Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Pożalić się, żeby było lżej

– To nieprawda, że czas życia wymierza się zegarkiem albo kalendarzem. Czas ludzkiego życia odmierza się miłością – mówił w sanktuarium Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej abp Jan Pawłowski. W tym roku piekarską refleksję zdominowała tematyka rodzinna.

Gabrysia, Joanna i Agnieszka w drogę do Matki wyruszyły o godz. 2 w nocy. Do pokonania miały dystans około 27 km. Tyle dzieli katowicką dzielnicę Kostuchna, położoną przy granicy z Tychami, od bazyliki w Piekarach Śląskich. – Od 10 lat organizujemy takie pielgrzymki i z reguły idziemy grupą około 60 osób. W tym roku we trzy jesteśmy reprezentantkami – mówiła Joanna. – Uczestniczki dzwoniły do nas z pytaniami, czy idziemy, czy będzie pielgrzymka, więc zabrałyśmy ich intencje w drogę – dodała. Starały się nie skupiać na fakcie, że tylko 5 procent grupy mogło się wybrać na pielgrzymi szlak. – Cieszyłyśmy się tym pomysłem, natchnieniem serca. I na tym się skupiamy. Czujemy, że to Maryja nas zaprosiła i przygotowała nam wszystko po drodze – wyjaśniała Agnieszka.

Łzy w oczach

W tym roku do sanktuarium Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej dotarło niewiele pątniczek. Wszystko z powodu pandemii. – W duchu chrześcijańskiej miłości i odpowiedzialności – działając rozumnie w imię dobra wspólnego – respektujemy rządowe i kościelne zarządzenia, zachowujemy dystans, aby nie narażać siebie i innych na niebezpieczeństwo, ograniczamy niektóre rodzaje aktywności, jak choćby pielgrzymowanie. Czasem wymaga to wielkiej pokory i wyrzeczenia – komentował tę sytuację abp Wiktor Skworc, metropolita katowicki.

Większość rodzin zwyczajowo obecnych w Piekarach zasiadła przed telewizorem lub przy radioodbiornikach. Duchowo do Piekar pielgrzymowała np. rodzina Anderka z Łazisk. Znalazły się jednak panie, które postanowiły mimo wszystko przyjść do Matki, choćby na chwilę modlitwy. – Jest pusto. Miałyśmy łzy w oczach, jak przyjechałyśmy tutaj przed 7 i zobaczyłyśmy puste ulice. Pojawiło się w nas wzruszenie na myśl, że w normalnych warunkach ta ulica już tętniłaby życiem. Strasznie smutne czasy – mówiła Elżbieta ze Świętochłowic, która do sanktuarium przyjechała z koleżanką Brygidą. Skorzystały z komunikacji miejskiej, ponieważ zdrowie nie pozwoliło im na piesze pokonanie trasy, tak jak to robiły przez lata. – Trudno sobie wyobrazić sierpień bez odwiedzenia Maryi. Jak człowiek przyjdzie do mamy, się pożali, powie, co ma powiedzieć, to jest mu lżej na sercu. I tak samo jest tutaj. Mogę się do Matki Bożej codziennie zwracać, ale doświadczenie tutaj jest szczególne – przynoszę cały balast, z całego roku, wszystkie smutki i radości. Dlatego przyszłyśmy wcześniej, żeby sobie z Maryją porozmawiać, posiedzieć, pomodlić się – relacjonowała pani Elżbieta. – Nie mogło nas nie być. To się całkiem inaczej przeżywa niż przed telewizorem. Postanowiłam przyjść i pomodlić się. Od razu założyłam, że zajmę miejsce gdzieś na zewnątrz. Może na Rajskim Placu – tłumaczyła Maja z Nakła Śląskiego. – Jak ktoś jest wychowany w wierze, to sobie nie wyobraża, żeby tu nie być. Przyszłam pieszo z sąsiadką, bo sierpień bez pielgrzymki to nie jest to samo – mówiła Kasia z Nakła Śląskiego.

Wśród pątniczek wyróżniała się grupa pań z Radzionkowa, ubrana w śląskie stroje. – Jest jak jest, skromniej, ale liczy się to, że jesteśmy u Matki Bożej. Mam na sobie oryginalny strój, w którym moja mama chodziła na co dzień. Już nie żyje, więc staram się kontynuować tę tradycję i ubieram go na ważne uroczystości – wyjaśniała Anna z Radzionkowa.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama