Nowy numer 2/2021 Archiwum

Wszystkie dzieci pamiętamy

Odezwał się alarm. Przybiegły siostry. Bardzo się zdziwiły, widząc w środku półrocznego już chłopczyka. Patrzył na jadwiżanki z Bogucic dużymi, czarnymi oczami.

Pięć okien życia działa na terenie archidiecezji katowickiej. Najczęściej używane jest to w domu prowincjalnym sióstr jadwiżanek w Katowicach-Bogucicach. – Od uruchomienia w 2009 r. trafiło do niego 11 dzieci. Średnio jedno na rok – mówi siostra Celina Kowalska. Zastrzega jednak że dzieci trafiają tutaj z różną częstotliwością, niekoniecznie każdego roku.

Dziewięć razy w oknie życia w Bogucicach pojawiały się noworodki. Dwukrotnie jednak jadwiżanki zdziwiły się, znajdując w nim starsze dzieci. Raz był to około półroczny chłopczyk. – Prześliczny. Wielkie, czarne oczy. Zostawiono go z butelką mleka i z książeczką zdrowia. Dość szybko udało się go uspokoić – wspomina siostra Celina.

Z okna życia dziecko trafia na badania i obserwację na oddział dziecięcy w szpitalu. Stamtąd jest przekazane do pieczy zastępczej, a później do adopcji.

Jeśli przybrani rodzice tego chcą, do sióstr docierają informacje zwrotne na temat losów dziecka. W sprawie półrocznego chłopczyka o czarnych oczach tak właśnie się stało. – Przebywa dzisiaj w rodzinie i jest otoczony miłością – mówi jadwiżanka.

Noworodek z lalką

Dwoje noworodków trafiło do okna życia w przychodni Epione w Katowicach-Ligocie. Urządziło je małżeństwo lekarzy Katarzyna i Narcyz Wrześniewscy, rodzice czworga dzieci. Ich motywacją było ocalenie maluchów, które po urodzeniu były porzucane w śmietnikach.

W Piekarach Śląskich-Dąbrówce Wielkiej okno życia prowadzą siostry boromeuszki. Zostało wykorzystane tylko raz, w 2011 roku. Alarm włączył się nad ranem. Gdy siostry otwierały okno, zobaczyły jeszcze cień osoby, która przyniosła noworodka i najwyraźniej do końca czekała, aby się upewnić, że ktoś weźmie dziecko. – To było płaczące maleństwo z długimi, czarnymi włosami. Było bardzo zadbane, ubrane i zawinięte w białą, ciepłą flanelę. Nad dzieckiem czuwała lalka – powiedziały nam siostry boromeuszki.

Zwracają uwagę, że matka, choć oddała dziecko, przez te gesty okazała mu miłość. To był chłopiec urodzony tej samej nocy. Przyjechało wezwane pogotowie. – Lekarz osłuchujący z wielkim wzruszeniem sprawdzał stan dziecka. Zawinął je w dodatkowy kocyk i przewiózł do szpitala w Bytomiu – wspominają. Siostry otoczyły modlitwą zarówno tego chłopca, jak i jego mamę.

Podobnie traktują maleństwa z okna jadwiżanki w Bogucicach. – Wszystkie dzieci pamiętamy. Ich obecność nie zostaje u nas bez echa. Ponieważ zostały uratowane w tym domu, traktujemy je jak nasze dzieci. Wiemy, że ich losy raczej dobrze się toczą. Żadne z nich nie trafiło do placówki wychowawczej, tylko do rodzin, bo takie jest założenie przy oknach życia. Mamy przeświadczenie, że to okno życia jest potrzebne – mówi siostra Celina.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama