Nowy numer 29/2021 Archiwum

Gałązka oliwna

Walczyli o godność, nie o przywileje dla jakiejkolwiek grupy społecznej – 40 lat po podpisaniu Porozumień Jastrzębskich tamte wydarzenia wspomina ks. Bernard Czernecki, który wspierał strajkujących.

Pan Bóg potrzebuje ludzi, a oni potrzebują Boga, i dopiero wtedy powstają wielkie rzeczy – zaczyna swoje wspomnienia kapłan. Od 1974 roku odpowiadał w diecezji katowickiej za duszpasterstwo ludzi pracy. Górnicy ufali mu i to do niego przyszli z prośbą o radę.

Wybuchowa atmosfera

– Nie udało mi się nigdy tego potwierdzić, ale uważam, że jednym z czynników, które sprawiły, że górnicy odważyli się na strajk, była pielgrzymka kapłanów całej diecezji, którzy przyjechali do Jastrzębia. Uczestniczyło w niej 500 księży, 200 kleryków i biskupi katowiccy. Zaproszeni też byli parafianie. Jednym z poruszanych tematów było duszpasterstwo ludzi pacy. Księża dziekani relacjonowali wtedy swoje rozmowy z dyrektorami kopalń i pracownikami. Głosy były zgodne: wszędzie panowała wybuchowa atmosfera, górnicy są przepracowani, nie szanuje się ich godności – wspomina ks. Bernard Czernecki. – Pielgrzymka odbyła się 28 sierpnia 1980 roku, a strajk wybuchł w nocy z 28 na 29 sierpnia. Do dziś się zastanawiam, czy te obserwacje kapłanów z całej diecezji nie stanowiły kropki nad i. Strajki wybuchły w nocy z czwartku na piątek, ale już w niedzielę zmierzały ku zakończeniu. – Pamiętam, że wychodziłem do Mszy św. o godz. 8 i nagle poczułem, że ktoś szarpie mnie za ornat. To byli górnicy. Z butów wyciągnęli biało-czerwone opaski, żeby potwierdzić, że to nie jest jakaś prowokacja. Nie wiedzieli, co mają robić. Strajk się łamał, w telewizji nieustannie pokazywano pracujących bez przerwy górników, zagraniczne media milczały, mnożyły się prowokacje. Pod natchnieniem Ducha Świętego powiedziałem im: „Trzeba zamknąć kopalnie, usunąć prowokatorów, wprowadzić strajk okupacyjny, a ja to wszystko ogłoszę”. Tego dnia w czasie kazań mówiłem o potrzebie strajku. Przypomniałem, że Wybrzeże walczy już od 3 tygodni i górnicy muszą być solidarni. Nie mogą czekać, aż oni coś wywalczą. Tłumaczyłem, że pracownicy kopalń nie walczą „o lepszy kotlet”, bo na niego mogą zarobić pracując w soboty i niedziele, i to jest niegodziwe. Prosiłem, żeby rodziny wspierały górników w ich decyzji, nie namawiały do powrotu do domu, ale zanosiły jedzenie, ciepłe ubrania, żeby łatwiej było przetrwać noce – wspomina ks. Bernard.

Smutny ten czas…

Kapłan zaproponował górnikom, że jest gotów odprawić Mszę św. w każdym zakładzie, gdzie zostanie zaproszony, i pozostać ze strajkującymi. Razem z ośmioma wikarymi ruszyli w drogę, odwiedzając m.in. Zofiówkę, Pniówek, Borynię, Moszczenicę, Jastrzębie czy 1 Maja. – Witały nas okrzyki: „Kościół z nami”, „Pan Bóg z nami”. Udzielaliśmy sakramentu rozgrzeszenia. Czuć było podniosłą atmosferę, ale i strach. Górnicy bali się, że wszystko się skończy jak w Poznaniu, Radomiu czy na Węgrzech – mówi duszpasterz. Strajkujący dostawali również różańce, które przygotowane były dla dzieci pierwszokomunijnych. Na wielu fotografiach z tamtych dni widać, że mężczyźni ubierali je na szyję i nosili jak tarcze. – Ale też modlili się bardzo pobożnie – zastrzega ks. Czernecki. – Do Komunii św. przygotowywało się wtedy 2,5 tys. dzieci. Jednak nawet ta liczba różańców to była kropla w morzu potrzeb. Modlili się wszyscy, także ci, których ścieżka do Kościoła od lat była zarośnięta trawą. Klękali na gołej ziemi, żeby przystąpić do spowiedzi. Z wiarą śpiewali: „Przemień, o Jezu, smutny ten czas”. To były piękne dni, mocno oparte na modlitwie – wspomina. Patrząc wstecz, ks. Bernard Czernecki żałuje, że tak mało się mówi o znaczeniu udziału górników w strajkowym lecie 1980 roku. – Trzeba pamiętać, że dla nich to wszystko było bardzo trudne. W powszechnej opinii byli postrzegani jako „pachołki Gierka”, czy ciemne kopidoły – mówi ostro. – Nie mieli wsparcia intelektualistów, tak jak to było na Wybrzeżu. Potrzebowali Kościoła, by ich postulaty, płynące prosto z serca, zostały jasno sformułowane. Poza tym trzeba sobie uświadomić, że dopiero wsparcie górników sprawiło, że odstąpiono od planów pacyfikacji strajkujących w Gdańsku i Szczecinie. O tym trzeba mówić głośno i nie dopuścić, by prawda o strajkach została zapomniana. Umowa społeczna, która została wynegocjowana w Jastrzębiu, nie służyła żadnej partii, nie dawała nikomu przywilejów, prostowała błędy. Była gałązką oliwną, wprowadzała pokój w progi rodzin i do zakładów pracy – podkreśla.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama