Nowy numer 48/2020 Archiwum

Droga na ołtarze

O nauczaniu, beatyfikacji i ekshumacji ciała sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego mówi postulator bp Adam Wodarczyk.

Ks. Tomasz Wojtal: Kim jest dla Księdza Biskupa ks. Franciszek Blachnicki?

Bp Adam Wodarczyk: Ks. Franciszek jest dla mnie człowiekiem, który – obok moich rodziców – wywarł największy wpływ na moje życie. Chociaż nie miałem nigdy okazji się z nim spotkać, to jednak towarzyszył mi od najwcześniejszych lat życia. Myślę, że miejsce, w którym się dziś znajduję jako biskup pomocniczy archidiecezji katowickiej, to także owoc jego wstawiennictwa i orędownictwa.

Co było najbardziej inspirujące w poznawaniu jego życia i powołania?

Myślę, że przede wszystkim odwaga wiary, nazywana przez niego wiarą konsekwentną. W rozumieniu sługi Bożego wiara nie jest tylko deklaracją intelektualną. Ona musi przekładać się zawsze na odważne działanie w życiu człowieka. Według ks. Blachnickiego uczeń Chrystusa musi zrobić wszystko, co w jego mocy, aby także inni ludzie mogli doświadczać głębokiego spotkania z Bogiem i stać się jego świadkami. W czasach komunizmu, kiedy zewnętrzne okoliczności absolutnie temu nie sprzyjały, udało mu się zorganizować apostolskie dzieło, przez które jeszcze za jego życia przetoczyło się ponad 2 mln osób.

Czy dzisiejszy Kościół może się czegoś nauczyć od ks. Blachnickiego?

Jak najbardziej. W dziedzinie ewangelizacji, a dokładnie w pracy z ludźmi, z młodymi, z małżonkami, jego model formacyjny i duszpasterski jest wciąż aktualny. Dzisiaj także liczy się praca z konkretnymi osobami. Ksiądz Franciszek nazywał to metodą pomnażania uczniów. Często powtarzał, że wystarczy zebrać małą grupkę ludzi, aby z nimi pracować i przekazać im prawdy wiary, a w rezultacie przygotować ich, aby i oni w przyszłości robili to samo z innymi. Ta ewangeliczna metoda duszpasterska także dzisiaj wydaje się niezwykle inspirująca i potrzebna. Zresztą jego nauczanie jest uniwersalne i ponadczasowe. Ks. Blachnicki mówił o konieczności wyzwolenia człowieka z tego wszystkiego, co zniewala. Podkreślał często, że największym zniewoleniem człowieka jest lęk, z którego trzeba się z pomocą Chrystusa wyzwalać. Ta potrzeba jest aktualna w każdej epoce i jest warunkiem autentycznego nawrócenia i odważnego głoszenia Ewangelii.

Na pewno beatyfikacja będzie dobrym momentem, aby wrócić do tego nauczania. Na jakim etapie drogi na ołtarze ks. Blachnickiego jesteśmy?

Proces beatyfikacyjny, który się rozpoczął 25 lat temu, został ukończony 30 września 2015 r. decyzją Ojca Świętego o wydaniu dekretu o heroiczności cnót czcigodnego sługi Bożego. To był ten moment, kiedy Kościół ziemski orzekł, że możemy mieć moralną pewność, że życie ks. Blachnickiego było heroiczne, czyli święte. Do beatyfikacji potrzebny jest jeszcze cud dokonany przez jego wstawiennictwo. Jesteśmy na etapie oczekiwania i modlitwy o ten dar. Warto zaznaczyć, że łask uważanych przez ludzi za otrzymane dzięki orędownictwu założyciela oazy jest bardzo wiele. Na razie jednak nie mieliśmy do czynienia z wydarzeniem, które mogłoby być uznane w Kongregacji ds. Kanonizacyjnych jako ostateczne i autentyczne.

O ks. Blachnickim słyszymy ostatnio w kontekście przeprowadzonej przez Instytut Pamięci Narodowej za zgodą władz kościelnych ekshumacji jego doczesnych szczątków. Proszę powiedzieć, skąd taka inicjatywa.

Na początku kwietnia 2020 r. IPN podjął decyzję o wznowieniu śledztwa w sprawie okoliczności śmierci ks. Blachnickiego, umorzonego w 2006 r. Jak podkreślają prokuratorzy, nie uzyskano wtedy konkretnych odpowiedzi dotyczących przyczyn zgonu. Śmierć nastąpiła nagle, pogrzeb przeprowadzono błyskawicznie, przyczyna śmierci została określona przez niemieckiego lekarza na podstawie przesłanek zewnętrznych. Z perspektywy czasu i na podstawie zebranych przez IPN informacji wszystko to zaczęło się wydawać niewystarczające, aby zyskać pewność, że mamy do czynienia ze śmiercią naturalną. Czy zostanie to udowodnione – to już kwestia pozostająca w rękach naukowców specjalizujących się w badaniach medycznych oraz prokuratury IPN.

Jak wyniki tego badania mogą wpłynąć na proces beatyfikacyjny?

IPN prowadzi sprawę z tytułu prześladowania ze strony władz komunistycznych. Pamiętajmy, że ks. Franciszek działał na terenie RFN, więc mógł być obiektem zainteresowania także służb i wywiadów innych krajów obozu komunistycznego. Jeśliby się okazało, że ta śmierć rzeczywiście nie nastąpiła z przyczyn naturalnych, to uwzględniając fakt, że system komunistyczny działał w nienawiści do wiary, byłaby to podstawa, aby wnieść do Kongregacji wniosek o zmianę kwalifikacji procesu poprzez dołączenie motywu męczeństwa. W takiej sytuacji do beatyfikacji nie byłby potrzebny cud.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama