Nowy numer 48/2020 Archiwum

Kierunek: niebo

Wśród kandydatów na ołtarze jest kilkanaścioro Ślązaków.

Poniżej prezentujemy sylwetki osób pochodzących z terenu dzisiejszej archidiecezji katowickiej, których procesy beatyfikacyjne już są w toku.

 

Kierunek: niebo

Ks. Franciszek Blachnicki

W wieku 16 lat ten urodzony w Rybniku i dorastający w Tarnowskich Górach chłopak stracił wiarę. Zachował jednak dążenie do dobra. W czasie wojny działał w konspiracji i wpadł w ręce Niemców. Gdy siedział w celi śmierci więzienia na Mikołowskiej w Katowicach, czekając na egzekucję, uwierzył, że Bóg jest, że Bóg go kocha i że Bóg ma wobec jego życia wspaniały plan. Oddał Jezusowi życie.

Wtedy jego życie się zmieniło. Najpierw okazało się, że Niemcy nie wykonali wyroku na nim przez sto dni. Na mocy starego pruskiego przepisu jego kara śmierci została więc zamieniona na… długoletnie więzienie.

Po wojnie Franciszek został księdzem. W 1957 r. założył Krucjatę Wstrzemięźliwości – ruch, który do czasu powstania Solidarności był największym oddolnym ruchem w całym bloku wschodnim. Przestraszeni komuniści krucjatę zlikwidowali, robiąc nalot na jej centralę w Katowicach. Ksiądz Blachnicki, zamiast się tym załamać, założył coś nowego: Ruch Światło–Życie, czyli oazę. Kościół w Polsce jest dziś silniejszy niż w sąsiednich krajach pewne dlatego, że w czasach PRL Oaza wychowała w wierze sporą część polskiej młodzieży. Ks. Blachnicki zmarł nagle w 1987 r.; pion śledczy IPN sprawdza obecnie, czy został otruty przez agentów Służby Bezpieczeństwa.

 

Ks. Karol Golda SDB

Ten salezjanin rodem z Tychów żył 28 lat. Po studiach w Rzymie wrócił do Polski tuż przed wybuchem II wojny światowej. 31 grudnia 1941 r. został aresztowany za wyspowiadanie niemieckiego żołnierza. Było to złamanie regulaminu wojskowego; poza tym polskim księżom w ogóle nie było wolno spowiadać Niemców. Żołnierz trafił na front wschodni, a ks. Karol – do Auschwitz, gdzie przeżył pobyt w bunkrze głodowym i w 1942 r. został zamordowany. Nawet wśród esesmanów panowała opinia, że zginął jako ofiara tajemnicy spowiedzi.

 

Ks. Franciszek Harazim SDB

Salezjanin z Osin koło Żor studiował we Włoszech. Był wykładowcą i wychowawcą kleryków w Krakowie. Niemcy wraz z innymi salezjanami wysłali go w 1941 r. do obozu Auschwitz. Następnego dnia po przyjeździe został w bestialski sposób zamordowany przez kapo.

 

Kierunek: niebo

Kard. August Hlond

Pierwszy biskup katowicki, a następnie kardynał i prymas Polski pochodził z Brzęczkowic, dzisiejszej dzielnicy Mysłowic. Był salezjaninem. Umierając w 1948 r., gdy Polska pogrążała się coraz głębiej w stalinowskim terrorze, wypowiedział prorocze słowa: „Zwycięstwo, gdy przyjdzie, będzie zwycięstwem Matki Najświętszej”. Dodał, że do Tysiąclecia Chrztu trzeba Polskę prowadzić ze śpiewem: „Bogurodzico Dziewico, Bogiem sławiena Maryjo”. Jego następca, kardynał Wyszyński, uważał się za wykonawcę duchowego tego Ślązaka. „Myśli przewodnie pracy, przygotowującej naród na Tysiąclecie Chrztu, wzięte są z serca umierającego Kardynała Augusta Hlonda” – mówił.

 

Kierunek: niebo

S. Dulcissima Hoffmann SMI

Urodziła się w Zgodzie, dzisiejszej dzielnicy Świętochłowic, jako Helena Hoffmann; zmarła w 1936 r. w Brzeziu nad Odrą, dziś dzielnicy Raciborza. Żyła tylko 26 lat. Należała do Sióstr Maryi Niepokalanej. Ostatnie lata życia chorowała, ale swoje cierpienia ofiarowywała za kapłanów, za swoje zgromadzenie, za spotykanych ludzi. Ci w niewytłumaczalny sposób wracali do zdrowia. Gdy np. mały Jan Darowski z Brzezia stracił wzrok i słuch, powiedziała jego matce, że chciałaby oddać mu własne oko. Wkrótce Dulcissima oślepła, a chłopczyk odzyskał zdrowie. Wiedziała o rzeczach, które mają nastąpić w przyszłości. Po jej śmierci osób, które twierdzą, że zostały uzdrowione za jej wstawiennictwem, zaczęło w wielkim tempie przybywać – wciąż zgłaszają się kolejni.

 

Kierunek: niebo

O. Euzebiusz Józef Huchracki OFM

Pochodził z Katowic. Przez całą I wojnę światową był kapelanem wojskowym – na froncie wschodnim i na zachodnim we Francji. Szczycił się tym, że przez całą wojnę chodził nie w mundurze, lecz w habicie franciszkańskim. Dostał nawet krzyż żelazny. Dlatego w czasie II wojny Niemcy proponowali mu zwolnienie z internowania. Warunkiem było tylko podpisanie volkslisty. Euzebiusz oświadczył jednak: „Jestem Polakiem i pozostanę Polakiem”. Niemcy wywieźli go do obozu w Dachau i w 1942 r. zagazowali.

 

Ks. Józef Huwer SVD

Misjonarz werbista z miejscowości Rogów koło Wodzisławia. Był świetnym gospodarzem, wszystkie klasztory chciały go mieć na stanowisku ekonoma; nauczał też matematyki i języka niemieckiego. Już w 1940 r. Niemcy wywieźli go do pracy w kamieniołomie w obozie Buchenwald, gdzie zmarł w styczniu 1941 roku.

 

Ks. Norbert Kąpała CM

Urodził się w Orzegowie, dziś dzielnicy Rudy Śląskiej. Wstąpił do Zgromadzenia Księży Misjonarzy, studiował w Rzymie, był kapelanem schroniska dla bezdomnych im. Brata Alberta i dyrektorem kleryków misjonarskich. W 1940 r., posłuszny poleceniu przełożonych, zgłosił się na posterunek gestapo. Niemcy aresztowali go. Przeszedł przez Auschwitz i Dachau. W 1942 r. w wieku 35 lat został zagazowany.

 

Ks. Roman Kozubek SVD

Werbista rodem z Paniówek. Był nauczycielem w gimnazjum w Górnej Grupie. Niemcy wywieźli go wraz z innymi zakonnikami do obozu w Sachsenhausen i tam w 1940 r. zamordowali. Miał 32 lata.

 

Kierunek: niebo

Ks. Jan Macha

Beatyfikacja tego chorzowianina jest blisko, pozostało wyznaczyć dogodną datę. Przyjął święcenia kapłańskie tuż przed wojną w 1939 roku. Był wikarym w parafii św. Józefa w Rudzie. Stworzył tajną organizację charytatywną, dzięki której pomoc docierała też do rodzin ludzi aresztowanych przez Niemców, na przykład do bliskich powstańców śląskich.

Aresztowany przez gestapo, w 1942 r. został ścięty na gilotynie w więzieniu przy ul. Mikołowskiej w Katowicach. Miał 28 lat.

 

Ks. Franciszek Miśka SDB

Salezjanin rodem ze Świerczyńca koło Tychów. Studiował w Turynie, potem był proboszczem i przełożonym małego seminarium w Lądzie nad Wartą. Niemcy wywieźli go do Dachau, gdzie jako 44-latek 30 maja 1942 r. zmarł z wycieńczenia.

 

Kierunek: niebo

Bp Wilhelm Pluta

Ten Ślązak rodem z Kochłowic, dzisiejszej dzielnicy Rudy Śląskiej, w 1958 r. spotkał przed drzwiami kardynała Wyszyńskiego w Warszawie krakowskiego księdza Karola Wojtyłę, wezwanego tam wprost z wyprawy kajakowej. Obaj chwilę później dowiedzieli się, że otrzymują nominacje biskupie – Karol do Krakowa, Wilhelm do Gorzowa Wielkopolskiego. Pod drzwiami prymasa zrodziła się ich długoletnia przyjaźń. Biskup Wojtyła wpadał później do biskupa Pluty czasem też nieoficjalnie, np. przy okazji wypraw kajakowych, które prowadził dla młodych.

Zanim został biskupem, ks. Wilhelm był proboszczem na Załężu w Katowicach. Od 1958 r. kierował największą w Polsce administracją apostolską, która obejmowała Gorzów, Zieloną Górę, Szczecin i Kołobrzeg. Gdy w 1972 r. powstała diecezja gorzowska, został jej pierwszym biskupem diecezjalnym. W 1986 r. zginął w wypadku samochodowym; jego proces beatyfikacyjny zaczął się w 2002 roku.

 

Ks. Józef Słupina CM

Pochodził z Królewskiej Huty, czyli Chorzowa, należał do Zgromadzenia Księży Misjonarzy. Był kapelanem więzienia i szpitala w Krakowie. Miał 60 lat, gdy z innymi księżmi trafił do Auschwitz. 30 sierpnia 1940 r. wszedł do obozu w sutannie i z różańcem w ręku. Wzbudził tym taką nienawiść esesmana, że ten na miejscu zakatował go na śmierć.

 

Ks. Jan Świerc SDB

Urodził się w Królewskiej Hucie, czyli Chorzowie. Był proboszczem i dyrektorem salezjańskich zakładów w Oświęcimiu, w Przemyślu, we Lwowie, gdzie zorganizował nową placówkę, oraz w Krakowie. Wraz z innymi salezjanami 26 czerwca 1941 r. trafił do Auschwitz. Miał wtedy 64 lata. Już pierwszego dnia, gdy nie dość szybko pchał taczkę z kamieniami, zaczął go bić kapo. Po każdym ciosie ks. Jan wzdychał: „O Jezu!”. To doprowadziło kapo do furii. Z krzykiem: „Ja ci pokażę Jezusa! Tu nie ma Boga! On cię z rąk moich nie wyrwie!” z przerażającym okrucieństwem zabił więźnia.

 

Ks. Jan Wagner CM

Urodził się w Piasku koło Pszczyny. Wstąpił do Zgromadzenia Księży Misjonarzy, był cenionym w kraju rekolekcjonistą. Gdy zaczęła się wojna, był proboszczem w Bydgoszczy. 1 listopada 1939 r. Niemcy rozstrzelali go w zbiorowej egzekucji Polaków.

 

Kierunek: niebo

O. Ludwik Wrodarczyk OMI

Był oblatem, pochodził z Radzionkowa. Trzy dni przed wybuchem wojny w 1939 r. został administratorem parafii w Okopach, 5 km od granicy ze Związkiem Sowieckim. Gdy te tereny zajęli Niemcy, wiosną 1942 r. ruszył z wyprawą ewangelizacyjną na wschód, do Żytomierza i aż po Kijów. Ochrzcił po drodze kilka tysięcy ludzi, zaopatrzył 500 chorych, był świadkiem mnóstwa nawróceń. Gdy wrócił do Okopów, katolicy zza przedwojennej wschodniej granicy sami schodzili się do niego. Były ich tysiące. Ojciec Ludwik leczył ludzi niezależnie od ich wyznania i ukrywał na plebanii Żydów. Miejscowi Ukraińcy go kochali. W noc z 6 na 7 grudnia 1943 r. na Okopy napadli jednak bojownicy UPA. Ks. Ludwikowi po torturach wyrwali serce. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama