitach. Dzięki temu czasem ktoś ich pyta, jak skorzystać z sakramentów; nawiązują się też duchowe rozmowy. Nie zawsze zaczynają się miło. Zdarza się, że ktoś mówi braciom o swoich pretensjach do Boga. – Bywa, że ma to związek z postawą księży, których ten ktoś spotkał albo o nich słyszał. Czasem doznał jakiejś krzywdy i to przerzuca na Pana Boga – mówi brat Emanuel. – Tłumaczę, że Bóg to coś większego niż grzech księdza. Że wiara to nie jest rytuał, coś martwego czy wynikającego tylko z tradycji; to jest żywa więź. I kiedy tak rozmawiamy, słowo za słowem, to w końcu czasem mówię: „Gdyby to było dla pana obojętne, to by pan z tym tak wewnętrznie nie walczył, nie szukał odpowiedzi. To świadczy o tym, że jest w panu jakieś światełko”. Często udawało się dojść do jakiegoś porozumienia. Liczę, że ten kontakt jakoś w ich życiu zaowocuje. Nawet uratowanie jednej duszy to już jest sens życia spełniony dla bonifratra i każdego chrześcijanina – mówi.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama