Nowy numer 3/2021 Archiwum

Pizza na matmie

Nie umieli znaleźć dla Gosi szkoły, z której byliby zadowoleni, więc… sami ją założyli. Teraz zadowoleni są nie tylko oni, ale też rodzice 27 innych dzieci z trisomią 21.

Niezwykła niepubliczna szkoła podstawowa „Arka Noego” stoi na skraju lasu w Katowicach-Panewnikach. W małych klasach, liczących od dwóch do sześciu osób, uczą się dzieci dotknięte trisomią 21, czyli zespołem Downa.

Za oknem dzieci nieraz widzą wychodzące z lasu sarny i zające; wraz z klasą często wchodzą w ten las na lekcjach biologii. Zbierają liście, które później w szkole badają pod mikroskopem.

Z kolei na matematyce zdarza im się upiec pizzę. Jaki to ma sens? Otóż dzieci najpierw dostają pieniądze i maszerują z nauczycielką do sklepu. Same kupują produkty, później je ważą, a na koniec dzielą pizzę na równe kawałki, żeby dla wszystkich w klasie wystarczyło. Dzieci z zespołem Downa na całe życie zapamiętują, czym są ułamki. – Do dzisiaj moja Gosia wie, ile to jest połowa, a ile jedna czwarta. I choć trudniejsze rzeczy w matematyce sprawiają jej trudność, wystarczy, że wie, ile to jest ćwierć – mówi Magdalena Skorupa-Grajner, wicedyrektor szkoły i prezes Fundacji Arki Noego.

Znam Romulusa

Kiedyś, w czasie podróży do Rzymu, Gosia zaskoczyła rodziców i swoje cztery siostry wiedzą na temat historii starożytnej. Mówiła o Romulusie i Remusie. – Byliśmy z otwartymi ustami wpatrzeni w nasze dziecko, które zdziwione opowiadało, że przecież o tym wszystkim mówiła pani Ela na lekcji… Zapamiętała, bo metody przekazania tej wiedzy były niezwykle trafione. Jaka to ogromna radość i duma dla rodziców! Ktoś zapyta: po co niepełnosprawnym nauka historii? Wystarczy, że po to, by ćwiczyć pamięć, wyobraźnię, i skojarzenia; waźna jest satysfakcja, że wiem! – mówi prezes Magdalena Grajner.

To ona wraz z mężem Tymoteuszem założyła tę szkołę. Jest nauczycielką, a jej mąż prawnikiem. Ich druga córka ma trisomię 21. – Kiedy się urodziła, czuliśmy ogromną, przeogromną bezradność. Z maleńką Małgosią pojechaliśmy na Jasną Górę i tam zawierzyliśmy ją Matce Bożej. Powiedzieliśmy: „Panie Boże, jak nam ją dałeś taką, to teraz nam pokaż, co mamy robić i jak sobie z tym radzić” – wspomina M. Grajner.

Znaleźli się terapeuci, którzy rehabilitowali Małgosię, a dziewczynka dobrze się rozwijała. Przyszedł jednak czas wysłania jej do szkoły. Rodzice czuli, że żadna z placówek nie jest właściwą opcją dla ich córki. – Pani logopeda powiedziała nam, że zna osobę, która nie chciała posłać do publicznej szkoły całkiem zdrowego dziecka, więc we własnym domu założyła szkołę dla córki i kilku znajomych. Mówiła, że to jest do przejścia – wspomina. – Mam fantastycznego męża, który potrafi szybko działać. Znalazła się też osoba, która zdecydowała się założyć z nami Fundację Arka Noego i wesprzeć ją finansowo. Szkoła powstała. Myślę, że to był pomysł Pana Boga – mówi.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama